|
Dziś w Filmie znów autorem tekstów jest military. Dzięki temu bardzo ostatnio pomaga mi w tworzeniu kącika. Chwała mu za to!
resident evil
Niedawno miałem okazję obejrzeć najnowszy film (z gatunku horror - ma się rozumieć) w reżyserii pana Paula Andersona. Mowa oczywiście o "Resident Evil", adaptacji znanej i lubianej gierki z PSX'a. Dlatego też piszę to, co piszę - a nie jest to recenzja Rezydenta. Cóż, może poniekąd... Ale, ale - nie wypada nawet o filmie słowem nie wspomnieć, jako że on jest częściowo odpowiedzialny za te wypociny. Co więc mamy? Piękną Millę Jovovich, mniej piękną Michelle Rodriguez, paru szkaradnych komandosów i ładniejsze od nich zombie. Fabuła jest nawet, nawet... ale tylko dlatego, że nawiązuje do gry. Chodzi mianowicie o to, że w pewnym laboratorium, tajnym zresztą, na wolność ucieka pewien wirus, który zamienia pewnych ludzi w żywe truposze. Do zbadania sytuacji wysyła się paru żołnierzy bla bla bla. W każdym razie są trupy i jatka. Tyle fabuły. Teraz szczegóły techniczne. Wpierw efekty specjalne, które nie olśniewają, ale to dobrze, bo gdy widzę kolejny w całości wygenerowany komputerowo film, to mi się chce haftować, bynajmniej nie szydełkiem! A tutaj - niemal bardzo dobrze - większość czasu głowny potworek jest mało widoczny (i cenię to, a denerwuje mnie pokazywanie stworów w całości i w świetle - zero elementu tajemniczości). Jeśli chodzi o zombie, to charakteryzatorzy nie postarali się. Spójrzcie tylko na grę - odpowiednio obdarci, zgnili itp., a tu - lekko przypudrowani aktorzy, na tyle, żeby wyglądali na śmiertelnie bladych. Dość powiedzieć, że taki Jack Nicholson jest bardziej demoniczny bez żadnej charakteryzacji... Następna sprawka - muzyka. Autorstwa Marilyna Mansona, na dodatek! I co z nią? Najpierw plusy: pierwsza scena, kiedy kamera zbliża się do naukowca grzebiącego w probówkach - muzyka jest wtedy genialna! Tajemnicza, niepokojąca - idealna! Ale później - żałosna, jakieś denne techno, które pasowało by może do "Matrixa", ale nie do horroru! Tutaj wstawiłbym orkiestrę zamiast syntezatorów, ale może to tylko moje odczucie... I ogólna ocena, nota końcowa. W skali 1/10 dałbym 4, może 5. Ale to i tak wyłącznie ze względu na powiązania z grą i zawarte w nich smaczki (np. wiemy, skąd wziął się Nemesis). Ale przecież nie o reckę Residenta mi chodziło, zatem przejdźmy do sedna... Pzypominam, że powyższy film reżyserował Paul Anderson. Ma on na koncie również taki hit jak "Mortal Kombat". Imponujący dorobek, nieprawdaż? A wiecie, drodzy państwo, że ten niewydarzony filmowiec ma zamiar nakręcić "Aliens vs. Predator"? Boże, patrzysz i nie grzmisz?!?!? Ja rozumiem, gościu lubi robić filmy z gier, to niech sobie robi, ale niech nie tyka nawet takiej świętości jak Alien!!! Pal licho jeszcze reżyserię, jak się dobierze dobrych aktorów, to jakoś może pójść, ale Pawełek chce jeszcze napisać scenariusz! To już za wiele... Już widzę te komputerowo zrobione hordy obcych, do których z laserów naparzają Predatorzy, a to wszystko zrobione w zwolnionym tempie, z wirującą kamerą i w rytm ostrego techno... Reakcja może być jedna: NIEEEEEEE!!! Dla mnie jedynym akceptowalnym pomysłem na JAKIKOLWIEK kolejny film o Obcych może być taki: reżyser - Ridley Scott, scenarzysta - James Cameron we współpracy z H.R.Gigerem, muzyka - Alan Silvestri, efekty - R/Greenberg + konsultacja z Gigerem. Ale wiem, że Anderson zrobi po swojemu, bez względu na fanów... Pewnie jeszcze muzykę napisze Korn... Ludzie, teraz apel do Was - może by tak zasypać Foxa jakimiś petycjami o zmianę reżysera, a przynajmniej scenarzysty? Nie wiem jak wy, ale ja Aliena uwielbiam i nie chcę tylko patrzeć jak nędza nędzą poganiana przejmuje najlepszą licencję świata. Jedyne pocieszenie w tym, że scenariusz Anderson oprze o grę AvP2, więc jeśli będzie się trzymał wiernie pierwowzoru, to ten jeden element będzie dopracowany.
