Dzień dobry dzieci dziś pokażę wam pierwszy album zespoły LUMP (biz)KIT
pt. "Three Dollar Bill, Yall$". Od razu powiem, że mimo nie
kocham ich (troje;P) muzyki to uważam ten album za najlepszy z repertuaru
tej grupy.
Ten album bandy Freda D. rozpoczyna się dość standardowo, czyli
intrem, w którym słychać jakieś dziwne dźwięki i chyba jakieś
kazanie. Dość dziwne, ale i tak nie przebije intra slipKNOTA (wiem jak to
się czyta) z ich (dziewięcioro?) pierwszego (tak na prawde drugiego,
ale hu kers) albumu. Następnie mamy 12
utworków, w których pan Durst przekazuje nam słowa piosenek na trzy
sposoby. Pierwszy, zdecydowanie najsłabszy, czyli hip hopowa gadka; drugi,
zdecydowanie najlepszy, czyli pięknie wydziera się w niebogłosy; trzeci
to.. uwaga, uwaga ŚPIEW, ale tylko w jednej piosence i niestety trochę
nieczysto (idola z niego nie będzie ;P ). Instrumentalnie piosenki
prezentują się podobnie do tego co słyszałem na slipKNOCIE slipKNOTA i
momentami jest nawet niezła jazda. Piosenek każdej po kolei nie będę
opisywał, gdyż są stosunkowo podobne do siebie, ale opiszę jedyną śpiewaną
:). Tą piosenką jest cover piosenki znamienitego pieśniarza nazwiskiem Dżordż
Majkel (czy jakoś tak ;)) pt. "Faith". Piosenka jest utrzymana w
konwencji przyjemnego i spokojnego roczka. Zaczyna się ładniutki rzępoleniem
na gitarce, potem dochodzi reszta instrumentów (jak by to było co najmniej
zagadką) i powoli zbliża się (IMHO) najlepsza część piosenki - refren.
Fredek tak pięknie drze mordę, że aż miło :). Niestety chłopaki nie
wiedzieli jak zakończyć ów utwór, więc na koniec DJ Lethal uraczył nas
wiązaną scratch'ów i sam Fred coś tam potem rapowo hip hopował. Potem są
jeszcze cztery piosenki i na zakończenie pieśń "niemal" heavy
metalowa. Czemu "niemal"? Bo długa na ponad 16 minut, ale tylko
tyle z tą piękną muzyką ma wspólnego, ponieważ sama w sobie jest największym
smutem na płycie i dano ją pewnie by zapchać miejsce.
Reasumując. Album bezwzględnie polecam wszystkim fanom L(b), którzy
jeszcze go nie znają i/lub uważaja mega chałę pseudo album Old New Songs
za ósmy cód świata, ponieważ eLPek ten jest najlepszym, najcięższym i najmniej
znanym dziełem zrodzonym przez tą CROSSOVERową formację. Tak, crossover!
W taki sposób po raz pierwszy określono muzykę jaką gra LUMP (biz)KIT. Z
reszta dla mnie ich
muzyka ma z metalem tyle wspólnego co Britni Szpirs z dziewictwem, albowiem
pamiętajcie - nie ciężki riff czyni muzykę metalem.
Mactare
playlista:
1. Limp Bizkit - intro
2. Limp Bizkit - pollution
3. Limp Bizkit - counterfeit
4. Limp Bizkit - stuck
5. Limp Bizkit - nobody loves me
6. Limp Bizkit - sour
7. Limp Bizkit - stalemate
8. Limp Bizkit - clunk
9. Limp Bizkit - faith
10. Limp Bizkit - stinkfinger
11. Limp Bizkit - indigo flow
12. Limp Bizkit - leech
13. Limp Bizkit - everything
PS. jeśli wolno mi do tej recki PeeSa dodać to powiem tylko, że jest to
parodia recki (pierwsza na świecie?) i nie należy jej traktować śmiertelnie
poważnie.