Recenzje
Fifa 2003
Mafia
Mafia
Skoki Narciarskie 2003
Baldur's Gate 2: Shadows of Amn
Medal of Honor


=-=-= MEDAL OF HONOR: ALLIED ASSAULT =-=-=

Pierwsze skojarzenia odnośnie tej gry wiążą się z wspaniałym levelem w Normandii. Otóż to. Gra osadzona w realiach II wojny światowej zmiotła wręcz inne pozycje ówcześnie panujące na rynku a sama zyskała sobie mnóstwo zwolenników. Zadaniem gracza jest wygrać wojnę dowodząc Mikie'm Powellem, jednym z żołnierzy amerykańskich. Można oczywiście powiedzieć, że za grosz oryginalności i trzeba się z tym zgodzić, ale mnóstwo gier bazowało na takiej właśnie fabule. Choćby ukochany przez wielu Return The Castle Wolfenstein, tudzież wspaniała postać Blazkowicza. (mam do niego taki mod, że na ścianach wiszą zdjęcia nagich pań :>) Na MoH czekano długo i nikt tego nie ukrywał. Miała dosłownie zmiażdżyć grywalnością, realizmem, wreszcie grafiką i efektami dźwiękowymi. W zapowiedziach wyglądała na grę idealną, pozbawioną wad, a wszelkie doniesienia, bajery, możliwości gry wychwalane były ponad niebiosa. Wyraźnie widać, że postawiono tutaj na tryb single player, czyli dla jednego gracza, wprawiając mnóstwo osób kochających grać przez sieć w niemały szok. Oczywiście multiplayer jest, jednakże śmiem twierdzić o niedopracowaniu tegoż. Niemniej gracz nie posiadający dostępu do wirtualnej przestrzeni dostał tego, czego oczekiwał: wspaniałą grę opartą na trybie single, a których to gier wiele znowu tak nie było, zwłaszcza tak grywalnych a zarazem dopieszczonych ku każdemu elementowi.

Instalacja. Masz do wyboru kilka opcji, przygotuj się jednak na co najmniej osiemset megabajtów wolnej przestrzeni dyskowej. Aż sam dziwiłem się, że gra "zżera" tyle miejsca na dysku powodując zapewne u wielu osób - mających dyski pokroju 4GB - dziwny stan nerwowości - przyznam, że nawet szoku. Nie powiem, lekko rzeczywiście pojemność wprawiła mnie w osłupienie, nie mogłem jednak sobie nie odmówić i zaznaczyłem haczyk przy opcji Maksymalna Instalacja, która zajmuje koło 1,2 GB. Na mój dysk to i tak całkiem sporo. :> Przebiega bez znaczących problemów, trwa jednak dosyć długo, co jest na dłuższą metę uciążliwe i męczące. W międzyczasie obejrzałem sobie instrukcję, sprawdziłem wymagania sprzętowe...

A te, mimo iż gra wygląda wspaniale a w dzisiejszym okresie mnóstwo twórców gier nie optymalizuje kodu gry nazbyt dobrze mówiąc przy okazji do graczy: radźcie sobie sami frajerzy, wymagania nie są wygórowane i teoretycznie nawet słabszy sprzęt (dzisiaj raczej ten, kto kupuje kompa, nie ma słabej konfiguracji) udźwignie ciężar tej gry, co można bez wątpienia zapisać na plus autorom. Jest jednak taka mała w sumie rzecz. Grając w MoH w rozdzielczości 800x600 przy 32bitowej palecie kolorów, gra klatkowała u mnie niemiłosiernie, często się wieszając bez żadnego zasadniczo powodu. Ach, co to za frajda, jaki jeden krok robisz pół minuty. :> Już powinno to świadczyć o moim - nadającym się tylko do muzeum - kompie. Początkowo załamywałem ręce kombinując i majstrując przy opcjach, to zmniejszając jakieś tam detale, jednakże gra dalej uparcie skakała. Sam zacząłem się śmiać z tego obrotu sprawy i ostatecznie ustawiłem rozdzielczość na 1024x768 przy okazji ironicznie mówiąc: ciekawe, ile teraz trwać będzie jeden krok? Dwie minuty? :> Tu właśnie wszystko przesżło moja najśmielsze oczekiwania. Zero klatek, zero zacięć, wszystko płynne i idealna, a grafika niczego sobie - piękna. Kombinujcie, a wyciśniecie z niej wiele.

