Pamiętnik
Herezji
(z gr. Hairesis - wybór)
02.03.2000r.
Przerażam przerażonych. Długie łodygi kłamstw,
bezsensu, strachu i najniższych potrzeb zaczynają mnie
oplatać. Człowieku, istoto żywa: czy nie mógłbyś
przestać ich podlewać swoimi zimnymi łzami? Czy nie
czujesz, że właśnie odbudowujesz swój świat na
ruinach mojego? Człowieku, twoje poczęcie nie było
urojone jak moje. Kształtuj swój wizerunek, kalkuluj co
będziesz a czego nie będziesz tolerować. Zdesperowany
by nic nie robić. Nie patrz się tak na mnie. Mam łyżkę.
Wiem co robić. Teraz już nie będziesz mógł patrzeć.
Smacznego.
11.03.2000r.
Jeśli się nie wie, to po co mówić. Bo to ogranicza?
Ale... jak ja mam coś wiedzieć przedtem nie wiedząc i
się nie pytając? Doświadczenia, owszem, ale trzeba je
z czymś skonfrontować. Tak sobie myślę. Jednak to
zrobiło na mnie duże wrażenie. To dobrze. Może
zaczynam to lubić? To źle? A jak bym się czuła na jej
miejscu?
Zajebiście.
Osoba, która zabiła przez przypadek troje ludzi, a
potem jeszcze jednego z premedytacją i tego nie żałuje
nie byłaby w stanie kochać w normalny sposób. W takim
razie to wszystko co ona odczuwała i co zmusiło ją do
tego, od początku nie było normalne. Nie było. Ale z
drugiej strony ciężko o czymś takim mówić, bo nie ma
się pojęcia o tym, co ona tak naprawdę czuje. Sama to
zresztą przyznała. Jej uśmiech był wspaniały.
Wspaniały koniec. Koniec.
15.03.2000r. (spokojna noc)
Moja ignorancja
umarła...
ale razem z nią
też tożsamość i indywidualność
Teraz poruszają mnie
bardzo sprecyzowane rodzaje piękna...
Kiedy sięgam pamięcią w przeszłość mam ogromne
trudności z odróżnieniem prawdy od własnej imaginacji
lub cudzej sugestii.
Wieczorem zdejmuję z siebie ubranie i staję przed
lustrem. Czuję się obco. Zastanawiam się jak to możliwe,
że narzędzie jak ja zostało obdarzone świadomością.
Zaczynam się bać, że istnieję tylko w wyobraźni kogoś
inteligentniejszego, jakiegoś WIELKIEGO MÓZGU. Kładę
się do łóżka debatując z samą sobą po cichutku.
20.03.2000r.
Niesamowite. Ale dlaczego. Gra słów, gestów, cisza i:
niesamowite. Literki i przerwy między nimi, dźwięki i
cisza: też niesamowite. Parę słów, spojrzenie, wyraz
oczu: niesamowite. Myśl: niesamowite. Więc dlaczego tak
często jest tylko pustka, nic, suchość w gardle, brak
myśli, brak uczuć, pełnia obojętności, całkowity
dystans, zamiast uśmiechu: puste spojrzenie, szklany
wzrok, sztuczność. Ale... nie! Bo tak nie można. Bo
tak nie można. Nie u mnie. Nie. U mnie uśmiech: Tak!
Czasem nawet, gdy mam taki nastrój jak dziś, pozwalam
sobie na
ziewanie.
01.09.2000r. (słucham znowu Tool-a)
Ironia i cynizm. Śmiech i dystans. Rozglądam się wokół:
wszyscy ludzie mnie omijają. Nagle czas spowalnia,
obserwuję rękę jakiejś dziewczyny, która bardzo
powoli się podnosi, a następnie jeszcze wolniej opada.
Nagle wszystko zastyga. Chodzę między ludźmi nie patrząc
na nich. Uśmiecham się, kiedy wszystko wraca do normy.
Nauczyłam się pogardy.
02.01.2001r. (podłoga)
Moje ciało ma inne zdanie na temat tego czego potrzebuję.
Zwija się w kłębek na podłodze i krzyczy. Przez chwilę
wyobrażam sobie co bym czuła, gdyby w ten sposób nie
uchodziły ze mnie emocje, siły i nieśmiertelność.
Przerażający ból nie pozwala mi zasnąć, wstać ani
się rozprostować. Jeszcze tylko miesiąc.
05.01.2001r. (wśród ludzi, na przystanku, do Niego)
Wyrwij jej ucho a zdobędziesz akceptację otoczenia.
Spraw by życie jej bliskich zaczęło przypominać
powolną agonię. Wykorzystuj prochy innych by nie poświęcać
nic swojego. Załóż się ze mną o to, jak długo
wytrzyma tamten chłopczyk. Giń za mnie albo żyj za
wszystkich.
Jedyną drogą do szczęścia jest ucieczka od codzienności,
nie myślenie, oderwanie się od życia. Pomyśl nad tym.
