RECENZJE PŁYT METALLIKI
W poniższym tekście chciałbym przedstawić płyty wspaniałego zespołu, jakim niewątpliwie jest Metallica. Mam nadzieję, że ktoś po przeczytaniu arta sięgnie po starsze nagrania grupy. Zauważyłem, że wystarczyły dwie - trzy słabsze płyty i już miesza się z błotem cały ich dorobek. Niestety, niektórzy słyszeli tylko "Reload" i to im wystarczy do krytyki. Posłuchajcie poprzednich płyt, to być może przekonacie się do zespołu.
Nie będę się zanadto rozpisywał, więc może za mało będzie tu konkretów.
Kill'em All
Płyta ta ukazała się na początku lat 80-tych i jest to oficjalny debiut Metalliki. Zespół nie bawi się tutaj w żadne balladki. "Kill'em All" to szybkie, żywiołowe utwory. Surowy klimat, świetny bas i wspaniałe solówki to cechy charakterystyczne albumu. Nie będę opisywał wszystkich utworów, ponieważ wszystkie są świetne. Podsumowując: płyta kultowa. Jak dla mnie - 8/10.
Ride the Lightning
Druga płyta zespołu jest dojrzalsza i nieco lepsza od poprzedniczki. Rozpoczyna się miłym brzdąkaniem na gitarze, które po chwili przechodzi w "dziki łomot". To "Fight Fire With Fire", utwór zarówno szybszy, jak i mocniejszy od zawartych na poprzedniej płycie. Następna jest piosenka tytułowa, dosyć szybka i dobra. Trzecim utworem jest "For Whom The Bell Tolls". Teraz "krytycy", czerpiący wiedzę z "S&M", mogą sobie porównać obie wersje tego kawałka. Ten z orkiestrą jest o wiele gorszy... Czwartym utworem jest ballada "Fade To Black". Moim zdaniem jest świetna. Lubię u Metalliki także wolniejsze, trochę rockowe kawałki. Ten w połowie nieco przyspiesza, zmienia melodię i robi się jeszcze lepszy. Super. "Trapped Under Ice" mogłoby wejść na poprzedni album, pasuje tam. Potem słyszymy bardzo fajne "Escape" i "Creeping Death". Płyta kończy się instrumentalnym arcydziełem - "The Call Of Ktulu". Utwór jest wspaniały. Posiada umiejętnie budowany klimat - od początku po końcowe akordy. Ogólnie rzecz biorąc - polecam płytę każdemu.
Oceniam ją na 9-/10.
Master of Puppets
Zdaniem wielu fanów to najlepsza płyta Metalliki. Moim też. Cechą charakterystyczną albumu są genialne partie basowe w wykonaniu Cliffa Burtona. Z każdą płytą grał on coraz lepiej, szkoda, że musiał zginąć... Płyta rozpoczyna się jak poprzednia - spokojnymi dźwiękami, przechodzącymi w trashową jazdę - to utwór "Battery". Następny jest genialny utwór tytułowy. W połowie zwalnia i następuje świetna solówka, by po chwili znowu przyspieszyć. Następnie słyszymy "The Thing That Should Not Be", fajna piosenka, ale nie wyróżnia się. Czwarte jest "Welcome Home (Sanitarium)". Podobnie jak "Fade To Black" z poprzedniej płyty, jest balladą, znacznie przyspieszającą w środku. Jest to utwór po prostu doskonały, przez długi czas był moim ulubionym nagraniem zespołu. Po tej uczcie dla uszu nadchodzi czas na dwa nieco słabsze od reszty płyty (chociaż ciągle niezłe) piosenki: "Disposable Heroes" i "Leper Messiah". Siódmy utwór to cudo - instrumentalne nagranie "Orion". Zmienia melodię i tempo, jest pełen świetnych solówek i genialnych riffów. Ostatnie na płycie jest "Damage Inc." W sumie, gdyby go tu nie było, to nikt by większej straty nie poniósł - choć kawałek i tak jest niezły. Podsumowując: płyta genialna. Jeżeli chcesz przekonać kogoś do Metalliki, to tylko tym albumem. Warto go kupić chociażby dla "Orion", "Sanitarium" i utworu tytułowego. Jak dla mnie - 9+/10.
...And Justice For All
Płyta trzyma się schematu: najpierw spokojne dźwięki przechodzące w szybki utwór, potem stosunkowo długie nagranie tytułowe, następnie trzecia piosenka, potem czwarta - ballada, pod koniec utwór instrumentalny. Album ma swój charakterystyczny klimacik. Bas jest gorszy niż na "Master Of Puppets". Newsted jest o klasę słabszym basistą od Burtona Płyta zawiera kilka świetnych utworów - nagranie tytułowe, "To Live Is To Die", nie wspominając o kultowym "One" (BTW: świetny tekst), jednak nie wytrzymuje porównania z poprzednią. Niemniej zasługuje na 9/10.
Black Album
Album był przełomem dla Metalliki. Zaczęli oni tworzyć muzykę dla nieco szerszego grona słuchaczy. Z miejsca pojawiły się zarzuty o komercję. Mimo wszystko płyta jest bardzo dobra i jest ostatnią płytą zespołu zawierającą w większości metal. Rozpoczyna się świetnym "Enter Sandman", potem równie dobre "Sad But True"... Czwarte jest "The Unforgiven" - ballada, bez żadnego przyspieszania. Jest po prostu świetne! Mam gdzieś, czy to komercja, czy nie. Na pewno nie jest to metal - ale ja tak samo lubię rock. Na "Black Album" utwory są często wolniejsze, za to mocne, czego przykładem jest "Whenever I May Roam". Na drugiej stronie kasety godne polecenia są szczególnie: "My Friend Of Misery" i znane wszystkim "Nothing Else Matters". Metal czy nie, komercja czy nie, płyta ciągle jest świetna i zasługuje na 9/10.
