Obrazy

Nie zadałem pytania, wyczytał je z mojego spojrzenia. Nie od razu odpowiedział. Najpierw upewnił się, że chcę znać odpowiedź. Potem rzekł:

-         Jestem bogiem- w jego głosie nie było żadnych uczuć.- Stwórcą.

Nie zdziwiłem się, wiedziałem to już dawno. Ruszyłem przed siebie, bóg poszedł za mną. Podążał krok w krok. Szedłem. W pewnym momencie poczułem, że muszę się zatrzymać. Coś mnie wzywało. Odwróciłem się. On cały czas był za mną. Na ścianie wisiał obraz, zmuszał mnie bym spojrzał na niego.

Był zamazany, ale im dłużej przyglądałem mu się tym stawała się wyraźniejszy. W końcu zobaczyłem to co było na nim namalowane...

...kobieta, piękna, czarnowłosa kobieta siedząca na czarnym tronie.

-         Strach- usłyszałem.- ten obraz przedstawia strach. Nic nie czujesz?

Poczułem strach. Paraliżujący i zimny strach. Mimo wszystko zaprzeczyłem potrząśnięciem głowy. Szybko ruszyłem dalej. Cały czas widziałem jej oczy... niebieskie i puste.

Następny obraz wyrósł przede mną niespodziewanie. Od razu był wyraźny. Znowu czarnowłosa kobieta...

-         Zazdrość...

Jakaż ona była piękna, tylko dlaczego ona a nie ja? Ja też chcę... uciekłem od tego obrazu. Zaszlochałem. Tym razem bóg ruszył pierwszy dalej. Wskazał na inny obraz.

-         Żal. Coś, co znasz dobrze.- uśmiechnął się.

Kobieta, czarnowłosa, brązowe oczy... znałem ją kiedyś, kochałem. Dlaczego odeszła? Tak żałuję, że nie ma jej ze mną. Obraz znikł. Żal też.

Następnego obrazu nawet nie zauważyłem, poczułem go. Szybko odgadłem jego tytuł. Litość. Przed oczami stanęły mi obrazy z mego dawnego życia. Nigdy wcześniej nie czułem litości.

Ruszyłem dalej... ciężka wędrówka trwała nadal.

Kolejny obraz wzbudził moje zdenerwowanie. Był taki brzydki. Czarnowłosa kobieta siedząca na tronie... okropnie brzydki. Uderzyłem w niego i zacząłem krzyczeć, ale to nie przynosiło mi ulgi. Spojrzałem na boga. Był taki spokojny. Rzuciłem się na niego. W tym momencie obraz znikł...

-         To była złość, nie spodziewałem się takiej reakcji, ciekawe...

Szliśmy dalej. Dookoła nas rozciągała się pustka. Ciepła i miła pustka.

Bardzo długo szliśmy zanim pojawiła się nowy obraz. był przykryty jakimś materiałem. Tym razem bóg nie podszedł do niego, ja tez nie podchodziłem. Spojrzał mi głęboko w oczy  i westchnął. Jego twarz nadal była bez wyrazu.

-         Teraz ostatnia „próba”, zobaczymy czy już jesteś gotów...- zawiesił głos na chwile.- ostatnie uczucie...

Materiał opadł i moim oczom ukazał się obraz. Kobieta czarnowłosa, czarnooka, piękna...

-         Czujesz cos?- zapytał bóg.

-         A ty?

Na jego twarzy odmalowało się zdziwienie...

-         Nic nie czujesz... tak jak ja... ten obraz przedstawia miłość...- powiedziałem. sOdwróciłem się i odszedłem. Ostatni raz spojrzałem na niego. Dwie wielki łzy spływały mu po policzkach. Teraz dopiero zobaczyłem jaki jest stary i smutny. Niestety nie mogłem mu pomóc. Nie tylko mnie skazał na wieczna wędrówkę, ale i siebie...

I znów usłyszałem glos...

„Nic nie czułeś? Jesteś pewien? Czas pokaże...”

Smutny Wędrowiec