QUEEN II
by don_Kamq



Fanatyk Queen'a jakim akurat aktaulnie jestem (od 10 lat) przeżywa też czasem kryzys. Miałem taki okres, dosyć nie dawno, kiedy to juz nie potrafiłem słuchać nałogowo. Próbowałem dawkami małymi, dużymi, robiłem przerwy. Nie pomagało. Czyżby te pieknę chwile, które przeżyłem z Tą Muzyką miałyby odejść w zapomnienie? Zdesperowany postanowiłem, że uzupełnie swoja dyskografię w brakujące płyty (nadal nie mam wszystkich). Kupiłem "Queen II". Piosenki prawie całkowicie mi nie znane, prócz "Seven Seas Of Rhye". Powiem tylko tyle, że po obcowaniu z tym albumem wróciłem do swojego nałogu, Queen'em nazwanym. Rekomendacja! Ale po kolei.


Album otwiera bicie serca (tak mi się wydaje) Królowej, która kroczy w procesji ("Procession"-utwór instrumentalny). Później nadchodzi kolej na utwór z pozoru spokojny, a który okazuje się niczym innym jak hard rockowym dudnieniem - "Father To Son". Świetna robota, w środku zalatuje mi trochę motywem z innego utworu Queen'a, tyle że nieco już późniejszego, bo z "The Miracle" (chodzi mi mianowcie o "Was It All Worth It"). Później następuje niesłyszalne prawie przejście na klasyczną rockową balladę "White Queen (As It Began)". Utwór jest bardzo podniosły i w ogóle taki kopiący w pewnym momencie. Dalej utorek May'a "Some Day One Day". Spokojny i inny (May gra na gitarze klasycznej). Nie można mu nic zarzucić - poprawny. I mój ulubiony, z piorunującym początkiem "The Loser In The End", wyraźnie podobny do utworu T. REX'a "Children Of The Revolution". A ogólnie świetny wokal Taylor'a. Szóstym utworem jest "Ogre Battle". Najbardziej czadowy utwór z tego albumu. Opowiada o wielkiej bitwie ogrów (jak nie trudno się domyślyć) i nawet w pewnym momencie, który za pewne ma przedstawić nam bitwę słychać krzyki mordowanych. Świetny efekt. Krzyki i nagłe wyciszenie. Wiemy, że już po bitwie "...but You can come along...". Później mamy natychmiastowe przejście na utówr o drwalu "The Fairy Feller's Master-Stroke". Bardzo ciekawy z takim bajkowym tekstem. Jednym słowem pychotka (najlepszy jest podkład klawesynu). No i znowu zamierzone przejście na krótką balladkę "Nevermore". Świetny utwór, taki nastrojowy. Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się ze szkołą (NEVERMORE!!!:)) I tak oto dochodzimy do utworu-majstersztyku, a mowa oczywiście o "The March Of The Black Queen". Na początku Freddie śpiewa jak Michael Jackson (sorry za porównanie, ale taki akcent podobny). Później szybka wymiana tekstu (..Put the in the cellar with the naughty boys...), przyspieszenie i nagły spokój. W tym momencie wokal jest taki kojący (...In each and every soul lies a men). Świetne przejście i teraz mamy taki trochę funkowy rytm (I'm Queen Of The Night !!), zarąbista solówa, trochę nawalania i stylowy niby-koniec. A tu nie. Bo jeszcze oficjalne pożegnanie (Now it's time to be gone...forever). I przejście na zarąbisty utwór (ufff... wreszcie) "Funny How Love Is". Freddie tu śpiewa jak Larry Lurex w piosence "I Can Hear Music" ;). Jest to chyba najbardziej pogodny utwór Queen'a, taki gwałtowny. Wręcz woła do Ciebie (Słuchaj mnie cholero!!!). No i ta gitarka May'a w tle. Niamnuśne. Cisza. I znany już motyw z płyty pierwszej, ale tym razem wzbogacony tekstem - "Seven Seas Of Rhye". Utwór znam od wieków, więc nie umiem nic więcej o nim napisać, tylko tyle że jest bardzo dobry. Taki dynamiczny rock. No i w sumie to tyle. Koniec.


Dla mnie jedna z najlepszych płyt Queen'a (no ale która jest najgorsza :). Z czystym sumieniem wystawiam jej ocenę 9+/10. Dałbym i dziesięć, ale nie dam. A dla tego, że nie które momenty są poszerzaniem płyty na siłę. Może się czepiam, ale na przykład takie wyciszanie końcówek utworów trwa dosyć długo (vide "Father To Son" albo "Loser In The End"). Lub na przykład początek w "Ogre Battle". Owszem jest ciekawy i taki oryginalny, ale... (ciekawe, że gdy słuchałem go pierwszy raz,to pomyślałem że mi płytka przestała chodzić. Słyszalna była tylko cisza, a utwór leciał - drodzy państwo to jest Queen, a nie Pink Floyd!!!). A więc "tylko" 9+/10 !!!

KLASYCZNIE OCENY UTWORÓW

1. Procession - 8/10
2. Father To Son - 9/10
3. White Queen (As It Began) - 9/10
4. Some Day One Day - 7/10
5. The Loser In The End - 8+/10
6. Ogre Battle - 10/10
7. The Fairy Feller's Master-Stroke - 9/10
8. Nevermore - 9+/10
9. The March Of The Black Queen - 10/10
10. Funny How Love Is - 10/10
11. Seven Seas Of Rhye - 9+/10



   Podczas pisania słuchałem oczywiście "Queen II"

by Don Kamilloq