Czy to prawda, że nie dla szkoły uczymy się, ale dla życia? Wyraź swój głos w dyskusji.
W swojej pracy chciałbym
przedstawić argumenty przeczące postawionej tezie. Uważam, że nauka jest wyłącznie
przymusem szkolnym, a nie ma żadnego związku z życiem (chyba, żeby nazywać
je tą egzystencją zawierającą w sobie szereg niepotrzebnych i nieprzydatnych
rzeczy i wiadomości, naukę w szkole, podjęcie pracy, założenie rodziny,
wychowanie potomstwa - oczywiście według zasad i perswazji do poparcia tezy,
oraz śmierć).
Po pierwsze ponad 90% informacji, które należy zgromadzić i zapamiętać
(nie zrozumieć, bo informacji nie da się zrozumieć; zrozumieć można tylko
zjawisko lub regułę, oraz cokolwiek zawierające w sobie szczypt logiki, której
obecnie w szkole brakuje) jest niepotrzebne i nieprzydatne. Wiąże się to głównie z
kierunkiem późniejszego kształcenia, czyli profilu nauczania. Chociaż
podstawowa wiedza jest konieczna dla wszystkich, jest ona nabywana w szkole
podstawowej, a uzupełniana w gimnazjum. Więc w liceum o profilowanym programie
nauczania powinno bardziej wziąć pod uwagę wybrane przedmioty, mimo, że
jednak liceum ogólnokształcące samo w swojej nazwie mówi, że uczy
wszystkiego, lecz jak wiadomo, jak coś do wszystkiego, to i do niczego. I takim
sposobem liceum ogólnokształcące zamienia się na liceum gównokształcące
lub antykształcące.
Liczba godzin języka polskiego
jest znacznie przesadzona. Nie ma co tłumaczyć się patriotyzmem czy potrzebą
kontaktu ze sztuką (literaturą), bo realizowanie programu i nauka określonych
zagadnień pozostawia wiele do życzenia. Rozumienie określonych tekstów jest
uwarunkowane punktem widzenia, a określone, przyjęte z góry sposoby nie mogą
niszczyć własnego zdania. Jeszcze tematy zadań, ćwiczenia, pisanie notatki
ze wstępu do książki, mowy pogrzebowej Homera w patosie, narysowanie jednej z
sentencji Horacego na kartce z bloku A4 oraz wiele podobnych. Cała sztuka
napisania zadania domowego polega na pisaniu odpowiednim stylem (wzniosło-górnolotno-literacko-spadającym),
aby zgadzało się ono z przyjętymi poglądami oraz było dokładnie takie,
jakie chciałby nauczyciel. Oglądanie obrazów może poprawić humor i dać
szczęście tylko bardzo „wyjątkowym” osobom, co to mają „wrażliwość
na dzieła kultury” (a wrażliwości dla bliźnich za grosz). Nauczyć się
rozumieć określone dzieła, gdy po kilku wiekach „mądrzy” ludzie piszą,
co autor chciał przez to powiedzieć... Kto umieszcza instrukcję obsługi
(patrzenia) na obraz!? Idziemy na wystawę, płacimy kilka groszy i wzbogacamy swojego ducha, a
tymczasem inni wzbogacają się szukając po koszach na śmieci. Ale należy się
odchamić i posłuchać muzyki pseudo – klasycznej w filharmonii. Co z tego,
że ktoś nie lubi! Jeszcze ta nowoczesna sztuka, gdzie to autorowi wylała się
farba na płótno i powstało arcydzieło. MP3 i grafika komputerowa szturmują
front. Nie mam nic przeciwko kulturze, ale ona nie jest najważniejsza. Lepszy
dobroczynny, wątpiący, „chamowaty” (nie chodzi codziennie do teatru, używa
głównie mowy potocznej, nie chodzi wystrojony ani poprawnie posługuje się
sztućcami) człowiek, niż egoista, który wywodzi się z arystokratycznej
rodziny, zna się na malarstwie, rzeźbie i muzyce, używa odpowiedniego słownictwa,
w kościele zawsze najbliżej ołtarza, ale pomóc komuś to NIET.
