Potop
Nareszcie coś porządnego - Henryk Sienkiewicz!


Dzisiaj troszkę przestawny szyk, podam najpierw ocenę, a potem jeśli ktoś chce przeczyta sobie opowiadanie. Pewnego razu trafiłem na recenzję "Potopu" w tawernie rpg- no cóż Olek-Olek napisał recenzję w swoim stylu - teraz kolej na mnie.

Książki Sienkiewicza mają w sobie coś, co nie pozwala mi się od nich oderwać, czynnik ten jest spotęgowany chyba w trylogii. Zgodnie z myślą "ku pokrzepieniu serc" autor przedstawia największe bitwy, najwspanialsze uczty, ogromne zniszczenie, ogrom śmierci.. oraz największe zwycięstwa. Czytając "Potop" mogłem sobie powiedzieć bez skrupułów - to wspaniała książka, którą można bez problemu porównać do sześcioksiągu Tolkiena. Oczywiście książki są zgoła inne, ponieważ jedna jest wytworem wyobraźni, a druga opiera się poniekąd na historii, jednak mają obie to Coś, co nie pozwala oderwać się od nich bez powodu (czytasz chociaż powinieneś iść opróżnić pęcherz, albo czytasz na kibelku hehe- żartowałem :D).

Na początku wypada podać tło historyczne książki. Jest rok tysiąc sześćset sześćdziesiąty piąty, Polska jest szarpana przez wrogów. Z północy Rosjanie wykorzystując bezsilność kraju pustoszą go, cała Litwa, aż po Bug jest niepewna jutra. Na Ukrainie znowu powstał pożar kozacki, który toczy łono matki. Powstały więc na nowo zastępy niespokojnego Chmielnickiego, chłopi osadzili kosy na sztos, Sicz aż grzmi od haseł antykrólewskich. Jakby tego było jeszcze mało Szwedzi widząc bezsilność kraju postanawiają złamać traktat pokojowy i niepomny dawnych klęsk wkraczają do Wielkopolski i na Litwę.

Jednak nie wszyscy się poddali bezradności- podczas gdy hetmani koronni walczyli garstką żołnierzy na Ukrainie, Rosjan podchodził - niezrównany w tej sztuce - Kmicic. Żołnierz rosyjski, lubujący się w rzezi ludzi słabych i bezbronnych, a bijący się zaciekle o jedzenie, wszak w krainach ruskich jedzą liście i korzonki, a nawet i korę, ba! robaków tam już nima, bo zgłodniałe bestie je już wyżarły! Często było tak, że wychodził podjazd spory, aby sobie urządzić hulankę i zaznać przyjemności z ładnymi dziewczynami, i przepadał jak kamień w wodę. Nie przychodził żaden świadek klęski, nikt nic nie wiedział co się stało, aż kiedyś uciekł przed śmiercią pewien kozak stary. To co opowiedział było dla dowódców policzkiem dla ich samowładności w obcym kraju. Okazało się, że jakaś chorągiew obca wybiła podjazd co do nogi nie żywiąc nikogo, jeńców którzy poddali się dowódca kazał ich wywieszać jak oposy. Świeciły więc jak grusze świerki owocami olbrzymimi, a chorągiew obca żartował sobie, że takich szyszek dużych dawno nie było w Litwie. Chowański popadł w szał, gdy podjazd za podjazdem tracił, kazał batożyć tych, którzy powrócili, aż sam się przekonał o sprawności przeciwnika.

Pewnego razu, gdy wojsko ruskie stało we wsi, zajmując wszystkie okoliczne pola i rozkładając namioty, wyraźnie mając ochotę zatrzymać się na kilka dni i Chowański zajął kwaterę najznaczniejszą we wiosce- mianowicie plebanię omal zginął.

