Często czytam różne teksty w AM. W jednych autorzy dziwią się, jak to ludzie mogą ciągle widzieć wszystko na czarno, narzekać, umartwiać się. W drugich autorzy właśnie żalą się, że jest bardzo źle na świecie, im jest źle. To odczucie jest związane z dana osobą. Nie ma takiego uniwersalnego szczęścia. Szczęście jest celem, a każdy ma inny. Ktoś widzi rzeczywistość inaczej, gdyż w jego odczuciach wydaje się ona inna, los go odpowiednio potraktował, ma bagaż doświadczenia (niekoniecznie zależny do wieku). Lecz bardziej przychylałbym się do tych drugich, gdyż oni zauważają, że jest coś nie tak. Może optymiści też to widzą, ale można powiedzieć, że sprawy innych mniej ich obchodzą. Pojęcie pesymizmu i optymizmu powinno ograniczać się do zakładania z góry rozwiązania. A skoro mowa o pesymizmie, to chciałbym wspomnieć o... A tutaj powinienem wymienić wszystkie wady (czego byłoby sporo, lecz nie napiszę), do czego mam prawo, gdyż jestem osobą najgorszą* oraz moje uczynki są złem doskonałym.**
Ani pesymizm ani optymizm nie są poprawnymi sposobami postrzegania świata. Jeśli więc obiektywizm widzi całą prawdę, i jest ona nie aż taka wspaniała, to nie musi być pesymizmem. Może jestem człowiekiem chorym psychicznie jeśli tak uważam, ale gdy popatrzę na wojny, egoizm, całe to zło, straszną historię świata, nie mogę wytrzymać. Trudno, tak było. Ale i będzie. A ja nie mogę nic na to poradzić. Nawet, jeśli będę uśmiechał się za każdym razem, kiedy ktoś zostanie zabity z powodu 3 zł....”Bo są i dobrzy ludzie”. Jeśli jakieś problemy nękają członka rodziny, to cała rodzina powinna starać się mu pomóc, jeśli najbliższa sobie z tym nie radzi. A Ziemia jest takim wielkim domem wszystkich ludzi, wszyscy są sobie braćmi i siostrami. Ale cóż, taka moja wada, że przejmuję się tym, czym nie powinienem i nie powinno mnie to obchodzić.
Wywiózłbym autora słów „Carpe diem” na pustynię i powiedziałbym mu: „Chwytaj dzień.” Nie zostawiłbym mu ani wody, ani pożywienia. I czytam sobie, jak to wszyscy żalą się, jak to jest źle, a równocześnie mówią, że jest im dobrze. Że dzieje się zło, ale oni mają własne życie. Tak, gdyby mieli wybór, to na pewno coś by zmienili, a tak, po co mają się sami martwić nad cudzym losem, skoro to nic nie da? Lepiej wypić piwo. Co, może ja mam zmienić świat? Nie, nie mam go zmieniać, tylko siebie zmienić. Pogodzić się z niesprawiedliwością, z egoizmem, kłamstwem i wszystkim złym. Mam zauważać tylko malutkie dobro, i żyć aż do śmierci. Bo każdy narodził się po to, aby umrzeć. I tyle co mnie złości, to BEZSILNOŚĆ. Jak może ktoś być bezdomny? Głodny? NIESZCZĘŚLIWY???!!! Tak nie ma być, ale wy Mędrcy Tego Świata twierdzicie, że musi być. Taka rzeczywistość i już. I nie miejcie pretensji do nikogo innego jak do siebie samego, że coś złego was spotyka. Ja nie dam rady zaprzestać wszystkim działaniom wojennym, uleczyć AIDS czy nakarmić głodujące państwa. Nie dam zamieszkania bezdomnym, nie zatrudnię bezrobotnych. Bo każdy ma martwić się o swój tyłek... Nie mogę tak żyć, gdyż każdy inny tyłek mógł być właśnie moim, a nie jest dzięki sprzyjającym okolicznościom (plus rozwaga). Nie będę już pisał, co zrobili ludzie (lub czego nie), każdy wie, że były wojny, są bronie biologiczne, egoistów nie brakuje, co czynią rządzący to przesada, ale znam sposób, aby to rozwiązać. Jest jedno ciekawe rozwiązanie (oprócz tych nierealnych, że ludzi da się zmienić poprzez akcje propagandowe - jak przemówimy do rasisty czy mordercy?). Jednak gdy powiem, że chciałbym utopii, uznacie mnie za jednego z walniętych ludzisk, co to trzeci policzek nadstawiają. Napisałbym, co to jest dokładnie, ale po co? Przecież wam podoba się tak, jak jest. Nie sprzeciwia się nikt, czyli zgadza się. Demonstracje też niewiele dają, lecz coś... Jest nadzieja, jeśliby eksperyment powiódłby się, uwolnimy się z niewoli „wolności.” Wszystko co dobre pozostanie, wszystko co złe zniknie (oby) na zawsze. Zmuszać ludzi do bycia dobrymi, idealnymi, szczęśliwymi... Do czego to już doszło. Żeby ludzie nie mogli dojść do porozumienia... JEST ICH ZA DUŻO. Stawiam na wojnę z użyciem broni masowego rażenia. Przeżyje garstka, oby to byli sprawiedliwi. Światu trzeba kolejnego potopu, zanim się sam utopi. Trzeba utopii, zanim się utopi. Tylko to uratuje go przed zagładą. Ziemia nie będzie wieczna. Kiedyś Słońce zgaśnie, jak i każda gwiazda. Czy do tego czasu ludzie zmądrzeją? Czy Ziemia będzie istnieć? Ludzie powinni posunąć naprzód badania naukowe, aby zasiedlić inne planety (poruszanie się z prędkością myśli = 0 [km/h]). Chyba, że życie jest tylko formą zabawy, rozrywki istot doskonałych, które są nieskończoną energią, wszechmyślą, są na najwyższym poziomie świadomości... A ciał ludzkich używają do zabawy. Ciekawi ich losowość. Wszystko jest materią. Materia nie znika, zmienia tylko postać. Koniec Gry. Zakończono symulację tzw. życia. Dziękujemy za skorzystanie z produktu firmy Matr&X (a jest taki wygaszacz ekranu co się nazywa Matrix Code Emulator i skąd on wziął się na twardzielu???).
