Prosto między oczy cz. II
czyli riposta riposty...
No i normalnie znowu zawrzało... wiem, nie wypowiadałem się przez 2 miesiące a już znowu mają tutaj na pieńku. By the way... kieruje te słowa do czytelnika KMu, który napisał ni mniej ni więcej: "Denerwują mnie też ludzie, którzy - nie wiem jak to określić - próbuja robić z siebie kogoś w kąciku. Chodzi mi o coś takiego, że po prostu napisali na przykład trzy recenzje i w każdej jest zdanie w stylu "w poprzedniej Mojej recenzji XXX - ZZZ..." - chciałbym Ci radośnie obwieścić, że będę głęboko i szeroko nawiązywał do mojego poprzedniego arta, bo jestem zerem, lamerem i pozerem :) A do tego to jest dopiero mój drugi art, ale i tak jestem KIMŚ (np. leniem :))). Wracając jednak do meritum... o co mi znowu chodzi... ano o to co napisał Clayman w KM #25 i co mu Last Child odpisał w #26. Co tutaj mnie urzekło?
Mr. Clayman - spłycając, uogólniając (btw jestem wrogiem wszelkich uogólnień) i w ogóle tworząc niesamowity kociokwik stwierdził, że metale są grupą niejednolitą, niemiłosierną, pozerską i niesamowicie uciśnioną.
Mr. Last Child - raczył dać respons Mr. Claymanowi, w którym spłycając, uogólniając (a jak wspomniałem uogólnienia to mój wróg) i w ogóle nie wierząc w z goła słuszne racje Mr. Claymana odparł jego argumenty.
Reasumując i waląc prosto między oczy to jest tak:
Mr. Clayman - nadał by się na bajkopisarza, to coś jak Waldemar Łysiak polskiej sceny metalowej, pisze prawdę, ale wiele fantazjuje. Za to Mr. Last Child widzi w fantazjowaniu wroga wszelkiego empiryzmu i udowadnia nam jak można dokładnie bezsensownie odpowiedzieć na dokładnie sensowne argumenty.
A naprawdę to ma się to w sposób następujący:
- teksty "z życia metala" świadczą dobitnie o problemach emocjonalnych polskich nastolatków, którzy z braku laku wolą kit (nam wcisnąć) i pomarudzić jaki ten świat niedobry, jacy to koledzy niemili (ba jacy kurka koledzy, skiniole i inne szuje!!!), a że akurat tutaj jest normalnie wolność słowa to sobie piszą i niech dalej piszą jeśli tylko będzie im łatwiej!
- większość "metali" nie różni się od dresiarzy - kapitalne stwierdzenie, nic innego jak to co napisałem w I części mojego "Prosto między oczy" (KM #24), że znakomita większość polskiego społeczeństwa to debile, więc czemu miałoby być inaczej z metalami? Pisałem o metalo-mułach, chlejących tanie winka itp... nie no, tutaj się zgadzam, w życiu "metala" nie ma miejsca na kulturę, dlatego nim nie jestem, jestem fanem metalu. (Cóż za egoizm, ba... egomania bym nawet powiedział, ale jeśli już uważamy się za elitę, to bądźmy nią... tylko może oprzemy to na jakichś solidnych fundamentach!?!)
- tekst o trzydziestu-paru takich samych laskach i stu-piędziesięciu-iluś takich samych wszawych metali, mnie tak rozpierniczył, że spadłem z krzesła i rechotałem przez 15 minut. Ale do rzeczy. Chore zjawisko? No cóż, jak już w pierwszym myślniku stwierdziłem, że młodzi mają problemy emocjonalne, a do tego istnieje silna potrzeba przynależności do jakiejś grupy, potrzeba akceptacji i upodobnienia się. Może oni myślą, że są inni? Niech tak myślą... my możemy się z nich pośmiać, ale jeśli służy to ich dobremu samopoczuciu, to why not? Inna sprawa z tym upałem... nie raz, nie dwa widziałem już takie obrazki... oprócz oczywistego dyskomfortu trzeba powiedzieć, że człowiek nie pies i poci się... a potem dziwią się czemu ich brudasami nazywają? :) Chore? No... spoko, rozumiem... identyfikacja z grupą, ale nie za wszelką cenę!
- potem rozbrajający dialog.... tak, tak... znowu leżałem i lałem jak głupi... hmmm cóż, są różnice poglądów, ale bez przesady, myślę że nikt nikogo nie pobił !!!tylko!!! za to, że jeden uważa Ironów, drugi In Flames, trzeci Immortala, a czwarty Ich Troje (oups się zagalopowałem :P). Ale generalnie tak nie jest, że metal bije metala. Gorzej jest ze współpracą, nigdy nie widziałem rzeczywiście naprawdę zgranej kupy metali, to prawda... ale może mało widziałem?
- co do odpowiedzi Lasta... chłopak się oburzył... niesłusznie (what?), zapachniało mi lekkim pozerstwem (what? what?) z jego strony... widocznie nie zna się jeszcze na życiu, ale można wybaczyć, jest młody i siedzi pewnie za dużo w necie, a to jak udowodnili socjologowie, psychologowie i Bóg wie kto jeszcze - Internet totalnie niszczy wszelkie więzi społeczne i to normalne, że mógł nie słyszeć or widzieć takich przypadków opisanych przez Claymana
(of course nie wszystkich, bo to jest tak jakby iść się wyspowiadać w następującej formie:
Spowiadany: Więcej grzechów nie pamiętam... albo nie... słucham Kinga Diamonda!
Spowiednik: Synu, 10 zdrowasiek, a która płyta ci się najbardziej podoba?!
Spowiadany: 'House of God'
Spowiednik: 15 zdrowasiek, 'Abigail' rulezzz!
- to jest typowy wymysł mojej chorej wyobraźni a takie sytuacje się nie zdarzają) - oczywiście przypadki te są przejaskrawione, ale ukazują ogólny brak tolerancji i kultury wśród Polaków, nie wśród metali, sk8tów, technicznych czy tam kogokolwiek innego, tylko wśród ludzi... bo wszędzie się znajdzie czarna owca...
Reasumując, nie gadajmy tyle tylko pracujmy nad sobą i cieszmy się muzyką w sposób w miarę kulturalny ;)
That's all folks.. dzisiejsze wywody sponsorowali:
King Diamond - "No Presents for Christmas"
Nightwish - "Walking in the air"
oraz literki T jak Tolerancja i A jak Absurd
(c) Copyright - Krokodyl - krokodyl_dg@o2.pl