Stephen King - "Sklepik z marzeniami"


Gwiazda Kinga ostatnio przygasa w oczach fanów, nawet tych wiernych niczym psy z amerykańskich seriali z lat pięćdziesiątych. Powodem zaistniałej sytuacji jest wyraźny spadek formy mistrza. Niedawno na rynek trafiła powieść "Łowca snów", po której krytyka jeździła w tę i nazad, a niedługo będziemy mogli zakosztować kilku nowych dziełek. Jeśli wierzyć Amerykanom, ich poziom można przyrównać do gruntu, choć według mnie aż tak źle chyba jednak nie będzie (wszak imperialiści mają tendencję do przesadzania w którąś stronę - niezły "Buszujący w zbożu" jest znakomity, a kiepskawy "Zaginiony świat" jest kompletnie do niczego). Zarówno wspomniana książka, jak i te zapowiedziane są ostatnimi w karierze mistrza grozy, obiecującego że już niedługo, już za chwileczkę wycofa się z branży. Swe postępowanie King argumentuje chęcią odejścia przed napisaniem słabej książki. Wiesz, Stefek, chyba się trochę spóźniłeś.

Powróćmy do czasów, kiedy na oczy nie słyszeliśmy o czymś takim jak "Łowca snów", a Król kojarzył się ludziom głównie z "Misery" i "Lśnieniem". Wtedy to do jakiegoś wydawcy przywędrował maszynopis zatytułowany "Sklepik z marzeniami". Wydawca przesłał go do drukarni, a tam, jak można wydedukować, wydrukowano kilka(naście) tysięcy egzemplarzy książki. Nie zrobiła ona oszałamiającej kariery, ale na jej podstawie zrealizowano film, więc musiała się paru osobom podobać.

Fabuła jest typowa, przewidywalna i baaardzo kingowa. Rzecz jasna, wszystko ma miejsce w małym miasteczku. Jakie wszystko? Mniej więcej takie: pewien pan otwiera pewien sklep. Gwoli ścisłości - antykwariat, w którym wszystko ma swoją cenę. Wysoką cenę.

Brzmi tandetnie, jakby wyjęto powyższe zdanie wprost z reklamy jakiegoś filmu klasy "C" lub gorzej? Niestety, taka właśnie jest ta książka. Do bólu przewidywalna, niezbyt skomplikowana, a na dodatek podczas lektury ma się wrażenie, że "to już gdzieś było". Mnie osobiście na myśl przychodzi skojarzenie z wielce ambitną serią "Koszmar z ul. Wiązów". Jeśli z jakichś powodów nie wiecie, czego się spodziewać, to dobrze dla was - być może nie będziecie rozczarowani, gdyż - czego jak czego, ale wprawy w posługiwaniu się słowem Stephenowi odmówić nie można. Dlatego też powieść tą polecam głównie osobom niezaznajomionym ze schematem "miasteczko - przybysz - dziwne zdarzenia", a więc takim, które nie czytały "Miasteczka Salem", "Smętarza dla zwierzaków", "Christine" i tym podobnych.

Jeśli ktoś żąda konkretów, to napiszę, iż postaci nie są mocną stroną powieści. Mnie wydały się dość płaskie i stereotypowe; zwykli ludzie ze wsi. Chyba nie o to jednak autorowi chodziło, żeby przedstawić typowych ludzi w nietypowych sytuacjach (przypomnę, że u Kinga rzadko zdarza się taka chmara "zwykłych" postaci. W jednej z książek mieliśmy chłopca rozmawiającego z Bogiem, w innej maniakalną czytelniczkę, przeintelektualizowane dziecko, dalej: alkoholików, człowieka, który był w śpiączce przez parę lat, rodzinę z nadnaturalnymi mocami... ufff). Brak mi tutaj tak barwnych bohaterów. Oprócz person dramatu przeszkadza mi kolejny schematyczny scenariusz, ale o tym już wspomniałem.

Podsumowując, "Sklepik..." nie jest wybitnie dobry; nie jest również koszmarnie zły. Ma swe zalety, takie jak kingowy styl, ale również i wady, a do tych zaliczyłbym m.in. mało oryginalną fabułę. Jeśli już czytałeś coś "królewskiego", możesz się rozczarować. Jeśli nie - raczej się nie zrazisz. Powieść z środkowej półki.

military