Uruchamiam. Intro. Niejeden się nim zachwycał, wielu jeszcze będzie i nadal to robi. W zapowiedziach CDA już sam redaktor naczelny rozpływał się nad nim, mimo tego, iż nie za bardzo lubi FPP. I ja mogę rzec to samo, że to w żadnym stopniu nie jest widoczne, czy wykonywały to komputery, czy cały ten bajzel dzieje się naprawdę. Typowy laik komputerowy widząc te wspaniałe intro, powiedziałby z pewnością, że to nie mogło być stworzone za pomocą blaszaka. Geniusz ten przerasta wszystkie bariery i oczekiwania. Mamy bowiem scenę lądowania na Normandię. Wyjęte żywcem z "Ryana Szeregowca", tyle że duuużo lepsze, bardziej realistyczne. Pierwsze słowa, jakie przychodzą na usta po obejrzeniu tegoż i wcześniejszym zachwycaniu się przez kilka minut, tudzież oślinieniem się w związku z otwartą buzią spowodowaną wrażeniem i zachwytem, są: genialne, maestria, o żesz k*** jego :> itp. Niemniej trzeba sobie śmiało powiedzieć, że nie są one zdrowo przesadzone, a nawet uargumentowane, wypowiedziane przy zdrowym rozsądku. Nigdy, przynajmniej dla mnie, nie stworzono lepszego i realistyczniejszego intra w dziejach technologii komputerowej i absolutnie żadne nie może się równać z tymże przeze mnie opisanym. Aby w pełni odczuć cały KLIMAT, esencję, możliwości intra, najlepiej mieć kilka - co najmniej 100watowych - głośników. Cała sfera dźwiękowa to istne mistrzostwo, odwzorowanie strzelania karabinów, suzmu wody, wreszcie odgłosy konających przyjaciół, którzy przed momentem dostali kulkę od pełnego nienawiści Niemca. Nawet oglądanie "Szeregowca Ryana" na DVD nie daje takich efektów i nie zachwyca w takim stopniu, jak genialne intro panów z EA. Chwała!

Menu główne dopasowano wręcz bosko, wyraźnie czuć klimat i samą ideę gry, czyli działanie na froncie wojennym. Aby uzyskać jakąś opcję, kliknąc musim przykładowo na karabin maszynowy, maszynę przypominającą Enigmę, czy wreszcie notatki przypominające opis i schemat akcji na froncie. Z całą odpowiedzialnością mówię, że takie coś jak najbardziej mi się podoba i przyjmuję to do swego serca. :> Pzygrywająca muzyczka w tle budzi poczucie trwogi, niepewności, zbliżającej się bitwy... Ładne, czytelne, oryginalne - cóż więcej powiedzieć?

Opcje. Zaczynam zawsze od tego. Cczy programiści uraczyli nas jakimiś nowymi, całkiem dotąd niespotykanymi? Raczej nie. Ustawiłem sobie rozdzielczość, możliwość wybrania odpowiednich detali jest co najmniej duża, warto więc pokombinować w celu uzyskania fajniejszego efektu. Dźwięk tak jak zawsze w moim przypadku, ustawiłem całkowicie na 100 procent przy okazji następnie nie szczędząc sąsiadów. :> Właściwie to mnogość opcji pozwala nam ustawić parametry zgodnei z własnym upodobaniem, od najmniejszych szczegółów począwszy, po całkiem mocno odzdziaływujące na grę. Prawdziwy taktyk się tutaj nie zawiedzie. ;> Definiujemy swoje ustawienia klawiszy przyporządkowując wszystko jak sobie zażyczyliśmy. Wychodząc z tychże, możemy kliknąć na odpowiedni element dowiadując się, kto jest odpowiedzialny za stworzenie gry. Możecie później sobie pożywać na twórcach, jeśli się wam coś nie podoba, wysłać list do siedziby EA wytykając wszystkie wady MoH, choć wątpię, aby ktokolwiek was wysłuchał. :> Nie trać jednak nadziei. :>