darkman
Z cyklu: kultowe filmy Sama Raimi - dziś prezentuję publiczności obraz zatytułowany "Darkman".
Gwoli przypomnienia: Raimi stworzył takie dzieła jak "Evil Dead", "Szybcy i martwi", "Spiderman", "Herkules" i jeszcze parę innych kasowych przebojów. Jego film, zatytułowany po prostu "Darkman", zawiera wszystkie składniki niepowtarzalnego stylu, jakim reżyser się charakteryzuje. Ale po kolei... Darkman to naukowiec, który pracował nad projektem sztucznej skóry, która mogłaby być używana do przeszczepów. Szczytny cel, zaiste, lecz jajogłowy podpadł gangsterowi, którego hobby to kolekcjonowanie... palców. Jasne jest więc, że będą wybuchy i zamachy, wskutek których profesorek zostanie poparzony i będzie się musiał ukrywać. Na dodatek mszcząc się wykorzysta maski, aby udając różnych ludzi zbliżyć się do wroga. Żeby było ciekawiej, sztuczna skóra rozpuszcza się po 99 minutach, więc heros musi się spieszyć. Być może nie wygląda to na horror. Być może nim nie jest. Ale w wypożyczalni leży na półce z horrorami, więc skoro sami fachowcy go tam postawili, to recka trafi właśnie do "Wrzasku". Film, jak można wywnioskować, jest efektowny. Wizualnie nie jest wprawdzie majstersztykiem, ale jest sporo scen, w których czuć, kto go nakręcił. Przeróżne wybuchy, kilka bijatyk i pościgi są zrealizowane na poziomie - i to wysokim. Muzyka też dobra. Aktorzy pasują do otoczenia, czyli są zwyczajnie dobrzy. Liam Neeson, dżedaj z epizodu pierwszego, znacznie lepiej sprawdza się w roli Darkmana, a Larry Drake, czyli doktor Chichot (widział to ktoś? Klasa sama w sobie!) prezentuje się tak, jakby urodził się mafiozem. Nie wiem, czy powoduje to oprawa, czy też aktorstwo, czy może scenariusz, ale ten film ma w sobie coś. Specyficzna otoczka, którą uzyskał reżyser, mroczny klimat i fascynujący bohater - to składniki "Człowieka ciemności". Widać też inspirację "Upiorem w operze", właściwie film można nazwać jego zaktualizowaną wersją. Jednak Raimi umieścił w swym obrazie wystarczająco dużo własnych pomysłów, aby podczas seansu nie zakrzykiwać wciąż "to już było gdzieś indziej", jak to ma miejsce w przypadku wielu nowych filmów. Jak widać, jeszcze 10 - 15 lat temu potrafiono robić dobre, w miarę oryginalne filmy. Czemu więc dzisiaj na horyzoncie nie ma jednego porządnego horroru, a jesteśmy zalewani gniotami w stylu "Dom na przeklętym wzgórzu" (to to jest już horror dosłownie)? A "Darkmana" polecam gorąco.
[military]
|
|