O nieludzkim traktowaniu świnek w Ameryce słów kilka 

Wiem, że tekstów o Ameryce w AM jest ostatnio prawdziwy natłok jednakże muszę dorzucić swoje 12 groszy. Do popełnienia tego tekstu skłoniło mnie to że nikt przede mną nie napisał dotąd nic o warunkach bytowania tych przydatnych i miłych zwierzątek.
Jeżeli po tym tekście będziesz miał nadal ochotę na hamburgera to albo:
a) masz nerwy ze stali
b) masz mózg z galarety
c) masz to w d***e
 
Wiecie ile świnek jest na amerykańskich farmach-molochach dostarczających lwią część wieprzowiny dla koncernów żywnościowych? Od 100 tys. do ćwierć miliona świnek. Żeby one tam miały jeszcze jakieś „ludzkie” warunki. A w życiu! Stoją one sobie w ciasnych ciemnych klatkach. Klatki są tak ciasne, że świnki nie mogą się ruszać. Dzięki temu, że się nie ruszają nie chudną i szybciej przybierają na wadze.

Nieruszająca się świnka = Tłusta świnka.

Ponadto w klatkach tych zamiast podłóg jest coś, co przypomina ruszty a fekalia pływają sobie po okolicy. Nikt na tych farmach nie zajmuje się tym problemem a więc wokół tych obozów koncentracyjnych dla trzody chlewnej tworzą się jeziora kału i moczu. Wyobraźcie sobie taką kupę kup oraz to jaki smród tam panuje. Już? A teraz wyobraźcie sobie, że jest upalne lato. Oczywiście jest to nielegalne, ale pieniądze mają dziwną moc zamykania ust i wypychania kieszeni. 

Oczywiście ma to wpływ na to, że w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od farmy ludzie i zwierzęta chorują. Jedną z paskudniejszych chorób jest fisteria. W końcowym stadium jest bardzo łatwo rozpoznawalna gdyż objawia się odpadaniem kawałków ciała żywego zwierzęcia. Choroba ta zagraża również człowiekowi. Jak to się dzieje że świnki znajdujące się w środku tego „syfu” nie chorują? To proste drogi Watsonie świnki są faszerowane antybiotykami. Świnki rzadziej chorują, ale ludzie pałaszujący hamburgery-nie, i właściwie to jest dokładnie odwrotnie niż w przypadku świnek. 

Ponieważ jest to AMERYKA kraj POSTĘPU, świnki są zabijane automatycznie, ok. 1200 świnek na godzinę. Na zabicie jednej świnki przeznacza się, więc ok. sześć sekund. W ciągu tych sześciu sekund nie zawsze udaje się świnkę uśmiercić i tak jeszcze żywa świnka trafia do oparzalni. Zgadnijcie, jakie są możliwości kontroli weterynaryjnej? Tak są praktycznie żadne. Inspektor ma około godzinę na skontrolowanie czy 1500 świnek nadaje się do przerobu na żywność. To trochę mało prawda?  I co? Czy teraz czy będziesz w stanie spokojnie zjeść hamburgera, wiedząc o tym jak bardzo te zwierzęta cierpiały? Ja nie. 

Dziadek Mróz

PS: A wiecie że ta paskudna Unia Europejska nie przyjmuje takiego mięsa? A to dranie!
PS2: Podczas czytania przesłuchajcie sobie utwór Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego "Kanapka z człowiekiem" będziecie mogli
postawić się w sytuacji Waszego jedzenia