Uruchamiam grę. Dość długo za pierwszym razem, już myślałem, że ten komp znowu płata mi figle, ale przestraszył się mojego obecnego stanu, którego nie będę przytaczał, żeby nie demoralizować młodzieży. Mamy wprowadzenie w postaci filmiku, równie niezłego graficznie, dźwiękowo i wizualnie. Następnie ukazuje się plansza, która informuje nas, co mamy wykonać podczas danej misji, ewentualnie zabrać jakieś niezbędne przedmioty, zapamiętać poszczególne zdjęcia. Wszystko naprawdę się podoba. Rozłożone na stole dokumenty, przeróżne mapy, zdjęcia najważniejszych dowódców wroga. Panowie z EA chyba brali udział w wojnie albo przez jakiś czas współdziałali z weteranami, którzy objaśnili całą otoczkę, jak to się odbywa i na jakich zasadach. Ciekawe tylko, ile sobie panowie zażyczyli szmalu. ;> Wprowadzenia do misji są według mnie udane, nie przebajerowane, a ładnie wykonane, czasem pewne materiały, jak fotki - nieschludnie i zdaje się szybko, powycinane. (co jest w tym wypadku plusem) To wszystko naprawdę cieszy oko, tym bardziej takiego debila jak ja. :> (tą opinię pewnie Caleb podziela ;>) Klask, Klask, Klask! Nie pojechali na mojej ambicji i nie stworzyli kolejnego szmatławca, a coś warte zapamiętania. Wiwat wprowadzenia!

Nareszcie uruchamia się sama rozgrywka, widok FPP jak już mówiłem, co rozwiązaniem jest dobrym, a tym którym nie pasuje, mogą sobie bez problemu wpisać kod na TPP (widok zza pleców) w konsoli po wcześniejszej edycji linii komend. Nie będę tłumaczył co to jest, sami sobie znajdźcie i się dowiedzcie. :> A więc na pierwszy rzut oka wszystko mi się podoba. Od razu w tle cicho (ale w miarę czasu coraz głośniej) brzmi muzyka, tak samo fajna i stylowa, jak w intrze czy menu. Co to za uczucie, jak nareszcie możesz grać i grać, i grać... To ta gra, na którą czekałeś, a teraz zbierasz owoce pracy programistów, oceniasz i analizujesz, zachwycasz. Takich gier jak MoH było niewiele, gdzie czekano na nią z wielką niecierpliwością. Heroes IV, RTCW, Max Payne... A jednak kilka ich jest. :> Ale nic, przejdźmy do najważniejszych i najistotniejszych elementów samej gry.