Czy po to tu się wybierałeś człowieku?
08.02.2001r. (piąta rano)
Zrób cud lub dwa a wykorzystają cię do własnych celów.
Leż przy samej ziemi, tam jest przecież najciekawiej i
najśmieszniej. Śmiej się!!! Czemu się nie śmiejesz?
Mówią: moralność.
Mówią: zasady.
Mówią: nie ruszaj się bo się uszkodzisz.
Leżysz bojąc się oddychać, w obawie, że zadasz sobie
ból. Kiedy dawno temu spróbowałeś przesunąć rękę
poczułeś obezwładniający ból. Dlatego leżysz, dopóki
nie zjedzą cię robaki.
A wtedy mówią: następny.
I z twoich prochów powstaje kolejna istota, przywiązana
do ziemi łańcuchami strachu i rozsądku.
Słyszałeś kiedyś o takim, któremu udało się wstać.
Udało mu się zerwać łańcuchy. Ty wiesz dobrze, że
nie możesz. Jesteś przyszpilony dodatkowo poczuciem
winy, żalem, optymizmem, wiarą, miłością, poczuciem
własnej wartości i najgorszym ostrzem, które przebiło
ci serce i wbiło się w ziemię na kilka metrów:
Nadzieją.
Wydaje ci się, że twój stan jest cudowny. Nauczony
tego od zawsze nie zastanawiasz się nawet, czy może być
inaczej.
Giń nieświadomie, ze wzrokiem wpatrzonym w ziemię. Giń
i nigdy nie powstań.
11.02.2001r. (dalej słucham Tool-a)
Otaczają mnie łgarze nie warci splunięcia na nich.
Dlaczego ciągle wahasz się, czy się do nich nie przyłączyć?
Oni wierzą w szczęście, niebo, pokój i miłość
wszystkich ludzi. Jestem żywym przykładem tego, że się
mylą.
Myślisz, że to, że jesteś nienormalny cię
usprawiedliwia? Kurwa: nie! Tak, chcę to wykrzyczeć,
tak długo trzeba było milczeć. Co z tego, że uznaliśmy
ten rozdział za zamknięty? Takich rzeczy nie da się
wymazać, czy chcesz czy nie. Myślisz, że się nie
staram?!
Zastanówmy się, kiedy wszystko zaczęło się kopać?
Wiem. Od czasu zmiany środowiska. Musiałam robić
wszystko od nowa. Nauczyłam się wtedy bać, nienawidzić,
płakać z powodu cudzego szczęścia, pragnąć, pożądać
i przebaczać. Ale nie zapominać.
Mój bełkot jest duszący, zaczynam się nim dławić.
Poczekajcie, wyjdę zamknąć drzwi, otworzę okno i zasłonię
je.
Kurwa, myślisz że ci wszystko wolno? Otóż nie.
Rozejrzyj się. Widzisz? To oni wszyscy decydują co się
z tobą stanie. Jesteś swoim niewolnikiem. Ja też.
Jedyne chwile wolności to momenty, w których słucham
muzyki, lub jak niespełna dwa tygodnie temu całkowicie
tracę nad sobą kontrolę.
05.05.2001r.
bardzo potrzebuję
dużo samotności
08.06.2001r. (już nie słucham Tool-a...)
Gdyby wszystko się udało... Wypluj to. Nie pozwolę ci
tego zniszczyć. Jestem gotowa poświęcić naprawdę
wiele. Choćby siebie. Ale to się musi udać. Nie
przeszkadzaj mi teraz! Nie widzisz, że ratuję sposób
według którego żyję!?! Wynoście się wszyscy! Jeśli
nie potraficie tego pojąć, to was nie potrzebuję, a wy
nie potrzebujecie mnie.
10.06.2001r. (wieczór)
Wyrachowanie. Może jednak pójdziemy na oranżadę? Nie?
Szkoda.
11.06.2001r. (do Niego)
Jeśli ci to nie przeszkadza, to czemu się bezustannie
skarżysz? Przestań, pozwól cierpieć innym. A inni się
z nas śmieją. Tak, to był czerwony kwiat. Nie, nie
kosztował zbyt wiele. Tak, przyjdę. Jestem. Jest zajebiście
źle. To twoja wina!
14.06.2001r.
"Jesteśmy mniejszością" - wszyscy tak myślą.
Paradoks.
21.01.2002r.
"Dzieci są milsze od dorosłych
Zwierzęta są milsze od dzieci
Mówisz że rozumując w ten sposób
Muszę dojść do twierdzenia
Że najmilszy jest pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie"
"Pantofelek"
Andrzej Bursa
W ten sposób odkryłam tak naprawdę poezję.
Raczej słabo, ale i tak nieźle. Dzięki. Nie, już nie
przyjdę. Dobranoc.
***
KataszA
asztaka@poczta.gazeta.pl