|
O Stevenie Perrym jeszcze kilka słów... |
|
Stało się. Doszło do tego, że muszę się wytłumaczyć. Rzecz niesłychana. Metfan, do którego głównie adresuję ten tekst, napisał w jednym z odcinków swego PKK, że "military się czepia, że wystawiłem ocenę bardzo dobrą książce Steve'a Perry, która jemu się w ogóle nie podobała. Uprasza się więc o nie rzucanie 'oskarżeniami' w kierunku mojej osoby, gdyż te niezbyt do mnie trafiają. Jeśli już to wolałbym w miarę konstruktywną i uzasadnioną argumentację, w celu udowodnienia swoich racji, pod wpływem których to już w większym stopniu jestem w stanie zmienić swoją opinię." Czas na sprostowania. Pierwsza rzecz, która do końca prawdą nie jest, to to, iż się Ciebie, Metfanie, czepiam. Zwyczajnie - zawetowałem Twoje zdanie, czyniąc to najzupełniej legalnie i NIE atakując, ani nie oskarżając twej osoby. W całym tekście nawiązałem do Ciebie dwa razy - z czego raz na końcu, zupełnie bez jakichkolwiek pejoratywnych określeń względem Ciebie, a drugi raz - przewrotnie - na początku. Była to tylko informacja o tym, jaką wystawiłeś książce ocenę, a także o fakcie, że to zainspirowało mnie do napisania tamtego tekstu. Pozdrawiam Cię więc również, bez żadnych skrywanych intencji, i mówię, że podtrzymuję swe zdanie o panu Perrym. Pisałeś, że nie przedstawiłem sensownych argumentów. Cóż, postaram się to naprawić i przedstawię ci takie, które obalić można szybko i bez większego wysiłku (np. stwierdzeniem, że jakiś lamer ze mnie, ale oczekuję, że bardziej się postarasz). 1. Historia, jaka zostaje nam przedstawiona w "Obcy: mrowisko" nie ma znaczenia! Wydaje się tylko pretekstem do przedstawienia scen, nie związanych zbytnio ze sobą, ukazujących albo walkę, albo inną przemoc. Bo o cóż w tej książce chodzi? Jeśli dobrze pamiętam, to byli Obcy, i ludzie chcieli ich (je?) wykorzystać do własnych celów (jakiś narkotyk z nich robić, czy cuś...), ale się, niestety, jakiś okaz deubezwłasnowolnił, albo może i nie, i była jatka (wybacz, trochę się o Obcych czytało i teraz się miesza). Przyznasz chyba, że niezbyt to oryginalny pomysł. Ale, ale - chyba o tym wszystkim wspominałem w poprzednim tekście. 2. Tzw. warsztat literacki, jakim operuje pan Perry, do najlepszych nie należy. Ba, on nie należy do dobrych, a nawet do kiepskawych. Steve pisze fatalnie! Nie mam, niestety, omawianej książki pod ręką, aby zacytować, ale pozwól, że sypnę czymś z "Conana"; do tego cyklu Perry również dodał swoje dwa grosze. - Gotuj się na spotkanie ze swym bogiem! - zakrzyknął herszt bandy. Skoczył naprzód i zamachnął się "Poranną Gwiazdą". Ten okaz pochodzi z powieści "Conan Groźny". Tam opisane są przygody barbarzyńcy, którego atakuje grupka krzycząca "Na jądra Seta!" (powaga!). Jeśli uważasz, że przytoczone dwa zdanka nie wystarczą, ażeby ocenić całą książkę, to przypomnij sobie rozmowy przed walką Geralta z Renfri, albo pierwsze cięcia wiedźmina pojedynkującego się ze strzygą. Na pewno było to coś więcej niż "skoczył i się zamachnął". Jeśli chcesz konkretniejszych konkretów, to przedstawię Ci fabułę tego odcinka przygód cymeryjskiego wojownika. Conan zostaje zaatakowany przez zbójów. Naszego herosa ratuje banda olbrzymów, która naraża swe życia widać tylko po to, żeby oswobodzonego uwięzić - bo po walce właśnie tak robią. Następnie transportują zdobycz do miejsca, w którym chcą na niej eksperymentować. Tam Conan poznaje bandę "ludzi", z którymi widać już coś kombinowano. Wśród tychże są np. kobieta-kot, zielone ludziki i... ech, nie warto. Chcesz, to czytaj. Sam widzisz, co to za brednie. Możesz co prawda powiedzieć, że to nie "Obcy", ale po prawdzie jest tak, że aliena Perry napisał wcześniej niż Conana, więc - teoretycznie - dysponował jeszcze gorszym warsztatem. Taki mój argument. 3. To powyższe to moje zdanie i kto chce, ten się z nim nie zgadza. Ale co powiesz, jeżeli przedstawię ci opinię ludzi, którzy krytyką zajmują się zawodowo? Oto, co sądzą o Perrym ludzie z "Fenixa", czasopisma fantastyczno-naukowego. Nie jest to pismo amatorskie; w jego redakcji zasiadają m.in. Eugeniusz Dębski czy Marek Oramus, więc będzie z tego całkiem sensowny... argument. (...) już wiemy, gdzie jesteśmy. W cudownym świecie powieści pisanych na kolanie (...) a potem wciskanych ludziom za wcale nie małe pieniądze. Steve Perry to grafoman pierwszej wody. Nie rozumie stylistyki Howarda, nie czuje jego świata. Rolę fabuły odgrywa tu stek wymyślonych na poczekaniu bredni, a główną atrakcją jest gromada debilnych postaci. Horror, horror, horror. Pisaniana pana Perry'ego plasuje się poniżej standardów. Nawet, jeśli są to standardy wyznaczone przez autorów opowieści o muskularnym barbarzyńcy. Powyższe cytaty przy okazji Conana, a co do ich recenzji książek o Obcych... Jeśli dobrze pamiętam, przedstawili dwie z nich. W skali sześciopunktowej jedna z nich (Wojna samic) otrzymała 1, a druga (Mrowisko właśnie) została opatrzona znaczkiem "Toxic waste". Bez komentarza. Wystarczy sensownych argumentów? Nie, to pisz na militarypolice@wp.pl military
|
|