Z tamtych lat: Koło fortuny
Hej!
Założę się, że nie macie pojęcia, gdzie teraz jestem ;). Taaak, siedzę sobie wygodnie w redakcji szkolnej gazetki, czekam, aż mi się woda na herbatkę ugotuje... Wreszcie doprosiliśmy się u dyrekcji o kraty i mamy komputer :). Jakiś supermodel to raczej nie jest (P75, 16 MB RAM i nawet Word nie działa tak jak powinien), ale jest! No, ale nie o komputerach i herbacie chciałam dzisiaj napisać.
Obiecałam Wam kiedyś, że napiszę o programach z czasów mojego dzieciństwa. Zadanie to jest o tyle trudne, że często nasze wspomnienia są dość fragmentaryczne, a przypomnienie sobie tytułu programu czasami zakrawa na cud :). Mimo to postanowiłam przedstawiać od czasu do czasu jedną pozycję "z tamtych lat". Postanowiłam rozpocząć od "Koła fortuny". Dlaczego? Przekonajcie się sami.
Gdy zaczęłam oglądać "Koło fortuny" byłam już całkiem dużą dziewczynką :). Mogłam mieć coś koło sześciu lat. Pamiętam, że program był emitowany późno w nocy (tyle, że późno to była dla mnie wszystko po dobranocce ;)). O tej porze wszystkie grzeczne dziewczynki dawno powinny być już w łóżeczkach i słodko drzemać. Ale nie ja ;). Pamiętam, że zawsze starałam się nie zasnąć, a na dźwięk melodyjki z "Koła fortuny" zrywałam się z łóżka i biegłam do pokoju obok. "Mamusiu, Tatusiu! Skoro i tak nie śpię to mogę pooglądać?" I dziwna sprawa, ale z reguły mogłam :).
Dla tego, kto nie pamięta, na czym polegało słynne "Koło fortuny" (a są tacy?) krótkie przypomnienie – zawodnicy kręcą tytułowym kołem z wypisanymi różnymi stawkami. Wybierają też jakąś literę i asystentka (o ile się nie mylę, Magda Masny) odsłania wszystkie pola z tą literą w zaszyfrowanym haśle. Zadaniem gracza jest jego odgadnięcie. Hasła były różniaste – rzeczowniki, miejsca, przysłowia, powiedzenia. Zawsze podana była kategoria, do której hasło należy. To by było tak w dużym skrócie ;). Nagrody były cenne – zwycięzca otrzymywał zagraniczny samochód, a w ciągu gry wszyscy mogli w sklepiku zakupić za wygrane pieniądze rozmaite przedmioty. Całość prowadził Wojciech Pijanowski.
Program cieszył się ogromną popularnością, większą nawet niż niedawno "Milionerzy". Na czym polegał jego fenomen? Trudno mi to ocenić. Pewnie była to wypadkowa dużych nagród, prostych zasad i tego, za co szczególnie cenimy sobie teleturnieje – możliwości odgadywania haseł wraz z zawodnikami.
Szał "Koła fortuny" ogarnął wiele szkół. Pamiętam, jak na przerwach odgadywałam z koleżankami różne hasła. Pojawiły się również gry zainspirowane teleturniejem (a i ja zrobiłam takie kółko z papieru). Zabawa w "Koło fortuny" została wykorzystana także w szkole na lekcjach – trudnych pojęć uczymy się przecież bez liku.
A potem... zmienił się prowadzący, zlikwidowano "sklepik", zmniejszono wartość nagrody głównej... Popularność teleturnieju spadła, a któregoś dnia po prostu zniknął z anteny. Myślę jednak, że ci, którzy oglądali "Koło fortuny" będą je jeszcze długo pamiętać. To jedna z tych pozycji, które śmiało zasługują na miano "kultowych".
Tawananna
tawannna@wp.pl