Lekcja samoobrony

(Sala gimnastyczna; uczniowie stoją w rządku; wchodzi Trener)
Trener: Czołem uczniowie. Gdzie pozostali?
Uczniowie: Nie ma ich.
Trener: Właśnie widzę! Co z nimi?
Uczeń I: Może mają grypę.
Trener: Grypę?! Raczej nażarli się za dużo świeżych owoców (dostaje na chwilę nerwowego tiku)! A teraz samoobrona. Dziś kontynuować będziemy temat sprzed tygodnia, kiedy demonstrowałem wam, jak bronić się przed napastnikiem atakującym świeżymi owocami (znów tik nerwowy).
(jęk dezaprobaty wśród uczniów)
Uczeń IV: Obiecał pan, że nie będziemy już przerabiać owoców.
Trener: Co to ma znaczyć?
Uczeń II: Zajmowaliśmy się owocami przez dziewięć tygodni!
Trener: Myślicie, że wiecie już wszystko o owocach?
Uczeń IV: Może przerobimy coś innego?
Uczeń III: Na przykład jak bronić się przed napastnikiem z kijem...
Trener: Z kijem? No proszę, chcą się uczyć samoobrony przed napastnikiem z kijem! Woda sodowa uderzyła ci do głowki? Świeże owoce są dla ciebie za głupie? Coś ci powiem chłopcze! Gdy będziesz wracał dziś do domu i jakiś psychopata rzuci się na ciebie z garścią malin, nie przyłaź mi tutaj skomleć! A teraz jeżyny! Gdy napastnik rzuci się na was z jeżynami...
Uczniowie: Przerabialiśmy jeżyny!
Trener: Co?
Uczeń I: Przerabialiśmy jeżyny...
Uczeń IV: ...Pomarańcze, jabłka, grapefruity...
Uczeń II: ...W całości i w kawałkach...
Uczeń IV: ...Penklody, granaty...
Uczeń III: ...Winogrona, jeżyny...
Uczeń IV: ...Cytryny, śliwki...
Uczeń I: ...Oraz mango w syropie!
Trener: A wiśnie?
Uczniowie: Przerabialiśmy!
Trener: Czerwone i czarne?
Uczniowie: Tak.
Trener: No dobra (zastanawia się chwilę). Banany. Bananów nie przerabialiśmy, prawda?
Uczniowie: (załamani) Nie.
Trener: Doskonale. Jak bronić się przed człowiekiem uzbrojonym w banana (rzuca banana pierwszemu uczniowi). Trzymaj. To całkiem proste. Najpierw zmuszamy przeciwnika, żeby wypuścił banana, następnie zjadamy banana i wten sposób rozbrajamy napastnika. Jest już zdany na naszą łaskę.
Uczeń IV: A jeśli ma przy sobie całą kiść?
Trener: Zamknij się!
Uczeń III: A jeśli ma kij?
Trener: Zamknij się (do pierwszego ucznia)! A teraz panie Morela...
Uczeń I: Harrison.
Trener: Przepraszam, panie Harrison, zaatakuj mnie tym bananem! No już! Z pełną brutalnością!
(Harrison powoli rusza w stronę trenera)
Trener: Nie tak, bardziej z życiem, na Boga! Trzymaj tego banana przyzwoicie! Krzycz (Harrison krzyczy)! A teraz zaatakuj mnie! No już człowieku!
(Harrison rzuca się z krzykiem na trenera trzymając banana nad głową, jakby to był sztylet; trener strzela z rewolweru zabijając Harrisona; mimo ogólnego porusznie wsród uczniów kontynuuje wykład)
Trener: A teraz zjadam banana.
Uczniowie: (jeden przez drugiego) Pan go zastrzelił! On nie żyje! Całkiem nie żyje!
Trener: (nie zwracając uwagi na uczniów spokojnie kończy jeśc banana) Zjadłem banana. Nieżyjący juz pan Morela został rozbrojony.
Uczeń IV: Pan go zastrzelił na śmierć!
Trener: Rzucił się na mnie z bananem.
Uczeń II: Bo pan mu kazał!
Trener: Ja tylko wykonuję swój zawód, uczę was samoobrony przed świeżymi owocami!
Uczeń III: I napastnikiem z kijem.
Trener: Zamknij się!
Uczeń IV: A jeśli ktoś zaatakuje mnie z bananem, a ja nie mam przy sobie broni?
Trener: Zwiewaj!
Uczeń II: Możesz wołać ratunku!
Trener: Z ananasem w gardle?
Uczeń II: Ananas?
Trener: (rozgląda się nerwowo) Gdzie?! Gdzie?!
