Dopisek po napisaniu: Jakim cudem ja piszę coś
takiego?! Przecież to czysta grafomania! Zaoszczędźcie sobie zażenowania i nie
czytajcie :/. Zresztą, po co ja to piszę? I tak selekcja tego nie przepuści
:)... {Selekcja - w osobie Qn`ika - posłuchała rady i nie przeczytała tekstu.
Stąd też nie wiedziała, dlaczego by go miała nie zamieszczać. ;)}
Usłyszałem ostatnio: "Za bardzo bujasz w obłokach" od osoby przyziemnej
niczym rozjechana żaba Odpowiedziałem, że to, co widzę dookoła, za specjalnie
mnie nie zachwyca, natomiast widoki z lotu ptaka zawsze są ładne :).
Ktoś powiedział: "Stary, jeszcze kiedyś zobaczysz. Życie cię nauczy. Wybije ci z
głowy ten twój romantyzm i marzycielstwo. Tacy jak ty nie pasują do dzisiejszych
czasów i szybko odpadają." Usłyszał w odpowiedzi: "To, czy życie mnie złamie,
zależy tylko ode mnie..."
Banał. Kończysz szkołę, może studia, potem zawierasz małżeństwo. Trzeba zejść z
obłoków.
A gówno prawda! Czy wraz z końcem studiów, czyli teoretycznie końcem beztroskiej
(?) młodości, muszę stać się szarym człowiekiem? Czy muszę wracać po ośmiu
godzinach pracy do domu i siadać przed TV? Czy muszę w weekendy, zamiast bawić
się z dziećmi albo iść z rodziną na spacer, wsiadać w samochód i jechać do
supermarketu?
Czy muszę być jednym z tłumu ludzi przewalających się po ulicy w rytmie sen -
praca - żarcie - TV - raz w tygodniu machinalne, wyprane z uczuć pieprzenie się
ze współmałżonkiem (inaczej czegoś takiego nie da się nazwać...)?
Dlaczego ludzie, którzy w młodości określali się mianem romantyków i idealistów,
stają się tacy, jak opisałem wyżej? Czy życie łamie każdego?
Nie dam się!!!
Żyje sobie taki człowiek, ma kilka sympatii, ale czeka na "tego jedynego".
Czeka... potem w wieku lat 27 budzi się i stwierdza, że jest sam... Wiąże więc z
kimś swoje życie nie z miłości, lecz z lęku przed byciem samotnym. Potem
spostrzega, że już kiedyś przeżył miłość, ale odrzucił ją, mówiąc: "To jeszcze
nie TO". Potem żałuje... (przypadek wzięty z rodziny)
Ja chyba wolałbym być sam dosłownie, niż "sam we dwoje", połączony z tą drugą
osobą tylko mieszkaniem i wspólnym zeznaniem podatkowym.
Wychodzą w sobotę do znajomych odpicowani w najlepsze ciuchy, żeby udowodnić
"jak to się nam dobrze powodzi". Gdzieś w mózgu dobija się myśl: "Bardziej ją
kochałem, gdy chodziliśmy w wytartych jeansach po lesie, gdy deszcz lał nam na
głowy, kiedy jeszcze byliśmy RAZEM". Zostaje jednak szybko uciszona "A tam, mamy
dobry samochód, nie narzekamy na brak gotówki... Co z tego, że już jej nie
kocham. Przyzwyczaiłem się".
To, że większość ludzi jest taka, nie znaczy, że nie ma już prawdziwej, czystej,
wiecznej Miłości. Każdy ma szansę ją znaleźć. Nienawidzę ludzi, którzy mówią
(cytaty z któregoś tekstu autora podpisującego się jako Lewacki Konserwatysta):
"Dziś prawdziwa miłość jest b. Rzadka, albo wcale niemożliwa. To tylko
zauroczenie, hormony, fenyloetyloanina."
"W dżungli współczesności nie ma miejsca dla romantyków – tacy pierwsi zostają
zniszczeni."
"Dobra praca, zarobki i forsa forsa forsa.... Tylko to się liczy!! Ten kto ją
ma, nie myśli o niej. Dlatego plecie bzdury o wzniosłych wartościach i miłośći
jako najważniejszej rzeczy w życiu...."
"Poznacie wady dorosłości i przestaniecie chrzanić o uczuciach."
Na szczęście inni (np. Eddie) odpowiedzieli już na ten tekst, bo bym nie
wytrzymał i sam to zrobił...
Co mi po forsie, jak będę sam? Wytapetuję sobie sracz? Wolałbym być bez grosza i
czuć miłość, niż mieszkać sam w wielkim domu z basenem.
Wiem, banały gadam. Pociesza mnie jedynie, że na pewno ktoś myśli podobnie jak
ja.
Pamiętajcie - zawsze ktoś podziela Wasze poglądy (to do tych, którzy uważają, że
nikt ich nie rozumie).
To miał być art o niepoddawaniu się stereotypom, a patrzcie, co mi wyszło..
Ktoś w AM zaproponował założenie klubu romantyków. Nieważne, czy poważnie czy
nie, ale ja się dołączam :).
A to miał być dobry tekst z przesłaniem i innymi takimi, a wena mnie opuściła
:/...
Wyobrażacie sobie, że jestem wiecznie pogodnym optymistą? Nie? A to jest prawda.
Strach pomyśleć, jakie arty bym pisał, gdybym nie był optymistą :).
Chciałbym niniejszym przeprosić za art "1 listopada", jeżeli się ukazał. Tak
mnie wtedy złapało, że musiałem go napisać. A gdy dzisiaj go czytam, to się
dziwię, że wyszedł spod mojej klawiatury. Jest taki "grafomański" (?) i ogólnie
cienki. Chociaż... ten też wspaniały nie jest...
Dziękuję wszystkim, którzy dobrnęli aż tutaj.
Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl>
PS.Specjalne pozdrowienia goes to: Szwinda za art "Detektyw" i military za tekst
"America, America"! Brawo!
PS2. Piszcie, czego słuchaliście podczas pisania! Ja tam lubię to czytać :).
PS3. Do pisania przygrywała mi płytka U2 "Achtung Baby".