Czuję wściekłość. Tyle różnych rzeczy nie potrafię a chciałbym. Rozmawiać z Nią, rozśmieszać Ją. Być przy Niej spokojny, a nie zestresowany. Przed każdą rozmową z Nią czuję się jak przed jakimś egzaminem. A nawet gorzej, bo do egzaminu można się przygotować. Jestem wściekły na siebie, ale nie potrafię przestać o Niej myśleć. To jest silniejsze ode mnie. To coś takiego, z czym próbuję walczyć. Bo wiem, że nawet gdybym powiedział co do Niej czuję to nic by nie dało. Zbyt wiele razy słyszałem już złe słowa: „ Teraz nie mam dla ciebie czasu” „Wiesz, muszę już iść”. Staram się robić co mogę. Staram się być niezastąpiony. Nie wychodzi. Staram się być przyjacielem. Nie udaje się. Staram się być blisko. Odpycha mnie. Chciałbym dać Jej wszystko co mogę, ale to za mało. Czy naprawdę nie ma sposobu aby do Niej dotrzeć? Zapewne jest wiele dróg prowadzących do Niej, ale jak na razie każda, którą wypróbowałem kończyła się klęską i samotnością. I to nie taką zwykłą samotnością, gdy siedzisz sobie i nie masz z kim porozmawiać. Nie, ja mówię o takiej samotności, gdy chce ci się wyć do księżyca. Gdy leżysz w nocy i wszystkie myśli skierowane są do Niej. Gdy wiesz, ze spotkasz Ją następnego dnia, ale nie wiesz czy będzie to wybawienie czy kolejna kara. Za co ? Za to że tak mocno się starasz? Ze nie potrafisz inaczej żyć? Albo bez Niej? A może nie warto się tak starać. Może warto powiedzieć sobie dość. Próbuję zerwać. Coraz więcej komputera, książek, muzyki. Ale to nic nie daję. I tak przebija się ponad to wszystko obraz jej twarzy. Uśmiechu. W uszach słyszę jej śmiech. Taki czysty, radosny. Od trzech lat nie ma dnia, żebym o Niej nie myślał. Każdego dnia. Budzę się i cieszę się, że tego dnia znowu Ją spotkam. A później myślę, że znowu Ją spotkam. I znowu będę się pocił i próbował wymyśleć jakiś niezły tekst. Eeech.

P.
PS1 „Śmierć jest niczym wobec wstydu”
PS2 „Człowiek powinien znać swoje ograniczenia „ Clint Eastwood
PS3. „Miłość bliźniego nie byłaby tak utrudniona, gdyby ten bliźni nie był tak blisko.” Norman Mailer.