Dzieci to MY

"Dzieci to my, dzieci naszych starych...", jak śpiewał wspaniały przedstawiciel sceny ukrytej, wciąż-nie-odkrytej Gdańska Dolne Miasto. Nie wiem, czy zauważyliście, ale piętno reality-show dogania nawet osoby, wydawałoby się, zupełnie odcięte od tego obrzydliwego świata przemocy, brudnych pieniędzy i kultury antywłasnościowej. Dogoniło nasze kochane, pucołowate, słodkie dzieciaczki. Gu,gu! Rozmarzyłem się. Przejdźmy do rzeczy. Na jedynce leci program "Przedszkolandia".

Pomysł był co najmniej dziwny. Bo kto chciałby oglądać dzieci przy ich codziennych czynnościach w przedszkolu? No, dobra, znalazłoby się kilku nie płacących podatków pedofili, ale dla przeciętnego (?) zjadacza chleba to nic fascynującego, ani podniecającego. Poza tym program mógł narazić się na poważne kontrowersje. W końcu wykorzystano w nim dzieci. Niewinne, myślą interesowną nieskalane, istoty w którymś z kolei obrzydliwym reality.

Jednak autorce programu, Barbarze Pawłowskiej (absolwentka Wydziału Psychologii i Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego, nagradzana na festiwale za reportaże, 47 lat), udało się zrobić coś niebanalnego, coś, co naprawdę nie tylko da się oglądać, ale i chce się oglądać. Uzyskała to poprzez osadzenie swego własnego reality w naturalnym środowisku jego bohaterów. Te dzieciaki to mali ludzie, których do tej określonej instytucji przywiał los, a nie casting. One nie udają, żeby coś wygrać, one tam żyją, bo to jest ich życie, a nie plastikowy domek dla lalek z mnóstwem kamer poukrywanych za każdą paprotką. W Barze II pojawili się ludzie innej narodowości i w "Przedszkolandii" również się tacy pojawiają. Maciek nie jest może najczarniejszym z Murzynów, ale białym nazwać go nie można, jest Turek i Marta, której ojciec nie jest znany, ale skośne oczy dziewczynki sugerują jego orientalne pochodzenie. Nie ma jednak tam żadnych rasistowskich incydentów, jakie miały miejsce w Barze. Bo tu nie miały prawa zaistnieć. Gdyby pojawiły się takie poważne problemy tutaj, w przedszkolu, byłoby to dziwne. W dziwny sposób dziwne.

Autorzy wybierali oczywiście sceny, ale nie były to sceny z jakichś specjalnych dni (chociaż i takie się zdarzają, vide przedstawienie w domu starców). W tym programie chciano uchwycić mimikę i rozmowy dzieci. Jakie są dla siebie nawzajem i co sądzą o świecie. To jest naprawdę świetne przeżycie słyszeć dialog dwóch brzdąców rozprawiających o sprawach, o których nie powinny nawet wiedzieć, a wiedzą! I to rozumieją poruszane kwestie bardzo dobrze! Często zdarza się mi i ludziom w moim wieku, a w większości także rodzicom, nie doceniać dzieci. Teraz wiem, że dzieci to nie są jakieś zamroczone krasnale, przy których można gadać o czym się chce, bo i tak nie skumają. Doszło do tego, że niektóre sceny musiały zostać ocenzurowane, żeby nadal można było nazywać program familijnym. Wyobraźcie sobie! Ocenzurowano sceny z PRZEDSZKOLA! Cholera, dzieci wiedzą wszystko! O dzieciach, znaczy skąd się biorą, potrafią wskazać róznice między porodem przez cesarkę, a "zwykłym" (!). One doskonale znają granice dobra i zła. Trzeba je jeszcze tylko nauczyć ich nie przekraczać.