Wróg jego przebiegły nie bał się widocznie wejść w środek obozu, co dziwne nawet się nie przekradał, wszedł do obozu podając hasło i zawołanie podjechał do kwatery wodza i nakazuje się oznajmić. Szawko z podjazdem wrócił. Wódz łasy wiadomości, wszak był to pierwyj podjazd jaki wrócił w całości od kilku miesięcy, tedy Szawko wchodzi do plebani, a z nim dwudziestu samenów i woła: Panie Chowański widzę, że rozgościliście się w tym przybytku bożym, ot będzie kara za to. Jak nie runie na straż przyboczną wodza, jak jej nie zacznie gromić i bić! Rozległy się wrzaski konających żołnierzy, rozlegały się coraz rzadziej głosy "Bij kto w Boga wierzy", ręce mdlały od siekaniny, żołnierz ruski kładł się niczym zboże pod kosami - a Szawko uwijał się jak w ukropie, gdzie się pojawi tam zaraz odgłos upadku, gdzie się obróci tam dwa trupy, gdzie się pojawi od razu zdwaja się siła ataku. Po minutach dwóch leżało w izbie pięćdziesiąt trupów ruskich ułożonych niczym snopy po koszeniu, pan Szawko uśmiechnął się pod wąsem i zaczął szukać Chowańskiego, wtem rozległy się strzały na dziedzińcu. Wszyscy wyskoczyli z plebani i skoczyli co tchu na koń. Kto był w izbie zaraz odzyskał siły i tak trzystu ludzi zbrojnych omal rozbiło armię sześćdziesięciotysięczną! Rzecz to była niesłychana, a odtąd Chowański tego co wrócił kazał wypytać i dać mu gorzałki, bo sam nie był pewien dnia i godziny. Aby poczuć się lepiej kazał naznaczyć na głowę Kmicica nagrodę, za żywego dawał trzy tysiące rubli, za martwego tylko tysiąc. Tak tedy wzmożyły się jeszcze ataki kmicicowej chorągwi i nieraz spadała ona na obóz łupiąc go i niszcząc, mało tego - żaden podjazd nie wychodził w liczbie mniejszej niż tysiąc - bo wracało zwykle dwudziestu, aby dać znać o klęsce. Kmicic tak się wprawił, że napadał obóz z trzech stron i wołając, że hetman idzie. Co wtedy się działo trudno opisać, dyć starczy, że armia drżała, i co raz traciła ludzi. Po pół roku Chowański zbiedniał o dwadzieścia tysięcy żołnierza, a co kto mu wspomniał o Kmicicu zaraz kazał wybatożyć!

Troszkę się zapędziłem, ale wierzcie mi, to nawet nie początek- a co będzie działo się dalej! Aż się zaczynam śmiać- krotofilie Zagłoby, kompleksy Wołodyjowskiego a Roch Kowalski! - W ó j    n i e    ł ż e! :). Powinienem wystawić ocenę obiektywnie jednak muszę się przyznać, że ta książka wymyka się szkolnej skali ocen, pomimo iż jest lekturą :).

Rozpatrzę więc dla was kilka myśli.

Książka jest obszerna - i liczy sobie bez mała ponad tysiąc stron, co oczywiście liczę na plus - wszak wiadomo, że jeśli jakaś książka jest gruba, musi być w niej dużo (nie tłuszczu- wiedzy :). Ta myśl stosuje się także i do "Potopu", mamy prawie dwa lata dość dokładnie opisane, a wiedzcie że nie brakuje ani kropli krwi, utoczonej przez Polaków Szwedom. Objętość jak najbardziej dla mnie powodem, aby podwyższyć ocenę.

Bohaterzy- prawda jest taka, że ci główni są pół fikcyjni (prawdziwe nazwisko, fikcyjna biografia) ale za to co oni potrafią! :). Wołodyjowski mistrz szabli, którą macha jak dyrygent batutą, a zbiera żniwo jak kosynier przedni. Skrzetuski usunięty nieco na bok, jednak wciąż mający swoje do powiedzenia, Ojciec! Akcja z listem od Czarnieckiego. Kmicic to także kawał ziółka, potrafił zajść za skórę dość dobrze, ale wyłaził z niej równie szybko jak właził, przeważnie drogę wycinając sobie szablą (żądełko hehe :). Teraz już postacie bardziej fikcyjne - Onufry Zagłoba ze swoimi tekstami, uwierzcie mi - gdzie w historii są pytania - co, skąd, z jakiego powodu - odpowiedzią jest Zagłoba! :). Co to za człowiek to trudno uwierzyć. Sarmata duszą i ciałem, a jak się wnerwił to normalnie leciał jak lawina - swoją masą miażdzył, rozumem rozśmieszał i głową często ruszał. (Jakowaś głowa kiepska musi być z Witebska!- tak powiedział do Sapiehy- oczywiście z Witebska! :). Roch Kowalski i jego sławne "Jam Roch Kowalski, a to pani Kowalska!". Szkoda, że zginął, bo prawdę mówiąc taki gość mógł wiele, a machał szablą jak cepem - tylko że jak machnął i trafił to leciały całe kończyny - a jak złożył się kopią, to przechodziła przez ciało jak nitka przez materiał. Dalej mamy już postacie hist(e)oryczne- Radziwiłł (ów) dwóch, Opalińskiego, Radziejowskiego, Czarnieckiego.

Czasami, gdy czytałem książkę miałem ochotę odpalić kompa i Europę Universalis 2, wypowiedzieć wojnę połowie Europy i ją pokonać. Wykonałem tylko część planu - zaraz jak włączyłem grę (byłem w 1610 roku) i wypowiedziałem Szwecji handlu, następnie wysłałem obelgę i wypowiedziałem wojnę. Całą Finlandia była zajęta, a Rosja zaprosiła mnie do sojuszu, w którym razem z nią walczyłem przeciw Turcji (Krym, Gruzja, Grecja, Siedmiogród jest mój :). EU to wspaniała gra, chociaż troszkę trudna, jednak bardzo dobra i ciekawa.

