Len Deighton - "Nalot"


Pomimo, iż interesuję się historią najnowszą, przed przeczytaniem książki " Nalot" Lena Deightona nie zdawałem sobie sprawy jak strasznie niszczące były alianckie naloty na Niemcy i jak wielkie obciążenie psychiczne dla samych pilotów one stanowiły. Książka ta opisuje zaledwie jeden nalot na małe miasteczko w zagłębiu Ruhry, ale z tego przykładu można wysnuć wiele niezbyt cieszących wniosków.

Akcję książki obserwujemy z dwóch różnych stron - Aliantów wyruszających swymi samolotami nad Niemcy i Niemców broniących swojego kraju. Zarówno jedni jak i drudzy przeżywają wewnętrzne rozterki związane z wojną. Alianci boją się lotów nad dobrze bronione Niemcy, znając dobrze statystyki lotów i liczbę zestrzelonych maszyn. Niemcy przeczuwają przegraną i boją się o życie najbliższych.

Autor w książce opisuje jedną wyprawę bombową nad Zagłębie. Przygotowania do lotu, uzbrajanie maszyn, odprawy, sam lot, walki z wrogiem, bombardowanie miasta i powrót na macierzyste lotniska. Zaskoczyła mnie dokładność opisów zawartych w książce. Większość lotników boi się każdego kolejnego lotu, wiedząc, że szansa nie wrócenia z pojedynczego lotu równa się około 3 %. Dowódca dywizjonu i jego nawigator według tego przelicznika powinni 2 razy na 100 % zginąć, a nadal latają udowadniając tym samym, że nie zawsze statystyce można ufać.

Książka została wydana dawno temu, więc można jej szukać jedynie w bibliotekach, ale polecam ją każdemu, kto lubi poczytać o historii. Także tym, którzy nie zauważają, że zawsze w czasie wojny jednym z głównych poszkodowanych jest ludność cywilna.

PMG
pmgpmg@wp.pl

{A jeśli chodzi o podobną tematykę, tylko że ujętą - jak mniemam - z trochę innego punktu widzenia, polecam "Paragraf 22" Josepha Hellera i "Rzeźnię numer pięć" Kurta Vonneguta. Te dwie genialne książki również dają bardzo sugestywny obraz wojny, po którym naprawdę ciężko ekscytować się opowieściami o "wojennej przygodzie" - Phnom Penh}