Często dzieciaki w programie mówią o swoim domu. Często słyszymy, że ojciec pijak, bije mamę, mama nic nie robi znowu itd. Możemy czuć się zszokowani, gdzie te maluchy żyją, kto je wychowuje, patologie są wśród nas, et caetera. Ale zastanówmy się, czy w naszych kontaktach z dzieciakami nie zauważamy w ich słowach przesady? One fantazjują, żeby zdobyć czyjąjś uwagę. Możesz zaobserwować, jak niektóre dzieci postrzegają kamerę, która w tym programie wcale nie jest ukryta. Niektóre z nich puszą się i grają swoje, jak im się wydaje, poważne role. Inne wolą się nie ujawniać. I to właśnie dla tych cichych, trochę odrzuconych przez równieśników malców szansa. Gdy inny widzą, że to przy słabszym jest kamera, lgną do niego. To jest jedyna sztuczność tego reality. Aha, nie wysyłamy smsów.

Dzieci nie wypadają często tak, jak by zapewne chcieli tego rodzice. Ładnie ubrana dziewczynka, gdy powie "dupa" nie pasuje już do siebie w oczach niektórych widzów. Ale ona jest w tym śmieszna, nieświadoma i to jest piękne. Co zaskakujące (fascynujące? godne pozazdroszczenia?), dzieci w ogóle nie troszczą się o śmierć, Boga, przemijanie. Dla nich Bóg jest dobry i koniec. Nie ma teologicznych rozważań, Bóg jest dobry, reszta równa się abstrakcja. Dzieci często mówią o sprawach domowych, może i nawet związanych z religią, ale raczej o problemach rodziców. Kłopotach poważniejszych, o których dowiedzieć można się tylko śpiąc w łóżeczku za ścianą. Autorka nie pokazuje takich zwierzeń, wycina te sceny, żeby uchronić dzieci. Program ten nie jest tytułem, w którym można doszukiwać się taniej sensacji, pożywki dla mediów. Dlatego może nie odnosi jakiegoś spektakularnego sukcesu. Jednak daje wiele. Pozwala spojrzeć na dzieci z drugiej strony barykady. Nie wracając do wspomnień, nie obserwując dzieciaków na placu zabaw {A rozmów na placu zabaw to nie było? ;) - T.}, nie wychowując, ale podglądając jakieś obce dzieci pozostawione często same sobie w przedszkolu. {Piccolo, Ciebie o herezje chyba oskarżą - nie same sobie, tylko pod opieką wykwalifikowanych pań przedszkolanek z powołania ;).}

Każdy odcinek jest nakręcony bardzo płynnie. Nie mamy wrażenia uczestnictwa w "Blair Witch: Kindergarten". Trzeba uświadomić sobie, że takie filmowanie w tym przypadku było bardzo trudne. Wszystko w przedszkolu jest sprowadzone do parteru poprzez wzrost jego bywalców. Operator zapewne klęczał kilka godzin na dobę, żeby nakręcić to i owo. Wyobraźcie sobie jakie to trudne. I żeby się jeszcze nie rzucać w oczy za bardzo, żeby dzieci mogły się przyzwyczaić.

Każdy odcinek jest opatrzony komentarzem autorki. Wygłasza go jednak jej 9-letnia bratanica Ania. Często niektóre zdania są niezrozumiałe dla niej i ten komentarz zostaje odrzucony. Wszystko musi być tak, żeby można powiedzieć: familijny.

Znacie już moje zdanie i przemyślenia na temat tego programu. Mogę go polecić z całego serca i ostrzec, że nie jest to coś, co kiedyś widzieliście. Może być to dla niektórych spory szok, ile nie wiemy o dzieciach. Pozycja dla każdego, ciekawa i pouczająca, miejscami szalenie śmieszna. Śmiem twierdzić, że jedna z lepszych propozycji TVP 1. Brawo dla pani Pawłowskiej.

Emisja w każdą niedzielę o 17:40 (TVP 1)

Piccolo
pokefil@wp.pl

PS. Gorąco polecam wywiad z Barbarą Pawłowską dotyczący jej pracy nad "Przedszkolandią" w magazynie FILM grudzień 2002. Wiele informacji, które wykorzystałem w powyższym tekście pochodzi właśnie stamtąd.