Grafika. EA słynie z tego, że wszelkie elementy graficzne są wykonane dokładnie, estetycznie. Dominacja na tym polu tej firmy jest raczej niepodważalna, chociaż kilka innych również potrafi przycudować. Ale MoH to bajka nie z tej ziemi. Spodziewałem się tego. Pięknie odwzorowany teren, nareszcie to wygląda tak jak powinno, bardzo kolorowe, ale nie przesadzone. Sama ziemia to ziemia w dosłownym tego słowa znaczeniu, nie jakaś mączka, gdzie nie można rozróżnić, co to do cholery jest. Nie jakiś tam zbitek pikseli, ale naprawdę profesjonalnie wykonane i masz wrażenie, że stąpasz po podłożu, a nie nie modelowo po nie wiadomo czym. Każdy najmniejszy szczegół cieszy oko, drzewa, mury, broń... Przemierzając przez kolejne misje uświadczysz coraz większej gamy kolorów i innej grafy. Stąpając po zimnej Norwegii, gdzie zaległ śnieg, twoje stopy zostawiają ślad, gdy strzelasz do Niemca wyraźnie widać rozpryskującą się krew***. Przechodząc koło jakiegoś domu można zauważyć palące się światło (i to nie jest żadna jedna tekstura, a ładnie wyglądająca zmiana kolorów na oknie itp.) Podczas misji w Normandii, gdzie wielu sra w majty z przerażenia, wodę i całą jej otoczkę odwzorowano znakomicie. Płynące fale, dalej piasek - kruchy, drobniutki. Stojąc już w górze bunkru możesz zobaczyć, jak to fenomenalnie wygląda. Graficy postarali się najzwyczajniej i gdyby każdemu się tak chciało, byłoby ogólnie pięknie i wspaniale. :> Są oczywiście niedoróbki w pewnych miejscach, ale wszystkiego nie można wytykać (w ostateczności później o tym napiszę.) Nowalijka: numery seryjne bronii!!! Po prostu tutaj przeszli samych siebie. Ktoś kiedyś powiedział: niedługo będziemy widzieć, jak na broni wygenerowane będzie "Your fuckin son of a bitch". Oj, co prawda, to prawda...

Dźwięk. Już wprowadzenia mogły wywołać w nas falę optymizmu na dalszą rozgrywkę. A ja muszę powiedzieć, że efekty muzyczne również są niezłe i wcale nie przeszkadzają, a mile dogrywają w tle, czasem jednak przerażając. Była taka jedna misja, gdzie dźwięk po prostu sprawiał, iż bałem się. Bałem się pójść dalej, poruszyć, wejść do jakiegoś pomieszczenia. Po prostu tworzy on satysfakcjonujący klimat i nie wyobrażam sobie grać bez dźwięku. Sąsiedzi nie raz pukali pewnie do drzwi prosząc o ściszenie, ale ja tam ich nie słyszałem. :> Ciekawie odwzorowano wystrzały z broni, wyjękiwania przeciwnika dostającego kulkę, same okrzyki SS czy nawoływanie o pomoc z typowym akcentem niemieckim (który przy okazji naprawdę fajnie brzmi) - to zapiera dech w piersiach. Dalej pamięta się niektóre okrzyki... Alarm, ach - co za mistrzowski realizm dźwiękowy. Nieźle to brzmi. Kiedy chcesz uciec a masz mało dróg ucieczki, do tego bardzo mało czasu, z tyłu za tobą biegnie kilkudziesięciu Niemców gotowych cię w każdej chwili złapać w swoje ręce i rozstrzelać tak, abyś cierpiał - dudni ci w uszach ten alarm i nie pozwala o sobie zapomnieć, staje się coraz głośniejszy, zdecydowanie przeszkadza w ucieczce. Szlag mnie trafiał podczas działania tegoż, ale nie miałem wyboru. Niemniej dalej pamiętam ten dźwięk. Sfera muzyczna to majsterszyk, a kolejnym dowodem jest choćby czołg, jego wystrzały, poruszanie się, a gdy uda ci się go troszkę unieszkodliwić, wybuchy brzmią naprawdę fajnie. W ogóle te podobają mi się, znacznie głośniejsze niż normalne dźwięki, ciągnące za sobą echo przez kilkanaście sekund. Rozwalając jakiś budynek możesz czuć się niczym Duke czy James Bond, satysfakcję masz gwarantowaną.

