- Życie po Życiu -
Nie Bój Się
" - Jak dziwnie wygląda cmentarz w poświacie księżyca - odezwała się nagle Ruby
- Jak upiornie! - wzdrygnęła się. - Aniu, ja niedługo będę tam leżała. Ty i
Diana, i wszyscy inni będą żyli dalej, a mnie pogrzebią tam - na starym
cmentarzu! [...] - Ty zdajesz sobie z tego sprawę, prawda ? - zapytała Ruby. -
Tak wiem droga Ruby - wyszeptała Ania. [...] - Och, Aniu - wyszeptała błagalnie,
chwytając dłoń przyjaciółki. - Ja nie chcę umrzeć. Lękam się Śmierci."
L.M.Montgomery "Ania na uniwersytecie"
Chyba każdego z nas napełnia obawa przed tym co czeka nas po śmierci. Dla
wierzących jest o tyle łatwiej, że rozumieją iż po życiu doczesnym czeka ich
Wieczne Szczęście. Inaczej sprawa się ma z ateistami. Jednak i oni na swój
sposób tłumaczą sobie istotę naszego bytu.
Nie ma jako takiej definicji śmierci. Czy jest czymś pięknym, czy strasznym ?
Każdy z nas dowie się dopiero wtedy, gdy przyjdzie na niego czas. Wiadome jest
tylko to co widoczne - to co się dzieje z naszym ciałem. A co z duszą ? Czy mamy
stuprocentową pewność, że istnieje życie po życiu ?
Jedną z najbardziej znanych mi książek o tej tematyce jest dzieło prof. Raymonda
Moody'ego "Życie po Życiu" oraz jej kontynuacje. Autor przedstawia tam odczucia
ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną lub otarli się o nią w wyniku
nieszczęśliwego wypadku. Właśnie na podstawie tych książek chciałabym bliżej
przedstawić to zagadnienie.
Oto typowy model przeżyć z pogranicza śmierci, ustalony przez prof. Moody'ego na
podstawie wieloletnich obserwacji i badań. Wg prof. Raymonda człowiek umiera, a
kiedy osiągnie kulminacyjny punkt fizycznego cierpienia słyszy słowa lekarza,
który oznajmia jego zgon. Po kilku chwilach dociera do niego nieprzyjemny
dźwięk, tak jakby ktoś dzwonił, uderzał żelazem o żelazo. W tym samym czasie
odczuwa się wrażenie bardzo szybkiego poruszania lub spadania w tunelu.
Następnie dociera do nas, że opuściliśmy ciało, że jesteśmy poza nim, ale
jednocześnie mamy możliwość jego obserwacji. Widzimy próby ratowania,
reanimacji, sztucznego oddychania, wstrząsów itp. Dostajemy szoku nerwowego.
Jednak już po chwili opanowujemy się i przyzwyczajamy do tych osobliwych
warunków. . . [Znane są też takie przypadki, że duch opuszczający ciało nie
przywiązuje do tego żadnej wagi]. Spostrzegamy, że ciągle jesteśmy jakąś
"formą", bytem w przestrzeni. Jednak o wiele różniącym się od naszych ziemskich
odpowiedników . . .włada się nim w zupełnie inny sposób. Wkrótce zaczyna dziać
się coś nowego. Pojawiają się i inni. Rozpoznaje się wśród nich duchy rodziny,
przyjaciół, znajomych, którzy zmarli wcześniej. Następnie pojawia się świetlista
postać, która emanuje miłością, ufnością, zrozumieniem i ciepłem. Zadaje pytania
bez słów. Czujemy się dobrze, jest nam ciepło i przyjemnie. Ów świetlany byt
pomaga nam w ocenie dotychczasowego życia. Następuje coś w rodzaju panoramicznej
projekcji najważniejszych wydarzeń z życia na ziemi. W którymś momencie
umierający zdaje sobie sprawę, że stoi na granicy dwóch światów. Uzmysławia
sobie konieczność powrotu na ziemię, ponieważ jego czas jeszcze nie nadszedł. I
mimo tego, że przepełniony jest radością, wiarą, spokojem i pragnie już tu
pozostać, to powraca do swego fizycznego ciała, które na powrót zaczyna dawać
oznaki życia.
Profesor Moody badał i spotykał się z wieloma osobami z różnych części świata.
Najniezwyklejsze z tego wszystkiego jest to, że u wszystkich tych osób
występowało co najmniej kilka z wyżej wymienionych czynników.
A więc . . . Czy istnieje życie po życiu ???
I mimo tego, że wydawać by się mogło, że TAK, to . . . nic nie jest pewne . . .
Lecz ufam, wierzę, że nasz byt nie kończy się wraz z ostatnim tchnieniem . . .
nabuchodonoZorka