Głosy z odchłani - cz. I
czyli metalowi "krzykacze"


Dani Filth (Daniel Lloyd Davey) - to człowiek? stanowiący główny trzon wampirycznej grupy Cradle Of Filth. Ale to już zapewne wiecie. Bez niego "Kredki" nie byłyby tym, czym są obecnie (pewnie niektórzy z Was stwierdzą, że są szmatami - mam to gdzieś). Skala jego głosu jest skromnie mówiąc ponadprzeciętna (czyt.ogromna!) - od szeptów, charkotów, poprzez skrzek, głęboki growl, aż po niesamowity, sprowadzający na nasze ciało ciarki pisk. Dodajcie do tego jeszcze szybkość w jakim niektóre słowa są "wypluwane", która zresztą nieustannie ulega zmianom, a uzyskacie efekt doskonały. Pierwsza liga!

Bruce Dickinson - czyli wokalista najpopularniejszego heavy metalowego bandu na całym pieprzonym świecie - Iron Maiden (a także w swoim solowym projekcie). To człowiek, który został wyrzucony ze szkoły za to, że nasikał dyrektorowi do obiadu;-) To również, jak to miało miejsce wcześniej, klasa sama w sobie. Możliwości wokalne ma także spore i z chęcią je wykorzystuje. To, co możemy usłyszeć na większości albumów "Dziewicy" potwierdza jego talent. Barwa nie do podrobienia, znajdująca wielu naśladowców, którzy starają się choć w niewielkim stopniu dorównać mistrzowi.

Anders Fridén - to wokalista jednego z moich ulubionych zespołów - In Flames. W zasadzie jego głos żadną rewelacją nie jest, jednak jest coś, co sprawia, że bardzo go cenię - progresja. Tak, tego bez wątpienia nie da się nie zauważyć - on się cały czas rozwija. Z przeciętnego wokalisty death metalowego stał się nietuzinkowym krzykaczem, który nie boi się eksperymentować w tej właśnie płaszczyźnie. Doskonałym przykładem jest ostatni krążek Szwedów - "Reroute To Remain", na którym nie możemy narzekać na brak urozmaiceń wokalnych - od głębokiego growlu przechodzi w wrzask i posuwa się aż do melodyjnych, chwytliwych chórków! W tej sferze to rewolucja na miarę XXI wieku...

Pora na odrobinę skandynawskiego black metalu. W tej dziedzinie króluje, niedoszły hydraulik;-), "syn północnych ciemności" - Abbath Doom Occulta z Immortal. Jest to jeden z najbardziej oryginalnych blackowych głosów, a w dodatku multiinstrumentalista. Prezentuje klasyczne blackowe wyziewy, jednak na tle muzyki i tekstów wielkiego Demonanza wypadają niesamowicie. Facet ma na prawdę mocne gardło i potrafi całkiem nieźle zaryczeć, choć czasami zdarzają mu się chwile "słabości", a wtedy nieco spuszcza z tonu. Jego głos doskonale wpasowuje się w mroźny i mroczny klimat jaki panuje na płytach "Nieśmiertelnych".

Na wyróżnienie zasługują: Mikael Akerfeldt (Opeth), Peter Steele (Type O Negative), Chuck Shuldiner (Death, Control Denied) i wielu innych naprawdę ciekawych głosów, spróbujcie sami takowe odnaleźć...


© kaReL jotun@terramail.pl † † www.INFLAMES.of.pl