wieczny łowca

Jakiś czas temu zorientowałem się, że nie potrafię już tak się cieszyć horrorami jak dwa, trzy lata temu... Zastanawiałem się co jest tego przyczyną... Może już mnie to nie bawi, może się starzeję, a może dlatego, że ostatni horror jaki oglądałem to Blade - wieczny łowca...?

Dyskoteka. Niezła imprezka. Facet tańczy, bawi się w rytm muzyki wyłaniającej się klubowych głośników. Dookoła pełno kobiet, żyć nie umierać można pomyśleć - ale niestety, zawsze musi być jakiś haczyk. No i proszę bardzo - wszyscy poza tym biednym gościem okazują się być wampirami. Wszędzie krew i unosząca się w powietrzu śmierć spowodowana podwójnym ukłuciem w szyję... Ale jeszcze nie wszystko stracone - pojawia się On. Nieustraszony Blade - tzw. biały wampir (choć tak na marginesie jest murzynem) - czy wampir posiadający ludzkie cechy przydatne wampirom, np. nie musi się smarować kremem do ia zanim wyjdzie na słońce. Gdy matka Blade'a nosiła go w brzuchu, została ugryziona przez okrutnego i bezwzględnego wampira. Gdy już się urodził, odnaleziony został przez łowcę wampirów - człowieka i założyli całkiem już nieźle prosperującą spółkę do spraw walki z wampirami. Ale powracając do dyskoteki - wspomniany przeze mnie krwiopijca z duszą ludzką w iście bondowsko-batmanowo-barbiowy sposób załatwia tych złych. Klaki pryskają, kręgośłupy strzelają. Na koniec pogromca spotyka swego odwiecznego wroga i jako, że poprzednie poćwiartowanie nie przyniosło skutku, postanawia go podpalić. Zgroza. Poza tym policja i tak wszystko psuje gaśnicą.

Scena nr 2. Pan i pani doktor, sekcja zwłok wyżej wymienionego Odwiecznego Wroga. Ciało ma doszczętnie spalone. Nie przeszkadza mu to jedna wstać (gdy doktorek tnie mu klatkę piersiową) i ukąsić w szyję jego i koleżankę. Nie będę mówił co dzieje się pod koniec sceny, bo pewnie się domyślacie. Blade, kobieta uratowana i takie tam.

Jeśli chodzi o streszczanie scen to tu zakończę. Dalej jest podobnie jak w Batmanie, Supermanie, Power Rangers i Klanie. Czyli prosta acz pogmatwana fabuła, prowadząca do zaskakującego acz oczywistego finału, z małym bonusikiem, czyli znakiem, że pojawi się kolejna część...

Właściwie zamieściłem ten tekst w Gadaniu, bo chcę Was skłonić do jakiejś polemiki. Potwierdźcie moje słowa, lub zaprzeczcie im. Chciałbym wiedzieć, jako miłośnicy horroru odczuwacie czasem niechęć do swego ulubionego gatunku? Właściwie w pewnym sensie horror powinno się chyba zaliczyć do komedii. Bo dobry to taki który straszy (a takich jest niewiele albo nieudane) albo śmieszy aż do łez.

[scream]