Recenzje kilku książek #9


Święta, święta i po świętach. Mikołaj z całą pewnością przyniósł Wam mnóstwo wspaniałych prezentów, wśród których nie zabrakło książek. A jeśli zabrakło to należy jak najszybciej wysłać do niego reklamację. Ale ja tu nie po to przyszedłem...

Andrzej Sapkowski "Narrenturm" - AS po raz kolejny pokazał, że jest doskonałym pisarzem. Losy Reinmara z Bielawy vel Reynevana są pozycją, która z całą pewnością spodobają się każdemu. Jest rok 1425, naszego bohatera (młodego Ślązaka, praskiego studenta, początkującego znawcę magii) poznajemy, gdy zostaje przyłapany in flagranti z pewną niewiastą przez braci męża owej niewiasty. I tu się zaczyna cała przygoda, reszty fabuły nie będę wam zdradzał, aby nie popsuć radości z czytania. Napiszę tylko, że będziecie mieli wiele okazji do śmiechu, pomyślunku, ale poznacie też realia życia pod koniec średniowiecza (a jest co poznawać). Historia jest niezwykle ważnym elementem (w końcu pan Sapkowski jest mediewistą), spotykamy więc husytów, inkwizycję i wielu śląskich książąt. Nie mam odpowiednich źródeł, aby sprawdzić informacje zawarte w książce, lecz przypuszczam, że większość z nich jest prawdziwa. W każdym bądź razie obraz Śląska jest niezwykle bogaty. Magia tym razem pojawia się tylko w śladowych ilościach, więc książkę można bez obaw polecić tym, którzy za fantasy nie przepadają. Dla mnie jest to jedna z najlepszych książek jakie kiedykolwiek czytałem i chciałbym już dostać w swe łapska kolejne dwie części.

Clive Cussler "Atlantyda Odnaleziona" - Po raz kolejny mamy okazję spotkać nieustraszonych ratowników z NUMA, Dirka Pitta oraz Ala Giordano. Niestety po raz ostatni są oni głównymi bohaterami. Dlaczego? Na to pytanie musicie sami znaleźć odpowiedź sami. Umrą, odejdą na emryturę, uciekną do Holandii i wezmą ze sobą ślub, kto wie? A fabuła? Czy warto pisać o fabule? Jest ona w sumie mało ważna - znowu wielka korporacja chce wyrządzić wielką krzywdę światu, a jakąś rolę w tym ma odegrać mityczna Atlantyda. Tu pozwolę sobie na małą dygresję, jak to jest, że z taką przyjemnością czyta się książki, w których kolejne zdarzenia wraz z zakończeniem możemy bez problemu przewidzieć? Nie mam bladego pojęcia. Może ktoś mi powie. W książce obecne jest to, za co lubimy Cusslera: spora dawka humoru, niespodziewane rozwiązania w fabule i nasi niezniszczalni bohaterowie. Krótko mówiąc, jeśli ktoś lubi Cusslera polubi i tę pozycję, a jeśli nie to ta książka go raczej nie przekona. Ale i tak polecam.

Terry Pratchett "Faust Eryk" - Domorosły haker demonolog chce zawładnąć światem, stać się nieśmiertelnym oraz zdobyć wszystkie najpiękniejsze kobiety świata. Normalka, każdy czternastolatek o tym marzy. Aby zrealizować swe marzenia postanawia przyzwać demona, lecz zamiast tego pojawia się... Rincewind, znany wszystkim mag, oraz jego Bagaż. W trakcie wspólnej wyprawy prze czas i przestrzeń w głowie zrodzi się inne marzenie - żeby się nigdy nie urodził. Książka pomimo swej małej objętości (około 150 stron) zawiera ładunek humoru, który starczyłby na kilka innych. Mnie w pamięć zapadł zwłaszcza obraz piekła wybrukowanego dobrymi chęciami. Pratchett nie zawiódł mnie i tym razem, i zapewniam, że Was także nie zawiedzie.

Mam nadzieję, że ta porcja książek Wam wystarczy, a sami wzbogacicie ją o inne pozycje, według własnego uznania. Ponawiam apel o słanie komentarzy i wrażeń z przeczytanych książek.

Qbuś
jnqbus@poczta.onet.pl