Trudno jest mi znaleźć w
biologii cokolwiek, co można zrozumieć, a nie wykuć. Niektóre rzeczy są
ciekawe, ale nie aż tyle. I tak dobrze, że nie jestem na profilu
biologiczno-chemicznym, bo tam mają z biologii naprawdę przerąbane. A wielu
nauczycieli mówi: „Nigdy nie uczcie się na pamięć, bo to nic nie daje.”,
a pozostali (większość): „Proszę nauczyć się tej regułki i kilku
dat.” Jeszcze zakres wiadomości z PO, które jest przedmiotem typowo użyteczno-stosowanym,
trzeba było uczyć się dat, nazwisk i nazw, a nie rozumienia zagadnienia (bo
to każdy głupi zrozumie - a więc co, wierszyka to nie każdy głupi nauczy się
na pamięć?). Zawsze łatwiej wykuć, no może nie dla mnie. A w ogóle to całe
PO jest takie, jakby dla szkół wojskowych, gdzie uczniowie mają średnią
ciut powyżej 1.0, bo 2 z PO im podnosi. Są tam tłumaczone zjawiska w sposób
typowo wojskowy i tępy. Ale byle bezmózg nauczy się na pamięć. Jak wiem, że
dana wiedza nie przyda mi się, to żebym nie wiem jak chciał, moja podświadomość
obroni mnie przed nią - i nie nauczę się za Chiny Ludowe. No ale dobra,
odrzucamy to wszystko co jest zbędne, zostaje nam to, czego chcemy się uczyć
i będzie potrzebne w pracy (nie tak znowu mało, a wystarczająco). Więc rżniemy
materiał konieczny, a tu zaraz po ukończeniu wszystkich szkół i zdaniu prac
magisterskich (oraz otrzymaniu wielu tytułów) giniemy śmiercią tragiczną
(komiczną!) pod kołami pijanego kierowcy, który skończył tylko gimnazjum
(za trzecim podejściem), a samochód ukradł. Inna możliwość to brak miejsc
pracy, ale jest to wina za małego stopnia wykształcenia, braku doświadczenia,
lenistwa (bo nie szuka się intensywnie, nie starają się), oraz rzeczywistości
gospodarki wolnorynkowej.
A i tak żadna wiedza czy umiejętności nie dadzą nam
niczego sensownego, oprócz złudzenia jakiś zdolności, a w szczególnych
przypadkach nawet ludzie posądzają samych siebie o mądrość! Jaką oni mają
wyobraźnię i marzenia. To ile encyklopedii ktoś się nauczył na pamięć czy
ile ma tytułów przed nazwiskiem nic o nim nie świadczy.
Szkoła jest
obowiązkowa, więc nauka również. A i tak liczą się oceny, a nie wiedza, bo
wiedzę nie jest łatwo sprawdzić (jak i rozum, mądrość, inteligencję), a
oceny łatwiej postawić. Niektóre wiadomości człowiek rozumny (homo sapiens,
niekoniecznus myślantus) powinien posiadać, ale nadmiar niepotrzebnych
informacji może tylko szkodzić. Wypadałoby umieć czytać i pisać, no i myśleć
(tego niestety w szkołach nie uczą; nigdzie nie uczą; należy samemu to
uczynić). Wio do szkoły - miejsca pogłębiania wiedzy (UWAGA! Pogłębiania
tylko i wyłącznie wiedzy, niczego innego).
Obowiązek
czytania lektur jest jak zmuszanie fana sensacji i kryminału do dramatu
psychologicznego, fana baśni, s-f, komedii do dokumentu, nie wierzącego do
filmu religijnego, Quake’owca do grania w Unreala. No i czytaj „Pieśni o
Rolandzie”, „Króla Edypa” oraz inne antyki. Ktoś może to lubić, ale
wszyscy nie muszą. Tak jak grać ciągle w kosza na lekcjach wychowania
fizycznego.
