Ile na tym porąbanym świecie tkwi zła i problemów...
Wojny, sekty, zboczeńcy, głód, przemoc w szkołach, alkohol,
narkotyki i ich dilerzy, skorumpowani politycy, dzieci traktowane
przez rodziców jedynie jako efekt uboczny seksu, ludzka zachłanność,
zarozumialstwo, głupota, zazdrość i nienawiść do
wszystkiego, co inne, choćby kolorem skóry... Można wymieniać
na kilka stron formatu A4, a i tak to nie będzie wszystko. I żaden
z tych problemów wcale nie przejawia chęci do zniknięcia -
wbrew przeciwnie, nasila się, staczając ludzkość na samo dno,
do rynsztoku. Zastanawiam się czasami, czy nie lepiej byłoby załatwić
to szybko i bezboleśnie, garścią pigułek lub kawałkiem
sznura, niż obserwować cały ten burdel...
Ty to piszesz pewnie ironicznie, uwypuklając, powyższy fragment
to prześmiewcza hiperbola Naszego losu. List do pesymistów...
Ech. Może i ja jestem pesymistą, ale chyba jednak nie tak
wielkim. Ale jak już nie mam co robić, to porozmawiajmy. Wojny,
sekty, zboczeńców, głód, przemoc w szkołach, alkohol,
narkotyki, dilerzy, polityka, dzieci, zachłanność... Masz rację,
możnaby wymieniać przez kilka kart A4. Może wielu ludzi, którzy
trochę mnie lubili przez moje arty teraz się trochę skrzywi,
ale mnie to nie dotyczy, mam to gdzieś. Równie bardzo intersuje
mnie to wszystko, jak to, że w Londynie pada właśnie deszcz.
Mam to gdzieś. Może mnie to spotkać, ale póki co nie bardzo
myślę na przykład o wojnie.
Głupota i nienawiść to jedyne rzeczy, o których można tu myśleć
pesymistycznie. Może tekst nie przejdzie do magazynu, ale
dojdzie na Twój e-mail, ale jedyną rzeczą, która mnie
cholernie wkurza są drechy. Nie mam zamiaru kończyć ze sobą,
a już tym bardziej szybko i bezboleśnie. Słuchaj: poniżyli
mnie, mojego najlepszego przyjaciela okradli z kasy, na którą
uczciwie pracował, a mało tego nie było, nie chciał się za
to naćpać, wierz mi, krzywdzą codziennie wielu ludzi. Bezlitośnie
i bezmyślnie. Może nawet ten list napisałeś po lekturze któregoś
z moich raczej smutnych tekstów. Jeśli tak, to jestem pesymistą.
Bo nie ma końca. Nie mamy się co łudzić. Wszystko zmierza ku
gorszemu. Na takich ludzi nic nie zdziała ani Unia Europejska,
ani nawet ten chrzaniny kościół, w którym wielu wciąż pokłada
głupią nadzieję, mimo że okrada staruszki, jego zaślepione
wyznawczynie.
Dlaczego uważasz, że jest źle? Zapewne odpowiesz bardzo
prosto - bo jest źle. Ja jednak uważam, że nie należy
wszystkiego przyjmować w ten sposób. Ja cieszę się z każdego,
najdrobniejszego Bożego podarka - promyków słońca, niesionych
przez kolejny piękny dzień, chłodnego, orzeźwiającego
powiewu latem... Czyż tak nie jest lepiej? Gdy będziesz mówił
sobie, że jest źle i nie dostrzegał takich drobnych, lecz
naprawdę cieszących zdarzeń, to będzie źle, cokolwiek by się
działo.
No zgadnij, dlaczego tak myślę. Bo sam doświadczyłem tego, że
jest żle. Bóg stawia nas w pewnych okresach życia w punkcie
wyboru. Zbyt wielu z nas wybiera łatwiejszą i prostszą drogę.
Na początku idziesz nią w świetle jupiterów, czujesz się równy
bogom. Jednak nie ocalejesz w pamięci Twego otoczenia. Twoja
iskra będzie schowana głęboka przed światem, będzie trzęsła
się ze strachu przed Tobą w najczarniejszych zakamarkach umysłu
tego, na którego wypadło tego właśnie dnia. Kto wylosował
nagrodę zdeptania właśnie w ten pieprzony wtorek. Będziesz
szedł tą drogą i w końcu sam zostaniesz zdeptany. Przez osobę,
którą nigdy byś nie podejrzewał drechu. Zobaczysz. Ale
tymczasem taki półmózg będzie łaził po moim pięknym mieście
i siał rozbój i kradzieże. Tymczasem = kilka lat zanim nastaną
jego następcy. Stary, jaki Boży podarek? Powiew, poranek...
Naczytałeś się wierszy. Są piękne i przenoszą nas w świat,
w którym miłość nie jest niczym niezwykłym, jak tutaj, gdzie
zesłał nasz los. Miłość istnieje oczywiście i jest potężna,
ale zdarza się rzadko i równie rzadko jest odwzajemniona.