Wróg. Dosyć dużo zróżnicowanie, chociaż nie aż tak, żeby mnie zadowolić. Mamy więc zwykłych szeregowców, wysokiej rangą oficerów, nawet samych generałów. Każdy z nich ma sobie tylko spotykany sposób ubioru, charakterystyczny jednak i wykonany na wzór hitlerowskich oddziałów SS i SA. Al przeciwnika jest fenomenalne i na najwyższym poziomie trudności zabicie większej skupiającej się grupki Niemców, jest raczej niemożnością. Troszku przegięli z poziomem trudności. Zachowanie wroga często może przyprawić cię o palpitację serca, ale w pozytywnym znaczeniu. Kiedy widzi, że został sam, biegnie po brygadę lub alarmuje kolegów inną drogą, a po chwili napadają na Ciebie jeszcze bardziej zaciekle i z większą determinacją. Nigdy nie znosiłem i nie znoszę snajperów. Ci są praktycznie nieomylni i nie licz na to, że ich kulka cię nie dosięgnie. Dwie kulki - leżysz, a nawet nie wiesz, w którym miejscu są umiejscowieni. Nie cierpię również twz. kamikaze, którzy bez opamiętania pędzą na ciebie, nie patrząc się na swojego kolegę, który leży tuż przed nim (brak serca :>), a jego głównym celem jesteś ty i nie spocznie, póki go nie zrealizuje. Mając misję polegającą na obronie domu, przecierałem oczy ze zdumienia, jak przeciwnik doskonale umie się zorganizować. Przed wypadem na mnie, zbierają się w gronie, po czym rozprzestrzeniają w kilka stron i nawet nie wiesz, do którego strzelać. Są bardzo wybiegani, musisz naprawdę troszkę się natrudzić, aby w niego trafić, a do biegu są oni skorzy i zapieprzają jak Strusie Pędziwiatry. :> Nie widząc szans na zwycięstwo próbują uciekać, nie strzelając już, a mknąc ile sił pani Bozia dała, nawet się nie odwracając. Co za tchórze, szmatławce jedne. Kocham dobijać każdego przeciwnika i z nienawiścią ze skierowanym na niego karabinem BAR500, tudzież srogą miną i ogólną niepoczytalnością w danej chwili, mówić do Niemca: to za moich dziadków frajerze. Giń w imię Polski! Po prostu naprawdę widok uciekającego Niemca (w grze!) powoduje u mnie nagłe uczucie rzucenia wszystkiego na łeb na szyję (tylko nie karabinu) i rozćwiartowanie go na kilka części. Uraza pozostanie... Skomplikowane, ale wysokie Al przyczynia się moim zdaniem, do grywalności i nie ma tutaj mowy o skończeniu gry w dwa dni, a trzeba się pomęczyć rzeczywiście, aby SS skapitulowało i padło ci na kolana błagając o litość. :> Niemniej czasem wroga jest nazbyt dużo i wtedy dopiero role się odwracają. Giń w imię Hitlera, szmatławcu! :>>>> Chce takiego Al w każdej grze! Najśmieszniejszym faktem jest jednak pojawienie się w grze psów, które - o dziwo! - wcale takie bezczynne nie są, a i nieźle mogą cię poturbować. Nic bardziej poniżającego, jak zabije cię pies. ;> Nie raz i nie dwa dostawałem ataku szału, kiedy widziałem, że tracę zdrowię, a za żadne skarby nie wiedziałem, co jest tego przyczyną. A tu odwracam się, a profanuje ciebie zwierzę. A masz dwa szybkie. :> I już leżał...

