|
GRAHAM MASTERTON: "BONNIE WINTER" |
|
Recenzowana tutaj książka zawiera trzy oddzielne historie, które z pozoru nic nie łączy. Moim zdaniem, wciskanie do jednej książki trzech opowieści to nienajlepszy krok. Mimo wszystko przeczytałem, teraz przyszedł czas na przybliżenie jej szerszemu gronu i przedstawieniu obiektywnej oceny (nie ma to jak pełna powaga). A zatem: do dzieła! I. "Bonnie Winter" Bonnie to kobiecina, która ma na utrzymaniu męża (palanta) i syna (dorastającego palanta). Na dom zarabia pracując w firmie kosmetycznej oraz sprzątając domu, w których... zostali zabici ludzie. Do takiej roboty jak ścieranie ze ścian krwi, wynoszenie łóżka na którym spaliła się zakochana para wymaga mocnych nerwów i "jaj". Bonnie sobie z tym wszystkim radzi, przynajmniej na razie... Nadchodzi zlecenie wypucowania kolejnego domu. Bonnie znajduje w nim dziwne stworzonka. Pojawiają się także w kilku następnych miejscach morderstw. Okazuje się, że to larwy motyla spotykanego tylko i wyłącznie w dwóch miejscach na świecie. Według legendy w taki motyl zamienia się Itzpapalotl - bogini-demon. "Wsławiła" ona się tym, że namawia ludzi aby zabijali swoich najbliższych. Jest źle, bo Bonnie może stać się kolejnym pionkiem w grze Itzpapalotl... Ciekawa historia, nie powiem, bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Tylko tutaj jest zgrzyt: Bonnie do superlasek nie należy, a każdy na nią leci - K. Lenox, producenci seriali, szef firmy z Pasadeny, jej własny szef. Trochę to mierzi. Ale te drobne niedociągnięcia rekompensuje nam znakomicie napisany koniec opowieści, który bardzo, ale to bardzo zaskakuje. Ocena: 7+ II. "Bazgroły" Peter czeka na metro. Nagle zauważa jakiś napis. Zastanawia się, czy to naprawdę do niego kierowane jest zdanie. Następny napis widzi w metrze, potem jeszcze kilka razy. Dziwne... Główny bohater podejrzewa, że jego narzeczona go zdradza - chodzi rozkojarzona, wykazuje mniejsze zainteresowanie Peterem niż kiedyś, często gdzieś wychodzi. Peter popada w paranoję, że ona go już nie chce, że go odrzuca. W dodatku wciąż widuje znaki, które podsycają jego nienawiść do niej. Pewnego dnia postanawia - zabije ją. Tak też robi, a niedługo potem sam ginie. Jak traci życie i kto mu je odbiera? Ha, przeczytaj sam, bo to naprawdę "nierealna" sprawa! Ta opowiastka jest bardzo fajna i wydaje mi się, że minimalnie lepsza od poprzedniej (niestety, jest krótsza). Do końca nie wiemy, kto kleci tytułowe bazgroły, które tak działają na Petera. Kiedy już się dowiadujemy, myślimy sobie: "Ja pier**lę, niemożliwe...". Kozacka historia, Panie i Panowie, mimo że tylko na końcu jest krew i trup (w sumie to dwa; trochę wcześniej schodzi z tego świata Gemma, dziewczyna Petera). Ocena: 8 III. "Szamański kompas" Paul stracił wszystko: pieniądze, dom, firmę. Teraz wraca do rodziców. Przed wyjazdem jednak otrzymuje od jakiejś kobitki kompas (amulet), który ponoć spełnia wszystkie prośby właściciela. Paul już znajduje się w rodzinnym domu. Rodzice są uradowani powrotem syna, postanawiają urządzić z tego powodu święto w ekskluzywnej restauracji. Paul, przygnębiony i kompletnie rozbity, nic nie mówi o bankructwie. Wkrótce wszystko wychodzi na jaw, a także następuje szereg tragicznych zdarzeń. Na zakończenie Masterton zaserwował nam kolejną ciekawą historię z wieloma wątkami, którymi wyraźnie różni się od innych pisarzy (flaki, oderwane kończyny i seks - tak napisał Phnom Penh). Jednak czegoś tu brakuje, takiego elementu, który by mnie urzekł. Niemniej jednak jest to dobra opowieść. Ocena: 7 Cała książka jest bardzo dobrze opracowana - znakomicie wkomponowane sceny mordów, różne niewyjaśnione i z początku dziwne jazdy oraz wciśnięty NIE na siłę czarny humor (przedstawiony chociażby w ostatnim akapicie "Bazgrół"). Nadal nie wiecie co łączy wszystkie historie? No przecież to oczywiste - zabójcy mordują osoby przez siebie ukochane. Bonnie swojego męża i syna, Peter - narzeczoną, a Paul (nieumyślnie, ale jednak) swoich rodziców. Ja nie wiem skąd Masterton czerpie pomysły na historie swych książek, ale zawsze wychodzi z tego coś kontrowersyjnego i ciekawego. Zatem ta książka jest warta przeczytania, ale kupna chyba nie. Wypożyczyć z biblioteki, przeczytać i zapomnieć - "Bonnie Winter" to książka z tej właśnie "serii". Devil, Łódź |
|