Uczeń II: Nigdzie, tak tylko powiedziałem.
Trener: Już myślałem, że jest przeznaczony dla mnie.
Uczeń II: Ananas?
Trener: (znów rozgląda się wystraszony) Gdzie?!
Uczeń II: Powtórzyłem tylko.
Trener: To dobrze. A więc przerobiliśmy banany, czas na maliny. Wyglądają całkiem niegroźnie (podchodzi do drugiego ucznia). Panie Brzoskwinia Konserwowa...
Uczeń II: Thomson.
Trener: Panie Thomson, zaatakuj mnie tą malina z całą nienawiścią i złością!
Uczeń II: Nie!
Trener: Dlaczego?
Uczeń II: Bo mnie pan zastrzeli!
Trener: Nie zastrzelę.
Uczeń II: Zastrzelił pan Harrisona.
Trener: W samoobronie. No już, przyrzekam nie będę strzelał.
Uczeń III: Obiecał pan omówić kije...
Trener: Zamknij się! Wymachuj tą brzoskwinią! Rzuć się na mnie z dowolną brutalnością!
Uczeń II: Niech pan odłoży rewolwer.
Trener: Nie mam rewolweru.
Uczeń II: Ma pan.
Trener: Nie mam!
Uczeń II: Owszem, zastrzelił pan z niego Harrisona!
Trener: A, o ten chodzi.
Uczeń II: Odrzuć go pan!
Trener: No dobrze (odkłada rewolwer). Jak bronnić się przed maliną nie posiadając rewolweru!
Uczeń II: Pan chciał mnie zastrzelić!
Trener: Nieee... No już ty glisto ludzka, ty mały wypierdku atakuj mnie! Pokaż mi na co cię stać gnido jedna!
(uczeń powoli skrada się do trenera, ten pociąga dźwignię na ścianie i na głowie ucznia ląduje szesnastotonowy ciężar)
Trener: Gdy ktoś grozi maliną, pociągamy za rączkę i zrzucamy mu na głowę 16 - tonowy ciężar. Nauczyłem się tego na Malajach.
Uczeń IV: A jeśli nie ma pod ręką 16 ton?
Trener: Trzeba to zaplanować i przewidzieć!
Uczeń IV: Ile jest na świecie takich ciężarów?
Trener: Słuchaj no cwaniaczku! Szesnastotonowy ciężar to tylko jeden sposób, tylko jeden sposób na załatwienie malinowego mordercy! Istnieje milion innych.
Uczeń IV: Na przykład?
Trener: Zastrzelić go!
Uczeń IV: A jeśli nie mamy ani broni, ani ciężaru?
Trener: No dobra, cwany palancie! Obaj, bierzcie maliny i atakujcie mnie! Niech każdy weźmie pełny koszyk! No już!
Uczeń IV: Nie ma pan broni?
Trener: Nie.
Uczeń IV: Ani ciężaru?
Trener: Nie.
Uczeń III: Ani kija?
Trener: Zamknij się!
Uczeń IV: Ani kamieni na suficie?
Trener: Nie.
Uczeń IV: I nie zabije nas pan?
Trener: Nie zabiję.
Uczeń IV: Przyrzeka pan?
Trener: Przyrzekam! Zaatakujcie mnie wreszcie!
Uczeń IV: No dobra...
Trener: Nie śpieszcie się tym razem. Odwrócę się do was plecami, żebyście mogli mnie podejść. Skradajcie się jak najciszej! Podejdźcie od tyłu i walcie malinami. Zaczynajcie!
(uczniowie powoli skradają sie do trenera; ten kontynuuje wykład stojąc do nich plecami)
Trener: Gdy skrada się do nas rozwścieczony tłum uzbrojony w maliny należy... Wypuścić tygrysa!
(trener pociaga za druga rączkę na ścianie; wielki wypchany tygrys przejeżdża przez ekran; uczniowie uciekają)
Trener: Zaletą tygrysa w walce jest to, że nie tylko zjada uzbrojonego w maliny wroga lecz także maliny! Nie lubi jednak brzoskwiń! Przeciwnika z brzoskwiniami należy zwalczyć za pomocą krokodyla! A teraz: gdzie reszta? Wiem, że czaicie sie gdzieś pod podłogą z powidłami i śliwkami! Z pigwami w dłoniach siedzicie za boazerią! Ale jestem gotów! Mam tutaj dwieście ton nitrogliceryny i jeśli zrobicie cokolwiek, razem polecimy do aniołków! Ostrzegałem was! Macie!
(huk, błysk, kupa dymu, koniec)