Bronie. Mamy do dyspozycji kilkanaście pukawek o szerokim zastosowaniu i przystosowaniu do odpowiednich misji i warunków. Znajdą się więc przeróżne snajperki ładowane na 20 naboi, szybkostrzelne karabiny maszynowe (kilka typów), zwykłe pistolety Beretta (lub jakoś podobnie), same bazooki lub Panzerschreki o wielki zasięgu i niebotycznych konsekwencjach, na dodatek programiści dorzucili coś w rodzaju koktajlu mołotowa oraz najzwyklejsze granaty. Pewnego razu będąc pewien, iż kiedy rzucę granat w kierunku Niemca, ten niechybnie zginie, jednak nic z tych rzeczy! Kopnął fragles jeden w moim kierunku i niestety lekko mnie rozerwało i pojawił się przykry napis "Mission Failed". Cwaniak. :> Osobiście najbardziej lubię szybkostrzelne bronie o niezbyt częstym przeładowaniu. Najczęściej korzystałem z BAR500, dla mnie idealnego karabinu siejącego postrach u wroga. Wyglądałem jak Sauron ze swym pierścieniem. :> Posługiwanie się samą bronią nie należy do łatwych rzeczy. Podczas biegu strzelanie jest trudne i trafienie w jakikolwiek cel może przysporzyć ból głowy. SS posiadało również niezłe pukawki przeładowywane co 30 naboi. Ta jednak, kiedy chciałeś ruszyć do boju i pokieszerować resztę na kwaśne jabłko, dziwnie miotała się podczas wystrzelenia naboju na różne strony i uniemożliwiała sięgnięcie celu. Sama estetyka i wizualność tychże jak najbardziej jest w porządku i bardzo mi się podoba. Po strzale automatycznie z końca wylatuje dym, co dodaje tylko realności rozgrywki. Nic nie sprawia jednak takiej przyjemności, jak posługiwanie Bazooką i strzelanie do czołgów lub w grupkę Niemców osiadłych w jakiś punktach kontrolnych. Co za efekt! Co prawda trzymając tę broń, jednocześnie wolniej biegniesz, ale nikt chyba nie biegnie przez miasto z taką pukawą na wierzchu? :> To chyba tylko odosobnione przypadki nie godne moich zdań. :> Najgorsze w tym wszystkim jest to, że kiedy przychodzi odpowiednia misja, nie masz tej broni co potrzebujesz i musisz walczyć, tym co ci dali. Niejednokrotnie wręcz sugerowaną bronią nie dało się przejść levelu, a jeśli już, to po kilku(nastu) reloadach...

Misje. Różnorodne - to na pewno, ale niektóre niegrywalne pod każdym względem, mimo całego uroku gry. Są oczywiście wspaniałe, ale niestety z ciężkim sercem muszę rzec, że niektóre to dno. Niemniej zróżnicowanie jest przeogromne. W jednej musisz wykraść jakieś tajne dokumenty strony przeciwnej, przeprowadzić więźnia bezpiecznie przez linię frontu, powiadomić lotnictwo, innym zaś razem zamontować ładunki wybuchowe, zniszczyć jakiś wskazany cel, obronić się przed inwazją wroga. Nikt z graczy nie zapomni raczej misji w Normandii, o której wspominam już tutaj po raz kolejny. Ona przeszła do historii. Bałem się, uczestnicząc w niej. Kolejne metry przebywałem bardzo powoli w trosce o swego żołnierza, a widok spadających na mnie kul wręcz obrzydzał. Ale nie da się odmówić perfekcyjności wykonania. Podczas tej misji czujesz, co to jest wojna, napięcie, troska o własne życie, teraz będące w niebezpieczeństwie. W części pokazano oblicze bitew, całą otoczkę - okrutną, szarą, krwawą... Jest jeszcze kilka godnych zapamiętania, choćby zdobycie kościoła przebywając przez cmentarz. To zapada głęboko w pamięć, kiedy z kilku dział bombardują cię SS, a ty musisz przemykać szybko osłaniając się krzyżami. Likwidacja U-boota czy wreszcie końcowa misja zniszczenia dumy rywali zza miedzy... Wyjątkowo jednak do gustu nie przypadła mi część ze snajperami w mieście. Tam nie da się przejść uczciwie bez kodów. ;> Człowieka mógł ogarnąć szał, kiedy strzela do ciebie nawet dwóch, a nie wiesz skąd i możesz pobawić się w zgadywankę. Paskudna misja, omijać z daleka, największy szmatławiec gry, moim zdaniem.

