"Narrenturm" - Andrzej Sapkowski


Jakieś cztery dni temu pod choinką (no, właściwie to między oknem, a lodówką) znalazłem książkę. Jaką żesz to książkę znalazłeś, kumie Kefirze? - zapyta niejeden z was. Była to książka z żółtą okładką, bardzo ładną, z obrazkiem, na którym byli ludzie i jakieś szkielety i napis też był. "Andrzej Sapkowski" nad obrazkiem, a "Narrenturm" pod nim. Nie wiedziałem z początku, co znaczy "Narrenturm". Bo "Andrzej Sapkowski" to wiedziałem, w końcu to on napisał scenariusz do Wiedźmina, albo i nie on... No to otwieram książkę, a tam litery, dużo liter. Uuuuuuuu, niedobrze - pomyślałem, bo naukę czytania skończył żech na trzeciej klasie podstawówki. Nic to, przełamuję niechęć i zaczynam czytać...

1. Fabuła
Jest rok 1425, Dolny Śląsk, młody medyk (a także magik) Reinmar z Bielawy zabawia się w sposób bezbożny z żoną śląskiego rycerza, Adelą de Stercza. Zajadają się oboje słodkim owocem namiętności, aż tu do pokoju, w którym Reinmar, zwany Reynevanem, i Adela doznają uciech cielesnych, wchodzą, wyważając drzwi, krewni zdradzonego rycerza. No to fajnie... Reynevan ucieka, gdzie pieprz rośnie, Adeli się niestety nie udaje. Jeden z goniących Reynevana, Niklas, ulega wydkowi podczas pogoni i wyziera ducha. Jego bracia ślubują zemstę zarówno za śmierć Niklasa, jak i zhańbienie Adeli. Po tym incydencie Reinmar kluczy po Oleśnickich lasach, a do jego lokum zagląda inkwizycja. Papiescy wysłańcy odnajdują w mieszkaniu medyka magiczne instrumenta (księgi, części ciała różnych zwierząt, wyrysowane pentagramy itd.). Od tego momentu Reinmar ma już na karku i Sterczów, i inkwizycję. Nieciekawe położenie. Od czego jednak ma się znajomości? Reynevan ma bowiem wielu znajomych wśród najwyższych władz świeckich i kościelnych. Ci starają się mu pomóc w uzyskaniu spokoju, ale Reinmar z uporem godnym lepszej sprawy pragnie uwolnić Adelę z rąk Sterczów. Nie baczy na niczyje ostrzeżenia i niebezpieczeństwa - czego się bowiem nie robi dla miłości?

Fabuła jest ciekawa. Oprócz wątku Reinmara i jego wędrówki pojawia się też wątek kryminalny. Bardzo ekscytujący i wciągający. Dla mnie fabuła jest lepsza niż w sadze wiedźmińskiej.

2. Dialogi
Jak zawsze u Sapkowskiego - genialne. Świetni są zwłaszcza pensjonariusze tytułowego Narrenturmu - czyli szpitala psychiatrycznego. Równie dobry jest Szarlej. Jak dla mnie dialogi są świetne. Należy jednak pamiętać, że Sapkowski często "rzuca mięchem", tak więc czytelnicy nie lubiący wulgaryzmów mogą poczuć się zdegustowani.

3. Bohaterowie
Ciekawi. Nie tak dobrzy jak w "Wiedźminie" (Ech! Regis! Ech! Krasnoludy!), ale dobrzy. Mnie najbardziej zaintrygował Urban Horn. Nie podoba mi się za to główny bohater - Reynevan. Zresztą to raczej normalne, główni bohaterowie zazwyczaj są najmniej ciekawi.

4. Humor
Jest go dużo. Co prawda nie dorasta do pięt temu z "Wiedźmina", ale i tak parę razy zdrowo się zaśmiewałem.

Reasumując, "Narrenturm" jest lekturą bardzo ciekawą. Nie jest to co prawda książka tak dobra, jak te z sagi o Wiedźminie, ale i tak potrafi wciągnąć (pierwszy raz czytałem po nocach!). Trochę wysoka cena (ok. 40zł, a trzy tomy "WP" i to w twardej oprawie dostałem za 60 zł.), ale książki ogólnie są drogie (kto nałożył VAT na książki!?!). Mimo to opłaca się wydać te pieniądze, gdyż otrzymujemy naprawdę ciekawą lekturę. Fanów fantasy może zniechęcić mała ilość magii, ale dla mnie była wystarczająca. Jeżeli nie żal ci pieniędzy - kupuj. Jeśli zaś nie stać cię - czekaj jakieś 5 lat, aż znajdzie się w bibliotekach :-P (biblioteki mają średnio 50 zł na rok, by kupować nowe książki, a później się dziwią, że połowa Polaków to półanalfabeci...).

Ocena: 9+/10

Plusy
+fabuła
+dialogi
+ciekawi bohaterowie
+humor

Minusy
-żadnych poważnych

Kefir