Ursula Le Guin - "Czarnoksiężnik z Archipelagu"


Mój sylwester minął w niezbyt ciekawej atmosferze. Ogólnie to było dosyć nudno, a na sam koniec zacząłem gadać z podpitą babcią (wypiła tylko dwa kieliszki cin&cin! sic!). Normalnie świetnie :). Ale nic, wziąłem się w sobie i postanowiłem napisać jakieś recenzje. Na początek wziąłem niedawno przeczytanego Czarnoksiężnika Z Archipelagu, książkę Ursuli Le Guin. Tę książkę sam sobie... wydrukowałem! Bo tak się złożyło, że miałem ją na kompie i żeby bardziej sobie wzroku nie psuć wydrukowałem ją. Jakby kogoś to interesowało to razem wyszło 113 stron, czcionka 10. Ale to tak tylko na marginesie, bo w końcu chciałem opisywać tę książkę, a nie ile ona zajmuje po wydrukowaniu, choć z drugiej strony może kogoś takie dane zainteresują. Ale mi zdanie głupie wyszło, ale to wszystko przez tą rozmowo-kłótnię z moją podpitą babcią (upiła się dwoma kieliszkami cin&cin! :)). Ale nie o tym miałem pisać, to nie jest dziennik nastolatka gadającego z podpitymi babciami, a miejsce do przekazywania poglądów o danej książce. Więc wracajmy do głównego tematu tej recenzji, a jest nim opisywanie książki Ursuli Le Guin (coś dzisiaj nie jestem zbytnio konkretny :)). Zacznę od fabuły.

A jest ona bardzo dobra, wszystko mniej więcej wygląda następująco. Jest sobie chłopiec. Pewna wiedźma, która zajmowała się wioską, w której mieszkał odkryła w nim umiejętności magiczne, więc rozpoczęła jego nauki. Chłopak uczył się bardzo dobrze. I pewnego dnia stał się, można powiedzieć, okolicznym bohaterem. Zesłał mgły, pod osłoną, których mieszkańcy owej wioski uciekli przed najazdem wroga. Następnie, by więcej nie przedłużać, powiem, że zjawia się czarodziej, który chłopcowi nadaje imię Ged. Imiona w tej książce są naprawdę bardzo ważne. Spróbuję to wyjaśnić, chodzi mniej więcej o to, że każda rzecz, nawet ta, która nie żyje ma swoje imię, jeżeli je znamy to możemy praktycznie zupełnie ingerować w tę istotę. Tak to mniej więcej wygląda. Oczywiście nie opisałem tego do końca dobrze, w praktyce jest to dużo bardziej skomplikowane i ten mój opis nie jest zbyt dobrze odzwierciedlający to jak to naprawdę wygląda, ale mimo wszystko pozostawię go taki jaki jest. (A nie mówiłem? ja naprawdę dzisiaj będę gadał bzdury, a nie konkrety, a to wszystko przez tę rozmowę z podpitą babcią :)). Ale ja znowu się oddaliłem od głównego wątku.

Historia wydaje wam się dość banalna? No cóż, w obecnej fantastyce trudno o coś naprawdę oryginalnego (wiem to, bo sam pisze opowiadania fantasy i często trudno jest znaleźć jakiś pomysł, który nie przewinął się przez żadną inną książkę z tego gatunku literackiego). A, że jest to historia dość banalna, to jednak opisana w bardzo dobry sposób, nie wiem czemu, ale przychodzi mi tutaj na myśl kultowy Władca Pierścieni. Ta książka ma coś z niego, tak mi się przynajmniej wydaje. Jest tutaj coś z tej wyniosłości, która cechuje dzieło Mistrza. Co prawda nie jest to sam WP, ale czyta się naprawdę nieźle. Zresztą autorka ma zamiłowanie do pisania praktycznie samych konkretów (nie to co ja w tej recenzji, ale jest to spowodowane podpitą... sami wiecie kim :)), np. w jednym miejscu dowiadujemy się, że czarnoksiężnik przyjdzie po Geda za rok i jeszcze w tym samym akapicie przychodzi on po niego. Czyli jak łatwo się domyślić pani Ursula Le Guin pisze tylko to, co ma jakiś wpływ na fabułę (nie to co ja :)), przez co praktycznie cały czas coś się dzieje. To mi się spodobało, nie ma żadnego zbędnego przedłużania. Podoba mi się pisanie takich samych konkretów, choć nie wytrzymałbym, gdyby wszyscy tak pisali (i nie tylko opowiadania - dlatego ja pisze jakieś bzdury o podpitych... :)) to byłoby nudno. Choć ogólnie podoba mi się to jak Ursula Le Guin napisała swoją książkę.

No dobrze, załatwiłem już trochę styl pisania i fabułę, więc trzeba się zastanowić co jeszcze napisać. Chwileczkę, w końcu myślenie boli :). Jeszcze chwilka. No nie, ciągle mi po głowie latają podpite... nieważne :). Tak więc może napiszę coś od siebie o tej książce. Dobrze, niech i tak będzie. Tak więc: książka bardzo mi się podobała, ma w sobie to "coś" co sprawia, że czytanie jej sprawia przyjemność, przez co tę książkę długo pamiętamy. A o to przecież chodzi więc wszystko wygląda w porządku. Mi się to podoba. Dlatego stawiam tak wysoką ocenę za to, a pamiętajcie, że szóstkę jest u mnie mieć bardzo trudno! Więc stawiam te 6 i koniec, niech wszyscy wiedzą, że mam dobry humor - poprawiła mi go rozmowa z podpitą babcią (powiedzcie mi, jak można się upić dwoma kieliszkami cin&cin? :)). Dobra, kończę, bo nie sądzę, że ktoś jeszcze chce słuchać o skłonnościach NIEabstynenckich moich babci (a dokładniej jednej :)).

Na sam koniec powiem, że moja babcia jeszcze nie wytrzeźwiała, i jak sądzę, nie zamierza w najbliższej przyszłości, ja też nie :P.

Dobra, podsumowanie tej kiepawej recki - Czarnoksiężnikowi daje 6/6 bo książka to dobra, a ja idę pisać kolejną recenzyjkę.

Ogólna ocena: 6/6

Pozdrawiam wszystkich czytelników i podpite babcie :) - wy też macie takie problemy jak ja? :)

Faramir
faramir_13@poczta.onet.pl