Zjawiskowość
Ostatnio w naszej telewizji można zaobserwować bardzo wkurzającego przeciętnego (?) widza zjawisko. Wszędzie, gdzie nie spluniesz tam teleturniej. Zastanówmy się... Było "Milionerzy" i "Życiowa szansa". Teraz jest jakaś poroniona "Rosyjska ruletka", "Chwila prawdy", "Skok na kasę" albo nawet inna "Awantura o kasę".
Dawniej teleturnieje był rozrywką dla całych rodzin. "Milionerzy" na przykład. Wiele rodziców z dzieciakami siedziało przed TV i odpowiadało na pytania. A teraz się nie da. Jasne, że nie mamy czasu, rozwijamy się, a nawet, w skrajnych przypadkach, starzejemy. ALE jest jeszcze coś. Powstające jak kanie po dżdżu programy mają coraz bardziej poronione zasady. Teraz nie wystarczy już mieć wiedzę, żeby wygrać sporo pieniędzy. Potrzebny jest jeszcze opanowany puls, umiejętność bycia totalnym głupkiem, zdolność ośmieszania się przed milionami Polaków dla kilku złotych oraz pewna doza ekshibicjonizmu.
Każdy uczestnik musi mieć całkiem pojemną puszkę czaszki, żeby spamiętać te wszystkie reguły i żeby w ogóle nauczyć się w to grać. Jakieś obstawiania, lasery, komputerowe niedoróbki. Co to kurde jest? Przecież to już nie można się porządnie odmóżdżyć oglądając program z trudnymi pytaniami. Teraz, jak ktoś odpowie na pytanie to się zastanawiasz, jaka animacja będzie, jaka muzyczka i co to do jasnej cholery się dzieje tam na dole koło jego nazwiska. Jakieś ruchome obrazki we flashu. Wkurza mnie też podpisywanie ludzi jako MAREK, JUSTYNA, czy inny MŚCIBOR. Co to kogo obchodzi, jak ten kolo ma na imię. W teleturnieju chodzi o jedną rzecz: o zobaczenie, ile wygra zawodnik, a potem zbluzganie go od durni, jak ma około 1000 na koncie, albo od sukinsynów, jak ma ponad 100 000. To jest właśnie esensja tych zawodów. To ludzie lubią w takich programach. Skrajne emocje. Albo podziw (nie całkiem niemy) albo zmieszanie z błotem głupka, który nie wie, jaką planetę nazywamy czerwoną.
Wszystkim nam, którzy przychodzą ze szkół i fabryk po ciężkim dniu strajku, potrzebne są emocje, a nie przyglądanie się i głowienie, jak on to zrobił, albo w ogóle co to się robi teraz. Nie bądź głupia, zrób się sam. Dlatego tak popularne są mecze (dwudziesta retransmisja Wyspy Owcze - Polska zakończona sukcesem biało-czerwonych - 1:1). Przychodzimy, żona podaje nam kapcie, pies przynosi obiad. Nie patrząc, co przyniósł wcinamy i drzemy się. Jest całkiem klimatycznie.
Dlatego apeluję do wszystkich stacji: nie róbcie, nie kupujcie żadnych gównianych teleturnieji. Żadnego skakania po podświetlanych planszach ani wykrywaczy ataków serca. Zwykłe, trudne pytania, nawet podchwytliwe mogą być, żebyśmy mogli jutro się chwalić, że doszliśmy do 20000 zł. Ja już w ogóle nie oglądam teleturniejów, bo prowadzący najpierw zadają kupę głupich pytań nie związanych z tematem, a potem reklama. Idzie się połamać. Wkurzają mnie też teleturnieje miłosne. Najgorsze jest "Tylko we dwoje". Jak ci faceci się płaszczą przed swymi narzeczonymi, dziewczynami, że im się nie udało. "Kochanie, przepraszam, nie wyszło mi [w łóżku też tak mówią]. Wybacz mi, to tylko gra. Myślałem tak, ale zrobiłem tak. Zmyliło mnie, i wiesz...". A ona wtedy dumnie patrzy w dal, jak przystało na narzeczoną wyzwoloną. I dlaczego wszyscy durnie mają teraz takie fryzury, a na ulicach ani jednego jeszcze nie widziałem z takimi piórami do góry nażelowanymi. Styliści ich robią też z takim pół czubem, że wszystkie kłaki mają zebrane na środku głowy i lekko uniesione. Ja rozumiem, że to może być teraz modne, ale klonowanie czegokolwiek w ludziach w dobie wszechobecnego powiedzonka: "Bądż sobą", które sprowadza się do bycia takim jak on/ona, lekko mija się z celem.
Jak zwykle zboczyłem trochę z tematu, ale nic nie szkodzi. Morał jest gdzieś powyżej, to sobie poszukajcie.
Piccolo
pokefil@wp.pl