Początek zawsze jest najtrudniejszy. Jakiegokolwiek tematu bym się nie podjął i tak najwięcej czasu spędzam na obmyśleniu tych kilku słów wstępu. Sprawa staje się jeszcze trudniejsza, gdy piszę na komputerze. Dzieje się tak, ponieważ edytory tekstowe, dają niepowtarzalną możliwość ciągłej ingerencji w "rodzący" się tekst. Powiadam wam, żaden korektor nie zastąpi starej, poczciwej spacji wtórnej (backspace dla wolniej myślących). Tak (tu proponuję westchnienie), ciężko jest pisać wstępy, szczególnie gdy mają one płynnie przechodzić w następujący po nich tekst właściwy.

Częstokroć jest przecież tak, że jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Pal licho, kiedy autor zwali powstały w ten sposób chaos, na karb swojego zwichrowanego poczucia humoru. Ja jednak nie mogę zastosować tak przewrotnej taktyki, tym bardziej, że tekst ten ma być o całkiem poważnych rzeczach (chociaż czasem się do czytelnika uśmiechnę). Jakich? Tego, przyznaję bez bicia, jeszcze nie wiem. Po prostu... wolę pisać na żywca.

Zdaje się, że zacznę od tego, co wciąż przewija się przez kolejne teksty. Będę się zastanawiał nad indywidualnością człowieka. Tak więc, nabieram powietrza i... stwierdzam, że wcale nie jesteśmy tak wyjątkowi, za jakich chcielibyśmy uchodzić. Pocieszę was jednak, podobieństwa nieczęsto przybierają postać całościowych. Dzieje się tak, ponieważ człowiek ze swoją psychiką, moralnością, wzorem zachowań i całą resztą podobnych bzdur, jest istotą strasznie zagmatwaną. Dlatego też, omawiane tutaj podobieństwa ograniczają się, do pojedynczych "klocków" budujących całość.

No dobrze - powie ktoś - ale to już wiemy i żadnej ameryki nie odkryłeś.
Moja odpowiedź zaś brzmi - pewnie, że nie, ale... Zastanów się, co myślisz o tym, że ktoś TAK SAMO reaguje w różnych sytuacjach. Co powiesz na to, że dzielisz z kimś niepowołanym swoje najintymniejsze przeżycia, myśli, słowa? Co jeżeli twoje wzloty i upadki, są również moimi? Jak to na ciebie oddziałowuje? Wiesz to najlepiej, gdy przedzierając się przez setki artów trafiasz na ten, opisujący TWOJE rozterki. Nagle ktoś, nieświadomy nawet tego co ci robi, wydziera z ciebie te najgłębiej chowane sekrety. Mówi o nich publicznie. Odziera cię z tej urojonej prywatności, która podobnie jak twój pokój, wydaje ci się najbezpieczniejszą do czasu, gdy kilku gnojków z dachu przeciwległego bloku postraszy cię światełkiem lasera i podejrzy przez lornetkę (przepraszam dziewczyno, gnojkiem byłem). Wtedy uderza cię świadomość własnej anonimowości. Własnej "małości". To co dotychczas wydawało ci niepowtarzalne - twój żal po straconej miłości, twoja tęskonota za nie wykorzystaną okazją, pragnienie drugiej osoby, rodząca się frustracja i rosnący samowstręt (a może coś zupełnie innego - nieważne)... Te wszystkie wydawałoby się niepowtarzalne rzeczy (ileż to razy czytałem "jestem najsamotniejszym człowiekiem, ile razy myślałem "jestem największym idiotą") są czymś bardzo pospolitym. Są ni mniej, ni więcej częściami zamiennymi, krążącymi wśród podobnych ci ludzi. Tak samo powszednie jak ty, z tą swoją wielką miłością, nienawiścią, szczerą wiarą w Boga, czy czym tam jeszcze. Pal licho, kiedy podobnie do tłumu, obsmarowujesz na łamach AM swojego adwersarza. Pies trącał, jeśli chodzi o sposób w jaki spędzasz sobotnie poranki. Nad zbieżnością błahostek da się przejść. Nad dotykaniem i nad opisywaniem najgłębiej ukrytych, najdelikatniejszych strun twojej DUSZY, już nie. Przynajmniej nie bez zastanowienia.
W moim wypadku, pogłębiło to tyko uczucie "sparszywienia" i pogardy do samego siebie. Doprawdy, byłem żałosny, kiedy siedziałem sam na sam ze swoją rozpaczą, karmiąc się rozgoryczeniem i nie przyjmowałem do świadomości tego, że ktoś może mnie rozumieć, bo robi to samo. Heh, ale ze mnie głupiec, a jaki egoista.

Powyższy tekst dedykuję tym, którzy czytając "Schizo bez polskich czcionek" pomyśleli "hej! ja to mogłem napisać". Ponadto dedykuję go Phnom Penhowi - w trakcie czytania "Cierpię więc jestem" (AM 31) zacząłem obawiać się czy Ty przypadkiem nie mówisz o mnie (podobieństwa w zbyt wielu szczegółach) i czy ze mnie nie drwisz (jeśli dobrze odczytałem ton Twojej wypowiedzi). Kiedy się jednak nad tym zastanowiłem, doszedłem do wniosku, że nawet znając mnie lepiej od rodzonej matki, nie mógłbyś kpić z moich przywar i hipokryzji w ten sam sposób, w jaki i ja z nich (od trzech miechów) kpię. Nie, musisz być mi obcy i ta właśnie myśl stała się zalążkiem tego arta.
Korzystając z okazji, chciałbym również podziękować ekipie rządzącej (Qn'ik oraz Eddie), cyklowi wydawniczemu Action Maga oraz tym, którzy wymyślili 13 numer CDA - dzięki Wam zobaczyłem swój debiut na łamach dokładnie 6.XII.
Dziękuję również Joannie Czapskiej - "Mój wyrok..." (AM 31) stał się drugim tekstem (obok już wymienionego "Cierpię więc jestem"), który mną wstrząsnął. Widzisz, zawsze wiedziałem, że są ludzie którzy mają/mieli gorzej, ale dopiero Ty sprawiłaś, że to zrozumiałem. Być może chodzi o tę zbieżność - również miałem depresję (opinia psychologa, do psychaitry już nie poszedłem), ale przy tym przez co przeszłaś (i wciąż przechodzisz) Ty, moje problemy były jak, jak... jak brak ciepłej wody w kranie. Dzięki.
(zachowałem Cię na koniec, bo to było najbardziej osobiste, choć teraz jest już publiczne - ekshibicjonizm Phnom?)

Czytajcie autorów, zaklasyfikowanych przez kogoś ukrywającego się pod nickiem Axel Prubaj Hoolaynoga do grupy inteligentów (AM 32 - "Jelita Acion Maga), czyli: Red like dragon fall (oby fly), Phnom Penh, czasem Eddie oraz kilku (czemu nie kilkoro, reklamujcie Maga) innych (a od początków AM było Ich wielu), których nicków nie pomnę (za co bardzo przepraszam).




Madmess - 16.XII.2002. godzina między 3.00 a 6.54
Tym razem niczego nie słuchałem, mimo wszystko polecam Massive Attack - "Dissolved Girl".
Nie będę się również brzydko uśmiechał (tym razem).
Dobranoc.