Przygotujcie się na nudny tekst o człowieku i jego drodze do
metalu. Przedstawię w nim rekonstrukcję pewnych zdarzeń z mojego życia.
Dawno temu, w odległej galaktyce... żył sobie mały człowiek, ale
żeby nie robić telenoweli podpowiem, że chodzi o mnie ;). Tak, żyłem
sobie w moim mikroskopijnym miasteczku (ok. 1700 mieszkańców :( ) gdzie byłem
całkiem zwyczajnym dzieckiem. To znaczy, słuchałem trochę rocka , trochę
telewizyjnego syfu i ogólnie mózg miałem wyprany przez telewizję lepiej
niż robią to najlepsze proszki do prania. Co za tym idzie, miałem w mojej
wyobraźni zły obraz metalu (satan, satan, satan) gdy tu nagle do sklepów
trafia ReLoad Metalliki i w TV zapodają klip do "The Memory Remains".
Początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tej piosenki, ale zauważyłem
coś niepokojącego... po pewnym czasie ta muzyka (wbrew mnie samemu)
rzeczywiście spodobała mi się, a wrażenie zostało to spotęgowane przez
jeszcze jeden teledysk do tej płyty - "The Unforgiven II". Wiem,
że ReLoad nie jest szczytem osiągnięć Metalliki (ba! jest dnem), ale
wtedy byłem po prostu ich muzyką zachwycony. Mijały lata, czasem jakiś
utworek Metalliki wpadł na jakiejś kasecie do mojego zbioru, czasem jakiś
klip w TV puścili, ale żadnego całego albumu Metalliki nie posiadałem
:(. Pod koniec podstawówki usłyszałem metalowy cover Kraftwerka "Das
Modell" w wykonaniu Rammsteina. Piosenka tak przypadłą mi do gustu,
że słuchałem jej w kółko. Może niektórym wydaje się, że Rammstein
to gówno, a nie metal, ale to, że chłopaki mają jeden keyboard więcej
nie czyni z nich grupy techno (hej +iommi+ :) ), jeśli można w ogóle mówić
o czymś takim jak grupa techno ;P - sens zdania: Rammsteina da się lubić
;). Wracając do tematu, już niedługo potem wpadła mi w łapki jakaś
squadanka Rammsteina. Z tym zdarzeniem kojarzy mi się tylko stwierdzenie
mojej mamy: on słucha metalu :]. Czas dalej płynął jak zwykł zwykle płynąć,
a tu nagle Metallika wpada do naszego pięknego kraju na koncert. Niestety
nie byłem wtedy ich fanatycznym fanem i pewnie rodzice by mnie samego do
stolicy i tak nie puścili :/. Koncert mnie ominął, ale nie ominęła mnie
godzinna (! ;) ) radiowa audycja w lokalnym radiu z pobliskiej Jeleniej Góry
poświęcona Metallice. Była to godzina niczym niepohamowanej Metalliki w
eterze, która wzbogaciła moją prywatną kolekcję kaset. Mało tego, wkrótce
pożyczyłem od kolegi (a jednak w tym małym miasteczku ludzie słuchają
słusznej muzyki) własnoręcznie skleconą wybiórczą squadanko-kompilację
pod wymyśloną przeze mnie nazwą ReLoaded Garage, która mówi wiele, jeśli
nie wszystko o swojej zawartości. Ale gdyby tego było mało to zaraz po
wakacjach (tylko nie pamiętam czy '99 czy 2000) wypatrzyłem u kumpeli
kasetę z ReLoadem (kurde, co ten ReLoad mnie tak prześladuje) i zapoznałem
się z pięcioma utworami z tej płyty, których jeszcze nie znałem. Gdzieś
w międzyczasie widziałem fenomenalny teledysk do "One" - moim
zdaniem najlepszy klip Metalliki. I tu znienacka Metallika atakuje wszystkich koncertem
"S&M", którego mocno skróconą wersję raczyła zaserwować
nam TVP 2, ale od czego była VIVA 2 i video - sam sobie robiłem koncert
:D.
I tu powoli wkracza XXI wiek, czyli kupiłem upragniony komputer. Powędrowałem
z dyskiem pod pachą do kumpla, aby skopiować sobie metalową część jego
zbiorów. Niestety z Metalliki nie miał żadnych "normalnych"
albumów tylko nagrania z paru koncertów, poza tym wyłowiłem kilka albumów
Megadeth (które wraz z koncertami Metalliki poszły z dymem w awarii
partycji) oraz europejską wersję Best Of The Beast & No Prayer For The
Dying Ironicznego Majdanu (jak pieszczotliwie o nich mawiam). Radości nie
było końca, cieszyłem się jak małe dziecko, aż tu nagle partycja z
muzyką przestała istnieć. Czarna rozpacz, plącz i zgrzytanie zębów. Ironów odzyskałem, ale płytka kumpla z Metalliką i Megadethem przepadła.