Książka opowiada o porażce Polaków - aby zaraz potem wprowadzić nas w wielkie zwycięstwa, pogromienie wojsk szwedzkich i elektorskich, współpraca z Turcją, uspokojenie Kozaków, wycofanie się Rosjan. Nie do wiary, że Polska osłabiona latami wojen mogła stawić taki opór. Oczywiście autor troszkę nagina historię, tak że wspomina tylko o zwycięstwach, podczas gdy o przegranych zapomina. Wystarczy wspomnieć takie oblężenie Jasnej Góry - w książce jest 16000 Szwedów, w rzeczywistości było 1600, w tym 400 piechurów, takich mankamentów jest jeszcze więcej i można je mnożyć - jednak fakt faktem - Polska wygrywa! Sama myśl "Ku pokrzepieniu serc" była po części przyczyną takiego stanu rzeczy. Kto chciałby czytać pod zaborami o klęskach Polaków? (Książka powstała w latach 1884-1886, a była wydawana najpierw częściami w czasopiśmie "nie pamiętam", wkrótce po zakończeniu publikacji dorobiła się pierwszego wydania książkowego). Tym bardziej, że lata dziewięćdziesiąte XIX wieku to poniekąd wciąż zabory - rusyfikacja, germanizacja...

Rozwodzę się niepotrzebnie, bo naprawdę książkę można czytać z prawdziwą przyjemnością, i szczerze mówiąc mam wątpliwości, czy nie pokrzywdzę autora stawiając mu taką, a nie inną ocenę...

no i tą oceną będzie siedem i ogromny plus! [7+], dodam jeszcze znak jakości Splatch'a, więc możecie być pewni, że ta książka to nie byle nowelka, a prawdziwe dzieło z prawdziwego zdarzenia. Więc jeśli jeszcze nie przeczytałeś tej książki, jeżeli masz jeszcze na to czas, biegnij do biblioteki (księgarni, sprawdź w domowym kąciku) i bierz na gwałt (czyt. szybko :) książkę. Naprawdę zapieram się przy swoim twierdzeniu całym sobą - "Potop" to wspaniała książka, dorównująca "WP". Z premedytacją polecam książkę każdemu kto jej jeszcze nie przeczytał. Czytajcie, a będziecie (nie) poczytalni!

Tym miłym akcentem kończę mój wywód, a poniżej macie coś - niecoś o Kmicicu :).

Oto elitarne wyróżnienie dla dobrych książek! Podpisuję się obiema nogami i rękami! Na nogi nie starczyło  miejsca ;).Łukasz Splatch Dywicki
splatch@wp.pl

Mój pan zawsze był wojak zawołany, sam król go znał i chwalił, hetmani się nim zachwycali, a niewiasty padały pod jego spojrzeniem. Zdarzenia te piszę jako testament mój, bo jakoż stary jestem muszę się żegnać powoli z życiem. Tedy mówię wam, że nie ma wojownika tak zwołanego w kraju litewskim jak Kmicic. Czego on dokonał trudno spisać, wiedzcie że poświęcił się za mnie aby ratować mą skórę. Bracia szlachta prawię wam, że on gotów postąpić tak za każdego szlachcica, co walczyć potrafi i chce. Mi mówił, że nie ma szacunku dla tych co nie walczą, jednak są jeszcze gorsi- zdrajcy. Powiedział mi raz, że gdyby nie zmądrzał w porę do tej pory służyłby królowi szwedzkiemu. Jednak bracia! Każdy powiadam wam, każdy może się pomylić i pan mój uzyskał przebaczenie od samego Kordeckiego. Bracia tedy nie strachajcie się jeśli i wy zbłądziliście. Pan Kmicic gotów przyjąć was pod opiekę pod warunkiem, że będziecie walczyć za dobro ojczyzny. Jakoż on zbłądził wie że o pomyłkę łatwo i trudno o wybór drogi dobrej. Panowie ja wam także mówię, że za wierność królowi jegomości zostaniecie sowicie wynagrodzeni, wasza krew, łzy i pot nie spłyną jak deszcz po skale, ale wsiąkną w grunt żyzny i bogaty. Pracowitym Bóg i Kmicic wynagrodzi. Sam wzbogaciłem się znacznie na walce z wrogiem, tak żem mógł wystawić i utrzymać pięćdziesięciu husarzy. Jeszcze na ostatki przyjdzie mi poruszyć to co każdy lubi ze szlachty. Miłość do kobiet, słabość i zguba człowiecza! Tak to mój pan za swoją gołąbeczką przeleciał wzdłuż i wszerz całą Rzeczplitą trzy razy i gotów zrobić jeszcze dwa razy tyle aby ją utrzymać przy sobie. Więc jeśli u niewiasty względów nie macie Kmicic wam pomoże. Bo wiedzcie, że pan mój siekł samego Bogusława tak iż ledwo dychał. Tylko dzięki wstawiennictwu brata swego Michała zdrajca ten przeżył. Wierzcie mi panowie bracia! Kmicic to przyszłość nasz, bo kto z nim trzyma pewien że dobrze ojczyźnie i Najświętszej Pannie oraz Bogu służy.

Wachmistrz Soroka.