|
WISŁAWA SZYMBORSKA - NOWE LEKTURY NADOBOWIĄZKOWE |
|
Gwiazdka to czas naprawdę wspaniały. Można karpia utopić, a potem go ugotować. Można się do syta najeść. Ością zadławić się można. Opłatkiem można się połamać. Życzenia sobie złożyć. Można sobie kolędy ponucić. Na pasterkę pójść. Albo i nie iść. Można wreszcie pod choinką "Nowe lektury nadobowiązkowe" znaleźć. I tak właśnie ze mną, drogi Czytelniku, było, nie wyłączając nawet tego nieszczęsnego rybiego żeberka. Szymborską ceniłem zawsze, nie dziwne więc, że gdy tylko wyciągnąłem wyżej wymienione ze swego gardełka, natychmiast przysiadłem do lektury. Książeczka jest w sumie dość nietypowa. Pani Szymborska bowiem, zajmuje się dokładnie tym, czym ja w tej chwili (choć tym porównaniem pewnie ubliżyłem naszej noblistce), czyli recenzuje. A recenzuje księgi wielorakie: słowniczki, leksykony, biografie no i jedną lub dwie powieści. Recenzuje bardzo uczciwie: i zachwycić się potrafi, i obsobaczyć umie. Z gracją godną noblistki, rzecz jasna. A teraz ja, szary UnionJack, mam recenzować Wisławę Szymborską, pisarkę znaną i cenioną na całym niemal świecie, tłumaczoną na więcej języków, niż byłbym w ogóle wstanie wymienić. Ba! Na więcej pewnie niż wymienić byłby wstanie profesór Miodek. Doprawdy czuję się jak sardynka, której karzą opisać delfina. (hmmm... co za porównanie... chyba mi się ta ość na głowę rzuciła ;) A ja napisać mogę jedno: marka robi swoje. Każdy felieton jest tu bowiem wyjątkowy, każdy napisany jest z pomysłem i werwą. Ale wszystkie mają też cechę wspólną - styl pani Szymborskej jest... hm... delikatny i subtelny. Z tekstów felietonów czuć dziwnym ciepłem, które nasuwa mi przed oczy taki oto obrazek: w fotelu przed kominkiem, przy stoliczku, na którym stoi kieliszek koniaku, siedzi starsza kobieta. Na jej kolanach usadowił się wnuczek, a ona, wielka poetka, czyta mu jego ukochanego Kubusia Puchatka. A potem, gdy malec już uśnie, bierze do ręki pióro, zaczyna pisać. I to właśnie w tej atmosferze powstają jej felietony. Może to profanacja, ale lubię sobie wyobrażać panią Szymborską w tej sytuacji. Bo też tę sytuację odczytuję między wierszami jej recenzji. Wiem jedno: ta książeczka na stałe zagości na moim regale. Czego i Tobie, Czytelniku, życzę. UnionJack
|
|