Brian Herbert, Kevin J. Anderson - "Ród Atrydów"


Arrakis. Pustynna planeta zwana przez tubylców Diuną, jedyne we wszechświecie źródło melanżu, narkotycznej przyprawy o niesamowitych właściwościach. To miejsce jest dobrze znane wielbicielom literatury sf. Cykl powieściowy Franka Herberta bił rekordy popularności, po "Władcy Pierścieni" Tolkiena jest chyba jedyną historią napisaną z takim rozmachem i polotem. Sam Herbert napisał sześć części "Diuny". Niestety śmierć przeszkodziła mu stworzeniu siódmej, która miała mieć przełomowe znaczenie w wydarzeniach tego uniwersum.

Jednak wielbiciele prozy Herberta nie muszą składać broni. Diuna wciąż żyje w ich czytelnikach. Takich, jakimi są Brian Herbert i Kevin Anderson. Udało im się stworzyć nowe dzieło osadzone w realiach tego świata. Jest to powieść będąca preludium do pierwszej części cyklu. Akcja cofa się o ok. 40 lat wstecz od wydarzeń opisanych w "Diunie". Autorzy korzystali z odnalezionych notatek do siódmej odsłony cyklu, pisząc swoją książkę tak, aby poszczególne wątki mogły znaleźć zwieńczenie w wielkim finale. Niniejszym przedstawiam tu rzeczone dzieło. Panie i panowie - przed państwem "Ród Atrydów".

Na pustynną planetę Arrakis, rządzoną twardą ręką przez okrutny ród Harkonnenów, przybywa cesarski planetolog, Pardot Kynes. Planeta ta kryje w sobie wiele tajemnic. Jedną z nich jest melanż, narkotyczna przyprawa, najważniejsza substancja we wszechświecie. Występuje tylko na Arrakis i właśnie przyczyny tego ma znaleźć Kynes...

Padyszach Imperator, Elrood IX, od prawie półtora wieku rządzi na Tronie Złotego Lwa. Jego syn, Szaddam nie może doczekać się chwili, gdy sam zostanie Cesarzem. Wraz z przyjacielem, Hasimirem Fenringiem, opracowywują okrutny plan...

Zakon żeński, Bene Gesserit, rozwija swój program kultywacyjny, który jest bliski ukończenia. Ma on na celu stworzenie Kwisatz Haderach, "skrócenie drogi", mężczyznę, którego witalne siły psychiczne pozwolą połączyć przestrzeń i czas...

Na planecie Kaladan rządzi mało ważny pośród innych rodzin Ród Atrydów, na czele którego stoi szlachetny książę Paulus Atryda. Jego syn, Leto, przygotowywany jest do przejęcia władzy. Podczas nauki wysłany zostaje na planetę Ix. Rządzi tam przyjaciel Paulusa, Dominik Vernius, który jest zagrożony ze strony cesarza Elrooda. Najwięksi wrogowie Atrydów, Harkonnenowie, podejmują ryzykowne działania, mające zapewnić późniejszą pomyślność ich rodu oraz zemstę na Atrydach...

Tak początkowo przedstawiają się najważniejsze wątki "Rodu Atrydów". Muszę przyznać, że przed lekturą obawiałem się o tę książkę. Powieści Herberta mają swój niepowtarzalny styl i wszelkie go naśladownictwo nie ma szans na powodzenie. Jednak wątpliwości szybko zostały rozwiane. Autorzy podjęli właściwą decyzję i stworzyli dzieło odrębne, nie charakterystyczne dla świata "Diuny", ale jednak ciągle zachowujące klimat tego uniwersum. Książki Franka były dla mnie bardzo trudne, co było wielce pobudzające i prowokujące umysłowo. Tutaj mamy styl, który nie nowatorski, nie zmienia oblicza literatury sf. Ale chwała za to! Fani "Diuny" może nie przywykli do czegoś takiego w swoim ulubionym cyklu, ale była to na pewno jedyna właściwa decyzja.

Książka jest dosyć długa (ok. 550 stron), co jest charakterystyczne dla tego cyklu. Dzieje się tu naprawdę wiele, wydarzenia następują jedne po drugich, co szybko wciąga nas w akcję. Mimo "lżejszego" klimatu fani poczują się jak w domu. Książkę czyta się dobrze, intryga jest bardzo dobrze rozbudowana. Fabuła nie jest sztywna, następuje wiele zwrotów akcji, przez co nigdy nie wiemy, jakie będzie zakończenie. Chociaż miałem dosyć drażniące wrażenie, że autorzy próbują na siłę wciskać niektóre szczegóły. Żeby nie zdradzać fabuły powiem tylko, że niektóre osiągnięcia techniczne i badania, które miały miejsce dopiero w piątej części (czyli - bagatela! - kilka tysięcy lat później :)), już się pojawiają... To znaczy nie są w powszechnym użytku, mamy o nich dopiero pierwsze wzmianki, ale to nie zmienia faktu, że jest to trochę wkurzające. Mimo wszystko jednak nie ma to większego wpływu na samą powieść. I tak czyta się ŚWIETNIE!

"Ród Atrydów" to bardzo dobra książka. Naprawdę warto ją przeczytać - a fani muszą koniecznie! W skali szkolnej postawiłbym jej piątkę, może z niewielkim minusem. No więc, do roboty! W bibliotekach niestety raczej "Rodu" nie znajdziecie, będziecie musieli udać się do księgarni. Ale mówię wam - nie ma nic przyjemniejszego niż książka kupiona za własne pieniądze!

Burok
burok@go2.pl
31 grudzień 2002