A ludzie patrzą na świat zamykając oczy. Nie mogą zobaczyć
prawdziwej rzeczywistości, gdyż nie są w stanie przyjąć jej. Wolą okłamywać
się, nie dopuszczać takowej informacji do siebie. Człowiek rozumie, że musi
żyć, że nie ma innego wyboru. Trudno, trzeba iść do pracy, harować jak wół,
znosić obelgi pracodawcy dla marnych złotówek. Musi się chodzić do szkoły,
mimo że tam nie uczą, tylko udają. Wszyscy myślą, że to jest system
nauczania, a to jest zaledwie parodia edukacji. Można stwierdzić, że mam
takie podejście do szkoły, gdyż nic nie umiem i kibluję w 1 klasie szkoły
podstawowej. Jednak nigdy nie miałem średniej na koniec roku niższej od 4.0
(w okolicach 4.5), a nawet 3 razy świadectwo z paskiem (1 raz brakło mi jednej
setnej). Wiem, że to fuks i wielu go również miało, jak i fuksem były
wszystkie turnieje szachowe i jeden konkurs matematyczny.
Jakby ktoś pytał, jest to nieoficjalne zadanie na j. polski, ale zupełnie przeciwne należało oddać w szkole. Oceny można przesyłać do mnie wraz z poprawionymi błędami. Odpowiedzi w stylu „Nie na temat.” czy „Slavik, Twoje zadanie nie ma sensu i przedstawiasz same kłamstwa.” nie przyjmuję. Ciekawe, czy jakiś polonista z wykształcenia to przeczyta. Wnioski, jakie można wyciągnąć z tego tekstu na mój temat to:
· Napisał wszystko chamowaty grzyb, który ma chlew koło kompa, nie myje się a wszystko żre brudnymi łapskami.
· Osobnik czuje odrazę do wielkich tworów sztuki, które mają ogromną wartość, lecz on nic nie wie na ten temat, nie zna życiorysów 150 artystów.
· Jest leniem i nie chce mu się nic uczyć, co tłumaczy sobie nieprzydatnością wiedzy.
· Te jego oceny to naprawdę fuks, a nawet fuks2!
W tym życiu na tej planecie uczymy się dla tzw. życia, ale i dla szkoły, rodziców oraz z przyzwyczajenia. Od tylu lat człowiek chodzi do budy, że zaczyna to być rutyną. Układy pozostają układami, gdzie dzięki odpowiednim kontaktom pewne osoby dostają się do danych szkół lub znajdują miejsca pracy. Uczyć się trzeba, ale z rozumem. Uczyć się trzeba tak, aby zdobyta wiedza przydała się, a czas spędzony w szkole nie był stracony. Gdzie jak nie w szkole można analizować różne sposoby dedukcji, indukcji, redukcji? Aby przejść wyżej trzeba klikać DALEJ, ale ja radziłbym przeczytać tekst nad przyciskiem.
CZY CHCESZ OSIĄGNĄĆ COŚ W ŻYCIU?
(jeśli ktoś najpierw wybrał NIE i nie zrobił to z ciekawości, co się
stanie - radzę mu zakupić C4 i zgłosić się do Punktu Anonimowych Terrorystów
Polskich współpracujących z Niezależną Armią Wyzwolenia)
TEN TEKST JEST WYŁĄCZNIE OŚMIESZENIEM TEMATU
WYPRACOWANIA ORAZ JESZCZE WIĘKSZĄ PARODIĄ MOJEJ PRACY DOMOWEJ. KOLEJNE
PUBLICZNE ODSŁONIĘCIE KŁAMSTW PRZED LUDZKOŚCIĄ.
Slavik