CHWILA REFLEKSJI NAD "CHWILĄ REFLEKSJI"
Rzadko biorę się za polemiki lub komentarze do cudzych tekstów.
O wiele lepiej wychodzą mi arty "z jajem". W tym wypadku postanowiłem
jednak spróbować. Jacek Stojanowski napisał tekst pt. "Chwila reflek-
sji", który dotyczy zagadnień religijnych. Autor ma nadzieję, że za
pomocą wyrażonych tam poglądów uda mu się przekonać jakieś grono osób
do nawrócenia się na wiarę katolicką albo (jeśli chodzi o katolików)
do życia w większej zgodzie z Bogiem. W owym tekście postaram się
odpowiedzieć na pytanie jakie kategorie osób jest on w stanie przekonać
do swoich poglądów, biorąc pod uwagę jak ukazał własne myśli.
Swój tekst, jak sam napisał, kieruje w pierwszym rzędzie do niewie-
rzących i wątpiących. Pobawię się zatem w zdeklarowanego ateistę i zo-
baczę, czy autor zdoła mnie przekonać: (Fragmenty tekstu Jacka w
cudzysłowach, moje komentarze w "<<< >>>")
"Doczytajcie ten tekst do końca, po czym zastanówcie się przez chwilę
nad nim i nad swoim życiem. Zapewniam Was - stracicie zaledwie kilka
minut, a możecie zyskać szczęśliwe życie, tu, na Ziemi, a przede
wszystkim zbawienie."
<<<Phi! Ale gadka na sam początek! Już widać że ten facet ma nieźle
namotane w głowie przez katolicką propagandę! Od razu sądzi że mnie
przekona, typowy przedstawiciel ciemnogrodu, nic poza swoją nauką nie
widzi!>>>
"Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie życia bez mojego Pana.
Dzięki Niemu wiem, że nawet w najtrudniejszych chwilach Pan Bóg
jest zawsze przy mnie, mogę się do Niego zwrócić, On się mną
opiekuje i nigdy mnie nie opuści. Nie boję się też aż tak bardzo
śmierci, bo wiem, że jeżeli będę żył "po bożemu" to zasłużę na
życie wieczne i spotkam się z Bogiem i najbliższymi w Niebie.(...)"
<<< A gdzie mi ZARĘCZYSZ że Bóg istnieje? Albo Maryja? To że od wieków
tak myślano nie oznacza że tak jest! Twój punkt widzenia jest dobry
dla kogoś ze średniowiecza. A tak w ogóle ten fragment to mamienie i
katolicka demagogia.>>>
"Owszem, życie bez życia po życiu (dobre, nie :)) nie ma sensu. Ale
dzięki Bogu tak nie jest. Niech więc wszyscy ateiści nie użalają się
teraz nad swoim losem i nie tracą nadzieji tylko biegną do Kościoła
pojednać się z Bogiem".
<<< Nie ma sensu, nie ma sensu... Dla ciebie ma senst tylko ta twoja
wiara i jakoś nie możesz zakumać, że ktoś może myśleć INACZEJ! Słuchaj,
a może dla mnie, nawet gdy sądzę, że umrę bezpowrotnie, to życie ma
jakiś sens? Bo mogę żyć godnie, dorobić się czegoś, zostawić to dzie-
ciom i rodzinie, mogę działać charytatywnie, mogę dokonać jakiegoś
wiekopomnego odkrycia. i wtedy, gdy bedę leżał na łożu smierci, powiem
sobie: "Nie zmarnowałem życia, bo mnie zapamiętają". I żaden Bóg nie
będzie mi do tego potrzebny!
"A więc pytam, się. Panie i Panowie, gdzie Wy macie oczy? Przez wieki
wiele razy objawiała się Matka Boska, wydarzyło się tysiące, miliony
cudów, na przykład uzdrowień, występowało wiele niewytłumaczalnych
zjawisk i rzeczy, na przykład stygmaty, a Wy dalej wierzycie jedynie
nauce".
<<< Istnieją w naszym świecie sfery dotychczas niezbadane. Ja jakoś
wierzę, że wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć. Skoro odmawiasz
mi przyporządkowania tych wszystkich zjawisk jakiemuś naukowemu wy-
tłumaczeniu, czemu sam wrzucasz to do jednego worka? Pewnie, jak ktoś
"uwierzy" to nie musi się starać zrozumieć, doskonale widać jak wiara
oducza myślenia. >>>
"Proponuję Wam, abyście zamiast dwudziestej książki o teorii ewolucji
lub kolejnego numeru tygodnika "Nie" przeczytali kilka książek o
Maryjnych objawieniach bądź o życiu świętych. Wtedy zapewne rozjaśni
się Wam umysł w tym temacie".
