>>>BURZUM<<<


A lost forgotten sad spirit, jak mniemam Zespół: Burzum
Album: "Burzum" + EP "Aske"
Wytwórnia: "Misanthropy Records"
Rok wydania: 1992
Studio: "Grieghallen Lydstudio" (styczeń '92)
Skład: Varg Vikernes vel Count Grishnakh (wokale, gitary, perkusja, klawisze)






Pozwólcie łaskawie abym przedstawił Wam płytkę pewnego "straszliwego zdrajcy black metalu" z Norwegii.
Tu by wypadało coś napisać ogólnie o płycie... eee... Więc jest to debiut Counta Grishnakha (pierwszy longplay), z dołączonym bonusem w postaci EP-ki "Aske" (przynajmniej ja mam taki). Niestety, na pudełku nie ma słynnej okładki ze spalonym kościołem, ale jest nadruk na płycie. Poza tym, poza oryginalnymi tekstami we "wkładce" (a raczej "rozkładce") znajdują się tłumaczenia na niemiecki. No to dobrze, teraz koniec pieprzenia, a początek solenia.

"Above the cold lake is a soul", czyli FEEBLE SCREAMS FROM FORESTS UNKNOWN (wrzesień'91)
Otwierający album utwór jest nawet niezły. Zresztą jest to pierwszy utwór Burzum, jaki usłyszałem, więc w tej chwili uważam, że jest conajmniej dobry. Jednak muszę przyznać, że z początku go nie doceniałem.

"A sea monster, a form of Ea!!!", czyli EA, LORD OF THE DEPTHS (listopad'91)
Zaraz po średnim FSFFU jest znakomity ELOTD (tytułów nie chce mi się pisać). Perkusja rozwala człowieka od środka, brzmienie gitar jest tytułowo "głębinowe", a riffy po prostu świetne! Text opowiada o "czymś" co żyje w głębinach (ja wiem co to u Tolkiena Ea, ale za bardzo nie jarzę związku) i jest wspaniale zaśpiewany. Ogólnie rzecz biorąc jest to najlepszy utwór na ASKE.

"Raaaaargh!!!", czyli SPELL OF DESTRUCTION (lipiec'91)
Jako najwolniejszy kawałek na płycie, też jest bardzo klimatyczny i nadaje się do słuchania w środku nocy. I już.

"Worship Me", czyli (uwaga!) CHANNELING THE POWER OF SOULS INTO A NEW GOD (maj'91) Czy pisałem że poprzedni utwór jest najwolniejszy? Myliłem się. CTPOSIANG (!!!) to tajemniczy, spokojny i mroczny syntezatorowy utwór będącym kolejnym(!) najlepszym kawałkiem. Dorównuje prawie wspaniałemu I EN SVART KISTE Satyriconu, choć trochę mu brakuje.

"Zis iz war! Wow!", czyli WAR (październik'91)
Kolejny(!!) najlepszy utwór na płycie i dla odmiany chyba najszybszy. W tle słychać ciągle jeden riff, Varg charczy jak opętany, a całość kończy się świetną solówką. Zaprawdę wszyscy bogowie Asgardu mogą być dumni ze swojego kochanego wyznawcy :).

Instrumentalny, trwający minutę, będący solem gitarowym i kolejnym(!!!) najlepszym utworem- THE CRYING ORC (marzec'91)

"Chaos! Hate!", czyli MY JOURNEY TO THE STARS (styczeń'92)
Mmmm... Najlepszy tekst, doskonałe riffy, przesłanie typowo Vargowe... konkurencja dla ELOTD.

DUNGEONS OF DARKNESS (styczeń'92)
Nie zamierzam się podejmować omawiania tego utworu. Powiem tylko, że jest dziwny i zupełnie niemetalowy.

Ta płyta jest genialna! W tej chwili sam nie wiem dlaczego pisałem coś o stopniu zarąbistości każdego utworu; wszystkie są doskonałe, może poza "Dungeons...", który jest jakby średnio udanym eksperymentem. Chociaż nie jest to jeszcze to Burzum które znamy z kolejnych płyt, ten album utrzymuje wysoki poziom, a każdy z utworów hipnotyzuje smutkiem, żalem, gniewem i nienawiścią. Jak Varg pisał, Burzum to zło i ciemność dla chrześcijaństwa, a dobro i światło dla pogaństwa.

Ocena: 8+

Perkun

P.S. "Aske" omówię oddzielnie.