|
GRAHAM MASTERON: "DZIECKO CIEMNOŚCI" |
|
Ta książka wpadła mi w rączki zupełnie przypadkowo. Wcześniej nigdzie nie spotkałem się z notką, że Masterton w ogóle napisał taką książkę. Wypożyczyłem ją "w ciemno" i z pewnym dystansem zacząłem ją czytać. Po kilku stronach studiowania tejże pozycji stwierdziłem, że z całą pewnością jest to dobra książka. Może - tradycyjnie - słów kilka o fabule. Posłużę się opisem z tyłu książki, gdyż jest napisana w bardzo prosty, dostępny dla wszystkich sposób. Zatem: "Seria brutalnych zabójstw w centrum Warszawy jest, zdaniem prowadzącej śledztwo policji, wywołana porachunkami gangów. Ofiarami okrutnego mordercy nazwanego przez prasę "Oprawcą" padają robotnicy zatrudnieni przy budowie nowoczesnego Hotelu Senackiego, a także przypadkowi mieszkańcy stolicy. Sarah Leonard nadzorująca budowę hotelu sprowadza z Chicago emerytowanego policjanta Claytona Marsha, który ma wytropić zabójcę. Jego śledztwo przynosi zaskakujące rezultaty: w kanałach ściekowych miasta czai się przerażająca istota o genezie sięgającej trzynastego wieku, przywrócona do życia w okresie Powstania Warszawskiego. Prędzej czy później musi dojść do ostatecznej rozgrywki z potworem...". No i dochodzi, ale dopiero pod koniec książki, dosłownie na ostatnich stronach. Jednak w tej krótkiej notatce streszczającej tą książkę zupełnie pominięto bardzo ważne ogniwo dla całej historii: komisarza Stefana Reja! To głównie on "popycha" tę całą akcję do przodu, napiera na ludzi i wyciąga od nich informacje a także on kończy całą historię z Oprawcą. Fabuła jest bardzo zawiła. Z początku nikt nie wie, dlaczego właśnie ci ludzie podają ofiarami mordercy. Z pozoru przypadkowi ludzie, którzy znaleźli się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Dopiero później zaczynamy odkrywać, że jednak coś ich łączyło: wszyscy albo sami uczestniczyli w Powstaniu i byli członkami Armii Krajowej albo ktoś z ich rodziny walczył za Warszawę. Gdy dochodzi do tego wszystkiego postać Okunia, esesmana, zaczynamy kojarzyć fakty i strzępy łamigłówki przeradzają się w spójną historię. Akcja toczy się Polsce. Nie wiem, jak Was, ale mnie to bardzo pozytywnie nakręciło do dalszego czytania "Dziecka...". Jest to bardzo ciekawy zabieg, zwłaszcza w książkach grozy jak i autorstwa zagranicznego pisarza. Wyszedł z tego fajowy "skecz" literacki w postaci znakomicie napisanej opowieści. Dużą rolę odrywają tu także klimat oraz uczucia. Klimat: bardzo dużo czasu poświęcamy na czytanie... akcji toczącej się w kanałach. Postacie ubabrane w odchodach, resztkach jedzenia i innym plugastwie; niespodziewane dźwięki, które okazują się być w jednej chwili popiskiwaniem szczurów, a w następnej odgłosem odrąbywania głowy. Uczucia natomiast nasilają się pod koniec książki, kiedy wszystko o Oprawcy już wiadomo. Smutek i żal ściskają nam gardło kiedy morderca znika, ale jednocześnie ulgę, gdyż nie zabije już nikogo. To trzeba przeczytać, gdyż trudno to opisać. Słówkiem podsumowania napiszę, że nie spodziewałem się tak dobrej książki. Zawarto w niej wszystko, co lubię: ciekawą fabułę, ciężki, psychodeliczny klimat, ogrom najprawdziwszych uczuć oraz brutalne sceny mordów (dosłownie zmielone zwłoki niemieckich robotników. Yeah!). Doskonała pozycja dla moli książkowych lubujących się w grozie! {I dla sadystów lubujących się w ludzkiej mielonce. Yeah! - PP} Devil, Łódź |
|