Load
Zespół już do końca wypiął się na metal. Na fanów, niestety, trochę też. Słuchając płyty "Load" trudno uwierzyć, że ta sama grupa kiedyś nagrywała dzieła typu "Orion", "One" czy "Master of Puppets". Recenzowana przeze mnie płyta nadaje się może do puszczania w barach do kotleta bądź do umilania czasu pani w warzywniaku, ale słuchanie jej w całości nie dostarcza żadnych uczuć. Album ani grzeje, ani ziębi - ot, takie ciepłe kluchy. Po usłyszeniu trzech pierwszych, nagrywanych na jedno kopyto i prymitywnych pioseneczek można naprawdę walnąć płytę w kąt i długo do niej nie wracać. Na "Load" są co prawda utwory, które lubię (bo słucham też rocka, metalowiec raczej nic tu nie znajdzie), np. "Until It Sleeps", "Hero Of The Day", "Bleeding Me", "Mama Said", "The Outlaw Torn". To są bardzo fajne kawałki, ale nie da się ich nawet porównać z poprzednimi płytami. Zresztą i tak wymienione utwory nie ratują albumu, który jest pełen tzw. "zapychaczy miejsca". Dla przykładu "Ain't My Bitch", "2X4", "The House Jack Built", "King Nothing", "Cure", "Poor Twisted Me", "Wasting My Hate", "Thorn Within" czy "Ronnie" są wszystkie takie same, tak samo do dupy i tak samo nie zostają w pamięci nawet na parę minut. Często też kawałki na "Load" są sztucznie i niepotrzebnie wydłużane. Z ciężkim sercem stawiam płycie 4/10.
Reload
Omawiany przeze mnie album jest kontynuacją poprzedniego. Na szczęście DUŻO lepszą, ale nadal nie znajdziecie tu ani trochę metalu. Gdyby zestawić najlepsze kawałki z "Reload" i "Load", to może by coś z tego wyszło. Zaczyna się "Fuel", nawet w porządku utworek, nie będę się rozpisywał. Kolejne "The Memory Remains" też jest bardzo dobre. Nie jest to stara, dobra Metallica, ale ogólnie jest OK. "Devil's Dance" od biedy też trzyma poziom. Czwarte jest "The Unforgiven II" i moim zdaniem jest po prostu świetne. To ten kawałek sprawił, że kupiłem sobie moją pierwszą płytę zespołu - "Reload" właśnie - co pozwoliło mi odkryć resztę nagrań grupy. Nie wiem dlaczego, ale piąty utwór "Better Than You" też mi się podoba. W sumie nic specjalnego - a fajne. To samo zjawisko zachodzi też w wypadku "Slither". Dalej "Carpe Diem Baby" - no i też jest niezłe. Na drugiej stronie kasety nie jest dużo gorzej - dobre "Where The Wild Thins Are" i "Fixxxer" i świetna balladka "Low Man's Lyric". Oprócz tego trzy "zapychacze": "Bad Seed", "Prince Charming" i "Attitude". Ogólnie kawał dobrej, ROCKOWEJ roboty. Myślę, że 7+/10 z rockowego punktu widzenia się należy.
S & M
Jest to podwójny album koncertowy. Stanowi on pewien eksperyment: Metallice towarzyszy podczas grania orkiestra symfoniczna! Co ciekawe, nawet tak bardzo nie przeszkadza i momentami nadaje muzyce ciekawego kolorytu. Połączenie gitar z symfonią to niezły pomysł. Płyta zawiera dwa niepublikowane dotąd utwory: "No Leaf Clover" i "-Human". Oba są niezłe. Album rozpoczyna się cokolwiek dziwnie: utworem Ennio Morricone "The Ecstasy Of Gold" w wykonaniu samej orkiestry. Później wchodzą gitary i rozpoczyna się "The Call Of Ktulu"... Nie będę się rozpisywał, powiem tylko, ze później usłyszymy m.in. "Master Of Puppets", "The Thing That Should Not Be", "One", "Battery", "For Whom The Bell Tolls"... Niektórym może nie spodobać się fakt, iż na 21 utworów aż 7 jest z "Load" lub "Reload". Mi to nie przeszkadza, zwłaszcza, że nie wybrali tych najgorszych. Ogólnie płytka na 7+/10.
Garage Inc.
Płyta (znowu podwójna) jest generalnie składanką coverów - Metallica wykonuje tu cudze utwory. Pewnie wszyscy znają "Whiskey In The Jar". Nie jest to oczywiście najlepszy kawałek na płycie. Dla przykładu świetne są "Astronomy", "Turn The Page" czy "Loverman" (cover Nicka Cave'a). Oprócz tego zespół przerobił utwory m.in. Queen, Motorhead, Diamond Head, Danzig czy Lynyrd Skynyrd. Z innych ciekawostek wystarczy wymienić kawałek "Tuesday's Gone". Trwa on dziewięć minut i jest w sumie... balladą country! A mi i tak się podoba :). Płytka zasługuje na 7+/10.
Oceny rzecz jasna były subiektywne, z punktu fana zespołu i człowieka słuchającego też rocka.
Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl>