Spodobało mi się to słowo. Nie wiem, czy istnieje w jakimkolwiek słowniku, ale chyba nie. Stworzyła je moja elokwentna wyobraźnia, pierwowzór czerpiąc z angielskiego "desolation", znaczącego tyle co samotność, opuszczenie, ale także spustoszenie. Dlatego ono o wiele lepiej oddaje uczucie samotności niż... "samotność". Czytając AM, wśród tekstów hałaśliwych i głupawych, agresywnych polemik i nachalnych nagabywań na stronę swej jedynie słusznej ideologii, można od czasu do czasu odnaleźć wołanie z tej krainy desolacji. Są to teksty najczęściej krótkie, nie mówiące z pozoru o niczym. Kluczem do ich zrozumienia jest kilka zdań, wplecionych gdzieś niepozornie w całość... Ludzie ci przekazują tylko malutką cząstkę swych uczuć, tą, która akurat w nich w tamtej chwili, kiedy pisali tekst, wygrała, która ich gryzie i nie daje żyć... Tak już jest że wielu ludzi zostało tak doświadczonych, iż stali się inni. Są twardsi i wytrzymalsi na ciosy zadawane przez życie, bardziej zahartowani, ale niewystarczająco, w dodatku, co najważniejsze - są inni. To sprawia, że nigdy nie będą przeżywali tego wszystkiego, z czym na codzień spotykają się ci, którzy nie potrafią tego docenić. Najgorsze w desolacji jest to, iż każdy inny jest inny, nawet od innego innego. Przecież starają się powstrzymać natarczywe myśli, wizje powracające z przeszłości, przecież mają swe marzenia i wizje dotyczące przyszłości, przecież cały czas wydaje im się, że widzą ludzi, z którymi mogliby zrealizować swe najskrytsze pragnienia. Dlaczego im nie wychodzi...? Przecież pozbyli się strachu przed szybkimi decyzjami, przecież w ich żyłach na równi z rozsądkiem płynie spontaniczność, żywioł Dionizosa z całą swą szczerością i błogosławioną prostotą. Przecież uśmiech w ich oczach wygląda jak blask słońca, a smutek jest niczym ogród porośnięty czarnymi różami - czymś zupełnie innym, niespotykanym w normalnym świecie. Przecież im można zaufać, można im się wyżalić, przytulić się do nich. Oni nie zawiodą, oni wiedzą jak pomóc. Umierali już wiele razy w zaciszu swego pokoju, są znakomitymi lekarzami, walczącymi do ostatniej chwili o życie innych. Jeśli się ich tylko poprosi... Jeśli ich się nie zrani... Są zamknięci w sobie i dziwni. Nie śmieją się z głupich dowcipów, chociaż ich poczucie humoru jest o wiele durniejsze. Nie odpowiadają obelgą na obelgę. Nie śmieją się z innych dlatego, że są śmieszni. Desolacja - stan przejściowy między pierwszym a drugim życiem podczas ludzkiej egzystencji na planecie Ziemia. Ilu jest takich, którzy nie wyjdą z tego stanu, przygnieceni przez świat...? A może ułatwić wam liczenie i spytać, ilu jest takich, którzy z niego wyjdą...
|