CARPE DIEM (Horacy, przedstawiciel egoistów wśród poetów)
Horacy głosi do młodych – „Chwytaj dzień” - i AIDS się rozprzestrzenia
(z braku zabezpieczenia)
Horacy głosi w Palestynie – „Chwytaj dzień” - i fanatycy się wysadzają
Horacy głosi w slumsach – „Chwytaj dzień” – Bezdomny: "To sobie
chwytaj, ja mam zmarznięte ręce, a i tak trzymam moje pudło, bo wiatr by je
porwał."
Gdyby taki człowiek, co radzi pesymistom wziąć się w garść, naprawdę znalazł się w sytuacji, o której piszą różne osoby, zrozumiałaby. Nie można tak po prostu: „Od dziś nie będę najgorszy, znajdę sobie prawdziwych przyjaciół (przy kuflu, a gdzie indziej?! Chyba nie na necie?!) i będzie dobrze.” Niektórym osobom szczęście daje to, czego jest niewiele w dzisiejszym świecie. Jak ktoś jest nieśmiały od urodzenia (tzn. wychowania), żeby nie wiem jak chciał to mu się nie uda. Jednak dobrze jest zauważać pozytywne strony wszystkiego. Trudno wygrać bitwę, gdy na stracie zakłada się porażkę. Przykro mi, negatywne bardziej rzucają się w oczy. Myślenie realne = pesymizm? Raczej nie, gdyż rzeczywistość jest jaka jest, a pesymizm to dostrzeganie TYLKO i WYŁĄCZNIE negatywnych jego stron oraz ich wyolbrzymianie.
Niestety znów muszę pisać wyjaśnienia, gdyby ktoś pomyślał, że należy tylko umartwiać się i cierpieć czekając na nieuchronną śmierć, zawsze przybywającą za późno lub za wcześnie. Tłumaczę, że po prostu nie lubię Horacego, tak jak np. Buszmena. Powody, argumenty? A... przeprowadziłem analizy osobowości. Aczkolwiek realizacja słów „Carpe diem” nie musi być aż tak drastyczna, bo raczej w nich chodzi o rozwagę w realizowaniu swoich celów oraz podejściu do dnia, jakby miał być ostatnim. Takie rozumowanie Horacego nawiązujące do stoicyzmu (patrz też inne jego utwory) wcale nie jest głupie, ale reszta... Horacy to egoista, a nawet taki, że napisał o tym w „Wybudowałem pomnik” oraz mówił „Odi profanum vulgus et arceo (pogardzam nieoświeconym tłumem i trzymam się z daleka). Tak, bo to przecież H_O_R_A_C_Y, najlepszy człowiek na całym świecie.
Zawsze piszę tekst pod wpływem impulsu, emocji, a do czasu napisania zakończenia ostygam. Albo górę bierze wtedy ta druga osoba. Rozmilionowienie jaźni. Tak się dzieje, kiedy za bardzo chce się poznać innych i staje się nimi w celach eksperymentalnych.
* - jak wiadomo, człowiek
jest najgorszy wtedy, kiedy sam za takiego się uważa
** - zło doskonałe - uczynki czynione bez
jakiegokolwiek usprawiedliwienia przez osoby trzecie, np. władcy tacy jak
Hitler, Stalin itp. nie czynili zła doskonałego, gdyż 1. Mieli swoich
zwolenników 2. Ludzie rozmyślali nad przyczyną ich zachowań. Oprócz
tego ja oczyściłem wszystkich ze zła doskonałego winą obciążając
wychowanie, tradycję i czynniki zewnętrzne, choroby umysłowe oraz inne
okoliczności. Ludzie nie myślą dlaczego to zrobiłeś, tylko że to zrobiłeś,
jak to zrobiłeś oraz co z tego dla nich wynika. Nie obserwują, tylko oceniają.
Toż to szkoła czyni ich takimi nauczycielami. A z definicji z moich dokumentów:
"Istnieje ono w momencie, kiedy wszyscy ludzie uznają czyn za dogłębnie zły, przemyślany w skutkach. Nikt nie próbuje znaleźć przyczyny czy usprawiedliwienia."
Slavik