MALCOLM BILLINGS - WYPRAWY KRZYŻOWE


Historia nauczycielką życia jest, historia powtarzać się lubi - takie mądrości życiowe nie raz powtarzane były - i nadal są - w mojej rodzinnej chałupce. Nic więc dziwnego, że jako dzieciak do nauczycielki życia miałem - podobnie jak do innych pedagogów - stosunek zgoła negatywny, który zwykł byłem wyrażać uporem i krnąbrnością (ot, na koniec zamiast szóstki piątke miałem ;). Ale teraz, gdy trochę podrosłem, nauczyciel przestał już mi przypominać Bestię o liczbie 666, azali jakiego innego Cerbera. No, przynajmniej nie każdy. A wraz z moim stosunkiem do pedagogów zmienił się i mój stosunek do historii. Rzekłbym, że polubiłem ją nawet. Szczególnie zaś gustuję w średniowieczu, jako że to wiek wiedźm, diabłów i wielkiej ciemnoty umysłowej. Ciągnie swój do swego ;)))

W średniowieczu zaś najbardziej upodobałem sobie romantyczną rzeźnię, czyli mówiąc krótko wojny. Tychże w wiekach ciemnych mam pod dostatkiem, a nawet troszkę w nadmiarze, każdą niezmiennie wzruszającą. A Święta Wojna to mnie po prostu tak rozełzewia rzewnie, że nic tylko mi koło ratunkowe rzucać, bo się jeszcze w tym moim patetycznym płakaniu utopię. Dlatego tak bardzo ukochałem sobie krucjaty.

A takąż przekąskę serwuje mi w swojej książce Malcolm Billings. Billings kucharzem jest dobrym, nie pozbawionym tez zmysłu estetyki. I forma bowiem, i sama zawartość pozostaje na poziomie wysokim, ba, rzeknę nawet: bardzo wysokim!!! [w tym momencie przed wszystkimi monitorami z wrażenia zapaść powinna głucha cisza ;] Książka bowiem napisana jest językiem ludu prostego, bez akademickich powiedzonek, tak więc treść nie zginie śmiercią tragiczną przykryta przez słowne igraszki Autora. Ale nie są to też tylko suche fakty - Autor powiem pióro ma lekkie i zwiewne. I, co trzeba dodać, dobrze wyważone.

Malcolm Billings jest bowiem historykiem bardzo obiektywnym. Mimo, że wywodzi się, jak to się u mnie określa "z zachodniego kręgu kultury", nie boi się nazwać muzułmanów ludźmi cywilizowanymi. Ba! trzeba nawet powiedzieć, że to islamiści są tu przedstawieni w jaśniejszym świetle. Ale i na ich życiorysach Billings znalazł parę ciemnych plam...

Podsumowując: książkę jest, drogi Czytelniku, zwyczajnie dobra. Spodoba Ci się. Pod warunkiem, rzecz jasna, że szanujesz nauczycielkę życia.

UnionJack