|
ANNA RICE - SŁUGA KOŚCI |
|
Dedykacja to rzecz dla książek dość typowa. Często dzieło dziękuje się rodzinie, czasem przyjaciołom, nieraz wazeliniarsko wydawcy, a czasami to nawet żonie. Raz na jakiś eon Czytelnikom życzy się miłej lektury, co by czytelnik się do książki pozytywnie nastawił. I wszyscy zainteresowani są szczęśliwi, pozytywnie nastawieni, a państwo rośnie w siłę i ludzie żyją dostatniej. Rzadziej zdarzają się dedykacje bardziej wymyślne, wyszukane, a nawet wysublimowane! Do takich śmiało można zaliczyć dedykację pani - a może panny - Rice. Panna Rice bowiem swą książkę dedykuje - być może w nadziei na odzyskanie pośpiesznie utraconego talentu - siłom wyższym. Konkretnie zaś Bogu. Bóg zapewne z dedykacji ucieszył się niepomiernie. Żeby nam staruszek z radości migotania komór nie dostał ;) Musisz przyznać, Czytelniku, że po takim wstępie, mogłem liczyć na dzieło na miarę "Zbrodni i kary", "Małego księcia", czy chociażby "Asterixa". Ale, jako, że matematykiem to ja nie jestem, przeliczyłem się. Ale wszystko w swoim czasie. Najpierw fabuła. Bohaterem książki jest Azriel. Azriel jest janiołem, krwi czystej, choć przed śmiercią był człowiekiem (logiczne? :). Miał być co prawda Aniołem Śmierci, ale wymawiając klątwę ktoś przekręcił głoski, wyszedł więc z niego całkiem porządny facet, jak na anioła*. Tym niemniej cherubin wkurzyć się potrafi, zarżnąć wroga też by sobie zarżnął - czyli nic co ludzkie nie jest mu obce. Poza tym jest Sługą Kości, własnych kości. I musi służyć Panu Kości, też własnych (znaczy anioła). Aaaah.. jeszcze czeka, aż jego los się dopełni. No, fabułę byśmy mieli. Teraz czas na styl. Wielka to książka, więc i styl jest Wielki. Słowa są Wielkie, parafrazy są Wielkie, przemyślenia, odczucia, uczucia... Wielkie, Wielkie, Wielkie!!! Ach, ach, ach!!! ;). Wszystko jest takie, orla perć, głębokie! Nie chciałbym nic sugerować, ale takie odloty to można mieć tylko po czymś mocniejszym. ;) Sugerowałbym LSD. Jest jeszcze jedna rzecz, o której muszę wspomnieć. Otóż anioł nasz, delikatnie mówiąc, nie jest hetero. Ja jestem tolerancyjny... ale żeby anioł? Pomazaniec Boży? Ciałem męskim się zachwycał? W usta króla perskiego całował? Jak panience Rice nie wstyd?! ... wspominałem o LSD? ;))) Reasumując książka jest głęboka. Przyjmując system oceniania CD Action bardzo głęboka. Dno plus metr mułu. UnionJack
|
|