Codziennie otaczają mnie promyczki, ptaszki, wiaterek, zafajdany
zefirek i co? Nadal jestem jaki jestem. Patrzę na świat przez
pryzmat cholernego sarkazmu. Przez pryzmat doświadczeń, jakie
dane było mi skolekcjonować. Łyka mnie czasami zawieszenie i
deprecha. Cieszę się drobiazgami, nawet nie wiesz jak bardzo,
ale to są krople w morzu syfu. Jak możesz napić się kilkoma
kroplami na pustyni, na której nie napotkałeś studni od kilku
dni? Codziennie mówię sobie: będzie super i ogólnie zajebiście.
I co ja mogę na to, że ta wróżba rzadko się sprawdza. Możesz
sobie myśleć, ale naprawdę daję sobie radę. Poszedłem do
dobrego LO, koledzy mnie nie biją, mam prawdziwych przyjaciół,
jest dziewczyna, na której mi zależy. Żyć nie umierać. Ale
jestem smutny, bo niemal co drugi dzień widzę.
Wyjrzyj przez okno. Co dostrzegasz, co odczuwasz? Widzisz
kilku niezadowolonych, nie mających perspektyw na przyszłość
ludzi. Słyszysz gryzący w uszy warkot samochodów. Czujesz
nosem powodujący nudności smród spalin.
Akurat nie. Mieszkam w cudownym miejscu. Mam przed sobą miasto,
dwadzieścia minut spaceru do kina, a kolejne dwadzieścia do
lasu. Zazdroszczą mi. Widziałem nawet kiedyś zająca nieopodal
domu i bażanty. Byłbyś zachwycony Fido.
Zapytasz więc, co ja takiego widzę i czuję, gdy wyglądam
przez okno swojego mieszkania. Otóż ja widzę leżące na ziemi
różnokolorowe liście - to widok nieporównywalny z żadnym
obrazem stworzonym przez człowieka. Słyszę kojący nerwy,
pozwalający zapomnieć o wszelkich problemach śpiew ptaków, który
utwierdza mnie w przekonaniu o cudowności tego świata.
Zachwycam się nim, łapczywie wychwytuję każdy ton, nim to się
skończy i na dobre nadejdzie zima. A wtedy wszystko pokryje biały
puch - cały świat w śniegu, to naprawdę piękny, poruszający
serce widok...
Liście wcale nie są różnokolorowe. One są brązowe, stary.
Brunatne i poskładane na kupy przypominające szlam wyrzucony ze
studzienki. W zimie jest zimno i wilgotno, a ja tego nie lubią.
Piękny poruszający widok... Widziałem ich wiele. Chciałbym
powrócić do każdego z nich osobna kiedyś. Wraz z tymi, z którymi
je oglądałem. Tak, świat jest piękny. Czasami. Dla chwil
warto żyć. Dla miłości i nienawiści warto żyć. Warto żyć
dla kształtowania swojej osobowości.
A te wszystkie, wymienione w pierwszym akapicie problemy?
Znikną. Znikną, gdy przestaniemy zrzędzić, że jest źle, i
zajmiemy się poprawą takiego stanu rzeczy. Tak niewiele trzeba
- wystarczy samemu nie pogarszać sytuacji i pomagać w miarę możliwości,
choćby przez codzienne odwiedzanie www.pajacyk.pl.
Nie znikną. Poprawa nie jest możliwa. Nie będę się powtarzał
- przeczytaj Postępującą Standaryzację Bezsensu mojego
autorstwa. Faramir może już się czegoś nauczył. Może
jeszcze ty coś zrozumiesz? Mnie na przykład. www.
pajacyk.pl
Heh, żałosny Pinokio z dziurą w brzuchu, ale jeśli chcesz to
dawaj. Czerwony Krzyż na przykład sprzedawał rzeczy, które
dostał od obywateli w lumpeksach. Nosisz swój sweter po raz
drugi? O jak mi przykro.
Fido. Żeby świat stał się lepszy polecam kilka rzeczy, które mogą Ci pomóc. Mi nie pomogły. Ufaj księżom, chodż do kościoła, włączaj głos w telefonie w tramwaju, słuchaj dalej swoich ptaszków, do czasu aż Cię obesrają. Możesz jeszcze chodzić nawet po mieście o godzinie policyjnej, w której porządni ludzie nie mają prawa pojawiać się przecież. Po 20. Zakochaj się i wybierz się z Nią na plażę (Brzeżno, Karwia - super miejsca wyłączając przemarsze skinów). Polecam. Tylko u nas, kurwa.
* - Tytuł może być z deko niezrozumały. Pinokio to koleś, który
kłamał i nos mu się wydłużył. Chciał być człowiekiem i
niczego nie nauczył się przez całą podróż, jaką odbył w
poszukiwaniu swego człowieczeństwa. Widział, że 2 ludzi na 10
było uczciwych, ale on nadal w nich wierzył. W magazynie
pojwiają się tacy zakłamani optymiści. Albo są młodzi. Zbyt
młodzi. Albo twardzi na tyle, żeby mieć gdzieś to, co przeżyli.
Albo nic nie przeżyli i piszą ze stanowiska bogacza, który myśli
nad tym ,że bieda nie jest złą, bo daje wolność. I jeszcze
jeden i jeszcze raz www.pijaczek.pl