Żyłem wspomnieniami, kasetami i wersjami midi :>. Trwało to do
kolejnego szczęśliwego momentu w moim życiu gdy na twardziela wpadło mi
trochę Metalliki, a były to Load, The Black Album
(vel Metallica) oraz... ReLoad i to wszystko w jakości niemal cyfrowej
stratnej kompresji audio (dla niekumatych - mp3). Słuchałem tylko Loada i Blacka, bo
ReLoad w końcu
mi zbrzydł. Jeszcze pewnego razu S&M i jakieś pojedyncze utwory zaplątały
mi się na dysku. Resztę (tą lepszą i większą połowę) Metalliki byłem
zmuszony "własnoręcznie" ściągnąć z netu u kumpla (dzieci:
don't try this at home, kupujcie płyty w sklepie), pamiętam jeszcze, że
na pierwszy ogień poszedł genialny "Orion", a reszta to jak już
leciało. Gdy skompletowałem całą dyskografię Metalliki wreszcie
zrozumiałem czemu kiedyś nazywali ją bandem (trash) metalowym ;). Byłem
człowiekiem szczęśliwym i pędziłem swój spokojny żywot przy odgłosie
szarpanych drutów, gdy kumpel pokazał mi taką zwykłą płytkę CD-R (jak
już mówiłem: don't try...) z Sepulturą, Soulfly, Therionem i Bóg wie
czym jeszcze (z "Bastardem" Kata ;P). Moja reakcja była mniej więcej taka: o
kurwa! :) Początkowo miałem opory, ale jestem dzielnym człowiekiem i
zniosłem wszystko z godnością, więc żyłem sobie dalej w przekonaniu,
że żaden metal już nie zrobi na mnie tak miażdżącego wrażenia... myliłem
się. Ostanie wakacje spędziłem pod egidą battle.netu i Diablo I (słownie:
jeden) oczywiście wszystko u tego samego kumpla, u którego wzbogaciłem się
o brakującą Metallikę ;D. Poznałem tam kilka osób i nawet udało mi się
założyć klan (no comment) wraz z ortodoksyjnym metalem słuchającym
tylko blacku (siema Konrad). Wskazał mi kilka zespołów, posłuchałem i
było fajnie, ale dopiero sieczkę z mózgu zrobili mi kolesie z ulubionego
zespołu jego brata. Był to utwór "Empty" Emprora - największa
rzeź (w pozytywnym słowa tego znaczeniu) jaką kiedykolwiek słyszałem.
Dzięki innemu znajomkowi z batka poznałem Cradle Of Filth (lok lok Miraan
:] ) zespół, powiem dość neutralnie, kontrowersyjny.
Tak się przedstawia przedział mojego życia z nalepką "wstęp
do metalu" (mam nadzieję, że wstęp do wstępu ;) ), oczywiście przytoczyłem tu tylko
najistotniejsze jego fragmenty i zespoły. Nie wspomniałem nic o zespołach
takich jak Pantera, Slayer, Children Of Bodom, Black Sabbath, System Of A
Down czy o faktach jak niedawne zdobycie 9 albumów Ironów, ale nic
to. Dosyć tych bredni! Koniec
uzewnętrzniał się Mactare
PS.
słuchałem:
Therion - the wild hunt
Metallica - escape
Iron Maiden - the thin line between love and hate
Iron Maiden - hallowed be they name
Cradle Of Filth - hallowed be they name
Venom - black metal
Metallica - orion
The Doors - light my fire (to jakoś przez przypadek :P)
In Flames - eye of the beholder
Black Sabbath - snowblind
System Of A Down - snowblind
Kittie - spit
Led Zeppelin - you shook me
Pantera - the great southern trendkill
Agent Orange - seek and destroy
Slayer - dissident aggressor
Metallica - ...and justice for all
Creed - higher
Claustrophobia - queen of darkness
Children Of Bodom - mass hypnosis
Metallica - to live is to die
PS2. Poza metalem słucham jeszcze rocka jako odzwierciedlenie wrażliwej
części mojej duszy ;)
PS3. Maila zostawiam, więc jak chcecie to bluzgajcie
PS4. Pragnę jeszcze dodać, że byłem w takiej niekomfortowej sytuacji, że
nie znałem jakiegoś metala, który by mi pokazał czym jest ta wspaniała
muzyka i musiałem zaczynać od zera (i w tak późnym wieku). A co by było gdybym nie zaprzyjaźnił
się metalową muzyką? Boję się myśleć...
PS5. Pozdrowienia dla wszystkich, nawet tych co jeżdżą po Metallice jak
po starej suce ;P
PS6. Fajny ten metal