Uwaga! przed przystąpieniem do czytania dla uzyskania sugestywniejszego
klimatu proponuję zapuścić utwór Ramms+eina pt. "Rein, raus!" (Włoż, wyjmij!)
Umówiliśmy się, że zrobimy to w środę. Powiedział, że ma czas i wolną chatę.
Wierzyłam mu i ufałam, wiedziałam, że na pewno mnie nie zawiedzie i nie
skrzywdzi. Wiedziałam też, że robił to już nie raz... A jednak, gdy w chmurny
środowy wieczór stanęłam pod jego domem odczuwałam strach... Ale nie tylko-
byłam naprawdę podekscytowana- czułam pulsującą w żyłach adrenalinę...
Wiedziałam, że ten wieczór zapamiętam na całe życie. Był przygotowany do
wszystkiego, nie traciliśmy niepotrzebnie czasu. Zdjęłam bluzkę i niepewnie
przysiadłam na brzegu kanapy. W tym czasie on zajął się wkładaniem białego,
lateksowego wyrobu- niezbędnego w zaistniałej sytuacji. Nie mogłam przecież
ryzykować zarażenia się czymkolwiek. Gdy wyraziłam swoją obawę powiedział, żebym
przestała się denerwować i że wcale nie będzie bolało. "No to co? Zaczynamy"?-
zapytał- a ja z obawą skinęłam głową i wpiłam się paznokciami w oparcie.
Zabolało, gdy wszedł we mnie. Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby - "jaaaasne,
WCALE, cholera nie boli"- przemknęło mi przez głowę. Robił to z wyczuciem,
dokładnie czułam, jak porusza się "we mnie". Po jakimś czasie nie bolało już tak
bardzo, zebrałam się nawet na odwagę i parę razy zerknęłam w telewizor (akurat
Lepper się udzielał :-), no, bo przecież nie będę patrzeć na faceta, który
sprawiał mi tyle bólu...
Kończył już, gdy do pokoju weszła kobieta, z którą od kilku miechów pozostawał w
związku małżeńskim. "Cześć, kończycie już?"- spytała, po czym poszła do kuchni
zaparzyć herbatkę. Skończył. Poszliśmy do łazienki. Przemył reką poranione
miejsce, sprawiając mi wielką ulgę. Z zachwytem spojrzałam w lustro. Jaki ten
tatuaż jest śliczny!! :->>>
Heh, zaczęłam 'nieco' humorystycznie, ale obiecuję, że reszta będzie już
poważniejsza. Zamierzam pisać o tym, co przeczytaliście powyżej- i wbrew pozorom
nie o rzeczach, które można robić, gdy się ma wolna chatę, ale o sztuce tatuażu
właśnie. Nie.. nie o tym skąd pochodzi i w jaki sposób robili to nasi przodkowie
(znowu niechcący świntuszę ;-P), ale o plusach i minusach posiadania takiej
"ozdóbki". I umówmy się, że piszę dla dziewczynek, ok? :-). Przede wszystkim
zrobienie sobie "dziary" nie powinno być kwestią chwilowego impulsu, czy mody.
Trzeba pamiętać, że motyw na ciele pozostanie już do końca życia, jakkolwiek
długie by ono nie było, gdyż źle wybrany motyw może nas oszpecić, zatracić naszą
swoistą kobiecość i delikatność. Osobiście do decyzji o nakłuciu tatuażu
dojrzewałam około dwóch lat (tak właściwie dziarki podobały mi się zawsze), w
końcu postanowiłam że zafunduję go sobie na 18. Mam tatuaż od trzech dni,
zostanie ze mną już na zawsze. Jestem z niego zadowolona i wiem, że podjęłam
właściwą decyzję. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: dziewczyny i
tatuaże tak/nie. To oczywiście indywidualna sprawa, zależy od charakteru
dziewczyny. To po prostu musi się podobać, trzeba się do tego przygotować.