Klimat. Nie sposób odmówić jej tegoż. Napiszę tak jak to zrobił Michał Łukasiewicz: "Klimat to jeden z najważniejszych elementów składających sięna finalny sukces gry. Tytuły tegoż pozbawione skazane są na bytowanie w cieniu wielkich, nawet nie tyle co konkurentów, co niedoścignionych wzorów." I MoH tenże posiada bez dwóch zdań. Uczucia, jakie doświadczasz podczas tej gry, są zapamiętywane przez długi czas, a co najważniejsze - nie są sztuczne. Boisz się, trwoga cię ogarnia, kiedy przeżywasz kłopoty, kiedy jednak wygrywasz, radość serce oplata a sam pełen jesteś optymizmu, zdwojonego tym razem. Gry pozbawione klimatu są nijakie i tego zdania się trzymam. Przechodzą bez echa, w zapomnienie... Czy MoH zapomniano? Nie sądzę, a jednym z podstawowych czynników znacząco wpływających na kupno gry był właśnie klimat.

Grywalność. Nie spotkałem się jeszcze z osobami, które by mi powiedziały, że gra pozbawiona jest grywalności. Tylko Caleb mi na ircu narzekał, że misje beznadziejne. :>(Nie wcale tak nie mówiłem. Powiedziałem, że prócz trzeciej misji (Omaha) gra niczym wspaniałym nie zaskakuje - Caleb) Pocinasz w to cudo, pocinasz, pocinasz, tracisz rachubę czasu, często grałeś dużo dłużej niż planowałeś lub zamierzałeś. I tak jest w moim przypadku. Jednorazowo spędziłem przy niej 27 godzin, nie mogąc oderwać, a chcąc dalej niszczyć, zabijać, wygrywać. Nie ma nic lepszego niż satysfakcja z gry i to, że czujesz się spełniony. To, że gra tylko potwierdziła twoje aspiracje wobec niej. Aplikować dawkę adrenaliny poprzez gry komputerowe jest ciężko, ale nie oznacza to, iż takich nie ma. Są. MoH się do nich zalicza. Gra o wspaniałym magnetyzmie, która wciągnęła mnie na czas spory...

I na tym kończę. Podsumowując, gra jest warta kupna i niejeden zachwycał się nią będzie przez długi okres, gdyż niesamowicie wciąga, a w dodatku jest czasochłonna. Posiada niemniej wady, które w dosyć znaczącym stopniu utrudniają grę lub niwelują satysfakcję z giercowania w nią, prawdziwy fan FPP (i nie tylko!) może bez żadnych wątpliwości rozbijać skarbonkę i przeznaczyć pieniądze ną MoH:AA. Długo zastanawiałem się nad oceną tejże. Z jednej strony realizacja niczego sobie i pokazanie wojny w prawdziwym świetle na realiach wojny, wspaniałe AL i kilka innych plusów przemawiają tylko na jej korzyść. Z wielką chęcią chciałbym dać jej 10, ale nie będę okłamywał samego siebie i wystawie jej ocenę o punkt niższą. Niniejszym dobiega kres mojej pierwszej (troszkę krótkiej) recenzji w historii AMGRY (trochę nędzne, bo nędznej, ale początki zawsze są trudne)

Grafika: 9/10
Dźwięk: 9+/10
Klimat: 9+/10
Grywalność: 9/10 (a nawet 8+, jeśliby się dłużej zastanowić)

Ocena końcowa: 9/10 (ewentualnie mogę dać 9+, ale to w chwilach skrajnej dobroci. :>)

Plusy: grafika, grywalność, intro, Al przeciwnika, wykonanie i ogólna wizualność!, wielkie lokacje, wymagania sprzętowe, muzyka
Minusy: przełażenie przez tekstury, Al przeciwnika, czasem zbyt monotonne i długie misje, w dodatku niegrywalne i niedopracowane.

sly
slyther@o2.pl

*** - w normalnej wersji nie ma krwi. Ja miałem jednak mod, gdzie ta występowała, jeśli trafiłeś w przeciwnika (i to mocno!)

Spis treści

.::Wstępniak
.::Recenzje
.::Stare, ale jare
.::Małe gierki
.::THPS2&3 Center
.::Gta3 Center
.::Warcraft Zone
.::AvP Zone
.::Gadanie
.::TNT
.::Stuff
.::Redakcja
.::Listy

.::Wyjście




Copyright 2002 by Games Corner. Webdesign by Jocker. All rights reserved.