TERRY PRATCHETT: "MUZYKA DUSZY"


Świat Dysku. O tej krainie słyszałem bardzo wiele, dodać trzeba, że ludzie wypowiadali się o niej w samych superlatywach. Tak samo z autorem tego miejsca: Terrym Pratchettem. Ponoć jest to naprawdę znakomity pisarz książek przygodowych z wieloma wątkami fantasy. Postawiłem sobie za cel zdobycie choćby jednej jego książki. Szukałem, szukałem... i nic. Aż wreszcie znalazłem! Kupiłem ją w Tesco - w sklepie, w którym nie ma żadnej dobrej płyty techno, lecz są bardzo dobre książki.

Susan to dziwna dziewczynka. Kiedy zechce, staje się niewidzialna. Jest zamknięta w sobie, mało się odzywa. Aż pewnego dnia zostaje wciągnięta przez białego rumaka (Pimpuś. Co za imię...) do innego wymiaru. Trafia do tajemniczego domu, w którym pojęcie "przestrzeń" jest bardzo dziwnie sformułowane. Jak się później okazuje, owa rezydencja należy do... pana Śmierci. A jak się jeszcze później okazuje, Śmierć jest dziadkiem Susan. Jednakże Śmierć znika gdzieś bez śladu. Zgadnijcie co teraz będzie robić Susan. Stanie się Śmiercią...

W tym samym czasie Imp, młody muzyk którego atrybutem jest harfa, przybywa do Ankh-Morpork w celu grania swoich muzycznych dzieł. Spotyka go jednak rozczarowanie, gdyż Gildia Muzyków każe sobie płacić astronomiczne pieniądze za wykupienie licencji umożliwiającej "legalne" granie. Wraz z nowo poznanymi ziomkami - krasnoludem i trollem - postanawia wymyślić sposób na wykręcenie się od tej zasady.

Tak, właśnie tak przedstawia się fabuła. Lecz nie pomyślcie sobie, że tylko na tych wątkach opiera się cała książka! Ja opisałem tu tylko początek całej historii, która wraz z upływającymi kartkami rozwija się, zaskakuje. Na przykład wspomniana już harfa Impa (później zmienia imię na Buddy) zostaje wyparta przez gitarę, która ma w sobie coś magicznego, tj. sama gra, pokazuje zęby komuś obcemu itd. Ten instrument podtrzymuje także przy życiu samego użytkownika, gdyż jest to... muzyka życia, duszy. Według magów występujących i odgrywających istotną rolę w książce, ta muzyka była "na samym początku", to ona stworzyła świat i to w rytm jej muzyki istnieją wszystkie istoty ludzkie. Wiem, że zamotałem ale zapewniam, że to bardzo ciekawy temat na książkę, którą trzeba przeczytać.

Pratchett bardzo ciekawie napisał "Muzykę duszy". Sam opis postaci, ich cech charakteru od razu pozwala nam sklasyfikować daną osobę do "lubianych" bądź "nielubianych". Dla przykładu podam Buoga Buogssona - krasnoluda. Jest to sympatyczny stworek, który prawie cały czas myśli o pieniądzach (pod koniec książki mógł nawet przez nie zginąć), posiada także "duże zdolności do targowania się" (Imp, Buog i Klif mieli zapłacić pięć dolarów. Dzięki Buogowi zapłacili... sześć), posługuje się też ciekawą mową ("tego... no... i tego..."). Z miejsca obdarzyłem go sympatią. A takich postaci jest dużo więcej...

Udanym zabiegiem jest zastosowanie przeplatających się wątków: raz mamy krótki rozdział z Susan w roli głównej, a chwilę później mamy Impa, następnie ponownie Susan, potem Śmierć i tak w kółko. Znakomicie to wyszło, czyta się bardzo fajnie.

Będę kończył, lecz jeszcze słowo podsumowania. "Muzyka duszy" to obowiązkowy kąsek dla fanów fantastyki i przygody. Terry Pratchett stworzył niesamowity świat jakim jest Dysk - nie jest on bezpieczny, lecz historie jakie się tam rozgrywają potrafią zaprzeć dech w piersi. Polecam tę, jak i resztę książek z tej serii!!

Devil, Łódź
(ok_devil@wp.pl)