Wypiszę tu kilka podstawowych kroków, przez które IMO powinnyście przejść przed
wybraniem się do studia tatuażu. Oto one:
1. Dowiedz się czegoś o samym zabiegu i pielęgnacji świeżego tatuażu!- to bardzo
ważne! Nie można wejść do studia ot, tak, prosto z ulicy. Byłoby świetnie,
gdybyś wcześniej mogła popatrzeć jak wygląda taki zabieg, jakich się używa do
tego narzędzi, jak długo trwa wykonywanie tatuażu o danym rozmiarze. Powinnaś
też wiedzieć, jak długo goi się rana i jak ją trzeba pielęgnować. (Coś o tym
wiem- lista zakazów jest długa... nie moczyć, nie ocierać, smarować maścią na
otarcia, nie spać na plecach, nie zdrapywać strupków nie... nie... i tak
dalej...) Trzeba pamiętać, że akcja "tatuaż" nie kończy się na jego zrobieniu.
Wierzcie mi lub nie, ale proces gojenia jest IMO o wiele gorszy. Trzeba
pamiętać, że to jak będzie wyglądał ostatecznie tatuaż, w dużym stopniu zależy
od tego, jak dobrze go wygoimy.
2.Dowiedz się czegoś o miejscu w którym masz zamiar przyozdobić się na stałe!-
Nie powinnaś wchodzić do pierwszego lepszego studia. Wybierz to, które ma
najlepszą renomę, a jeśli masz zamiar zrobić dziarę "prywatnie" powinnaś być
jeszcze bardziej ostrożna. Tak jak ja- przez ostatnie półtora roku często
oglądałam "mojego" tatuażystę przy pracy i nieustannie przeprowadzałam wywiady
wśród jego "ofiar". Musisz sprawdzić, czy wszystko robione jest sterylnie,
jednorazowymi, dobrymi igłami i świeżym barwnikiem.
3. Bardzo dobrze zastanów się nad motywem jakim chcesz się przyozdobić. Ma to
być motyw, który nie znudzi Ci się za dwa miesiące czy rok. Ja postawiłam na
tzw. "Miłość od pierwszego wejrzenia", czyli motyw, który spodobał mi się na
pierwszy rzut oka.
4. Zastanów się, GDZIE chcez mieć tatuaż. Wiadomo, że każde miejsce na ciele ma
inną wrażliwość na ból. Najmniej boli przyozdobienie ramienia, łopatki,
piszczeli czy łydki. Najczulsze miejsca to kręgosłup, brzuch, łokieć. Przy mojej
łopatce wystarczyło mocne zaciśnięcie zębów, ale nie dalej jak wczoraj trzymałam
za rękę płaczącą jak bobrzyca kumpelkę, która miała nakłuwany kark. Musisz
myśleć o własnej odporności na ból (dla otuchy dodam, że moja jest zerowa ;-)),
Nie warto jednak robić sobie tatuażu na ramieniu, jeżeli marzymy o wzorku na
biodrze, ale boimy się bólu. W takim przypadku lepiej sobie odpuścić, niż potem
żałować.
No to czas na zabawę :-) jeżeli jeszcze was od tego nie odstraszyłam, to dobrze
:-) I tak wiem, wy potworki, że i tak zrobicie swoje, jeżeli tego bardzo, bardzo
chcecie.. tak jak ja :-) Pozdrówka dla wszystkich tatoo-maniaków!
Caron_K-B_ i_ jej_ trzydniowy_ tribalowy_ motylek_na_lewej_łopatce_:-)))))
ps-np. Andrew W.K- "We want fun"
ps2-idę posmarowć dziarkę maścią, bo cosik przyschła :-)
ps3-ten "biały lateksowy wyrób", to były rękawiczki, jakby kto pytał :-)
ps4- sprawa przekonania do tego rodziców to już osobny temat :-)Pochwalę się
tylko, że zrobiłam sobie tatuaż osiem dni przed uzyskaniem pełnoletności, bo
uzyskałam zgodę ojca :-)
ps5-... a mama się nie odzywała do nas przez tydzień ... ;-))))