Storm At Walhalla

Może słówko dla niewtajemniczonych. No bo co może oznaczać dziwnie brzmiące słowo ‘bootleg’? Otóż są to wydawnictwa nielegalne, zawierające materiał nagrany podczas koncertu lub nie opublikowanych nagrań z sesji studyjnych. Większość bootlegów to jednak koncerty. Są to wydawnictwa przeznaczone dla prawdziwych fanów danego zespołu. „Zwykły” człowiek raczej nie znajdzie na nich dla siebie nic interesującego. Jednak dla „wprawionych” fanów każdy kolejny bootleg jest prawdziwym skarbem. Dziś przyjrzymy się bootlegowi Storm at Walhalla.
Jest to koncert który odbył się w 1991 roku w Dortmund 17 września w ramach słynnej trasy Monsters of Rock. Koncert trwa ok. 70 min., Misiowie zagrali na nim 13 kawałków. A ściślej:
The Ecstasy of Gold – tradycyjne intro puszczone z głośników. Kompozycja lubianego przez panów z Metalliki Ennio Morricione pochodząca z filmu The Good, The Bad & The Ugly. Bardzo dobra zresztą. Trwa niespełna półtorej minuty, potem na scenę wchodzą rozczapierzeni Misiowie i grają to, co nasze uszy pieści najlepiej...
Enter Sandman – od razu, bez żadnych słów przywitania, po Goldzie mamy znany szlagier z Czarnego Albumu. Creeping Death – jak zawsze Jaymz na początku głośno krzyczy „CREEEPING DEEEATH!” i potem już ostry czadowy utwór z Ride the Lightning i aż chce się machać głową we wszystkie strony. Ale to nie wszystko. Trzeba było fanów z Dortmund nauczyć co się robi podczas sekcji „Die by my hand”, więc mamy praktyczną lekcję śpiewu. Przeprowadzoną z powodzeniem. A końcówka jak zwykle pięknie zrobiona.
Harvester of Sorrow – ten utwór zamyka żelazną trójkę otwierającą niemalże każdy koncert z początku lat 90-tych. Tutaj Jaymz już trochę pogadał z fanami. Upewnił się, że wśród publiczności są ‘Metallica Friends’ i że mają Justice, bo Harvester jest w końcu właśnie z tej płyty. Jak zawsze kilkadziesiąt sekund przed końcem utworu zespół robi sobie krótką przerwę i odpoczywa, a Jaymz przyozdabia scenę swoją śliną.
Fade to Black – no i mamy chyba najlepiej zagraną pozycję na bootlegu. Serio. James śpiewa pięknie jak rzadko kiedy. Intro grane tradycyjnie x dwa. Potem wchodzą mocne bębny Larsa. Nieźle dudnią! Przed drugą zwrotką Kirk nieco zmienia swoją solówkę. No i bardzo udany moment, kiedy Jaymz śpiewa „GOODBYEEEEE!”, wydarł się jakby ktoś zdzierał z niego skórę, wypadło znakomicie! No i jeszcze bardzo ładne wykończenie. Naprawdę najlepszy performance na tym bootlegu!
Sad But True – czas na kolejny utwór z nowej wówczas płyty, czyli z Czarnej. Jak zwykle ciężki kawałek heavy metalu. W pewnym momencie Lars zapomina uderzyć w bębny, co wyszło dosyć uroczo.
Master of Puppets – znowu krótka gadka z fanami. James troszczy się o nich i pyta, czy dobrze wszystko słychać. Potem chyba się czymś zakrztusił. A jeszcze potem każe po sobie powtarzać: „HEEEEJ!” (fani powtarzają) „HEEEEEEJ!” „HEEEEEEEEEEEJ!” „HEJ!” „MAASTER!” „OF” „PUUPPETS!!!” (fani grzecznie wszystko powtarzają). No a potem to co ja będę pisał – kolejny rozpiźdźcowy utwór. Jak zwykle skrócona, czterominutowa wersja.
Seek and Destroy – chyba najważniejszy utwór z Kill’em All. Zagrany bardzo dobrze, ale wersja zwyczajna bo trwa trochę ponad 7 minut. Jak zwykle pewne pole do popisu ma Jason. Na początku szybkiej partii Lars wali krótką, ale fajną solówkę. A potem...
For Whom the Bell Tolls – ale zanim zaczyna się właściwy utwór, tradycyjna rozgrzewka z centralą Larsa i „EJ! EJ!” Jaymza. Również świetnie wykonany utwór. A po utworze świetna, naprawdę znakomita solówka Kirka. Będę to powtarzał, ale ten gość naprawdę nieźle wymiata na gitarze i to całkiem przyjemne rzeczy. Potem jest dziwna rzecz bo rozbrzmiewają odgłosy karabinów, tak jakby miał się zacząć One. Więc albo wycięli coś z bootlegu, albo Misiowie zrobili kawał publiczności. Bo zaczyna się...
Wherever I May Roam – i tu ciekawostka. Grany jest tylko początek. I o ile z reguły, gdy na koncertach grali cały utwór, intro było puszczane z głośników, tak tutaj wszystko grają sami. Granie przerywają, gdy powinna zacząć się pierwsza zwrotka. Tu jednak muzyka nagle się urywa i nagle okazuje się, że James ma coś do powiedzenia! Czyli...
Last Caress – czyli Ostatnia Pieszczota. Szybki, krótki, prawie punkowy kawałek The Misfits. Mimo że tytuł być może oznacza co innego, to jeszcze nie koniec koncertu. Zaraz po Caress mamy kolejny „garażowy” kawałek, czyli...
Am I Evil? Nie grają jednak pełnej wersji. Jest ‘marszowe’ intro, solówka Kirka i połowa utworu do momentu, kiedy zaczyna się szybciej. Misiowie robią jednak jeszcze szybciej i grają...
Battery – i to już naprawdę na zakończenie. Super zagrany kawałek, nie ma co prawda balladowego intra, ale jest ten cały melodyjny fragment w środku, którego na koncertach zazwyczaj brakuje. No i bardzo fajne wykończenie.
Cóż, bootleg jest bardzo udany, szczególnie pod względem setlisty i wykonania utworów. Chłopaki się postarali. Poza tym to jeden z tych koncertów które mają niezwykły klimat. Po prostu słuchanie go zagwarantuje przeżycia których nie dostarczy żadne inne nagranie. Jedyny w swoim rodzaju koncert i jeden z najlepszych w historii Metalliki. Ale martwi jedna sprawa. Jakość nagrania nie należy do najlepszych. Co prawda mam wersję kasetową, ale przypuszczam, że na płycie jakość jest niewiele lepsza. W sumie jakość zbliżona do recenzowanego również w tym numerze Terminatora, tylko jednak trochę gorsza. Tak czy siak polecam ten bootleg, gdyż prezentuje on znakomitą formę czterech Horsemenów w 1991 roku.

 

Storm at Walhalla

7/10

Jakość:

Data Nagrania:

17/09/1991

Miejsce Nagrania:

Dortmund, Niemcy

Liczba utworów:

13

Całkowity czas:

69 min

 

 

 

 

 

 

KOT