<<< Albo zaciemni. Bo autorzy takich opracowań za wiele rzeczy naginają
do swoich wyobrażeń i teorii, jak zresztą niemal od początku Kościoła
robiono żeby wynieść z tego korzyści.>>>
"Mam co do tej teorii kilka pytań: jak mogło powstać coś z niczego? jak
mam uwierzyć, że nagle, nie wiadomo dlaczego, z niczego powstał jakiś
wybuch, który zorganizował wszechświat?"
<<<Jak masz uwierzyć? A tak samo jak bez mrugnięcia okiem przyjmujesz
to, czego uczyli cię na religii od najmłodszych lat, tj. tego, że to
Bóg stworzył świat. Ja tam jestem zdania, że już bardziej prawdopodobne
było fenomenalne wyodrębnienie się DNA z masy związków chemicznych, co
pchneło ewolucję, niż istnienie jakiegoś dziadzia w chmurach, który dla
rozrywki zrobił sobie świat. >>>
Czy naprawdę sądzicie, że wszystko zostało tak doskonale poukładane
(słońce, aby świeciło, księżyc, drzewa, rośliny i zwierzęta, które
człowiek może spożywać) przez przypadek? Niemożliwym jest, aby to
wszystko samo się kręciło. Dla mnie niewyobrażalna jest myśl, że nad
tym wszystkim nie czuwa doskonały konstruktor, czyli Pan Bóg. Kto
tak twierdzi, naraża się moim zdaniem na śmieszność i absurd.
<<<Ta myśl jest dla ciebie niewyobrażalna dlatego, że przez swoje
zaślepienie wiarą nie umiesz myśleć. Powtarzam - to był fenomen jak
nigdy przedtem ani potem, że to wszystko jakoś tak się, jak ty to
piszesz "kręci". A że absurdem nazywasz odmienny od twojego sposób
myślenia, dobitnie świadczy jak jesteś ograniczony.>>>
"Bóg doświadcza tych, których kocha, lecz kto wytrwa, będzie zbawiony.
Świat jest pod przemożnym wpływem szatana, a więc trudno się dziwić, że
tak to wszystko wygląda."
<<< A tego to już totalnie nie mogę zrozumieć! Jeśli ktoś kogoś kocha,
to chce dla niego jak najlepiej, nieprawdaż? a nie go "doświadcza" i
sprawia mu ból. Coś ten wasz Bóg nie jest chyba tak kryształowy, jak
go sobie wyobrażacie.>>>
"Zapytacie się w tym momencie, jak rozróżnić prawdziwych proroków od
fałszywych, bądź sprawdzić prawdziwość objawień? No cóż, Bernadetka
z Lourdes zrobiła to za pomocą święconej wody."
<<< A ja to wiesz, staję na jednej nodze tyłem do kompa i liczę do
trzystu pięćdziesięciu siedmiu. I mi pomaga. Ale baja z tą wodą za
pomocą której można coś od czegoś odróznić!>>>
"Jeśli chodzi o Radio Maryja i ojca Tadeusza Rydzyka to postawa wroga
wobec niego dziwi mnie. Narzekacie, że księża nic nie robią, a gdy
ojciec Rydzyk ciężką pracą rozkręcił radio oraz wybudował szkołe i
hospicjum, również to krytykujecie."
<<< A gdy jakiś mafioso da na dom dziecka trochę kasy, to przecież
dalej będzie bandytą. To że ksiądz Ryszyk wybudował jedną szkołę i
jedno hospicjum, wystarcza za usprawiedliwienie tego, że np."zgubił"
pieniądze na Stocznię Gdańską? Albo że z jego radia leje się jad na
całą Polskę? Nie sądzę.>>>
"Co do aborcji - jest to zabójstwo człowieka, który nie potrafi się
temu sprzeciwić bądź obronić; po prostu barbarzyństwo. A antykoncepcja?
To przez nią w obecnych czasach zanika prawdziwa rodzina. Przez pigułki
kobiety odkładają macierzyństwo, nieraz do czasu, gdy jest już za późno
na potomka."
<<<Każdy może robić CO CHCE. Więcej do dodania nie mam.>>>
"A tak w ogóle bardzo się Wam dziwię, że nie przywiązujecie większej
wagi do religii. Nie boicie się wiecznego potępienia?"
<<<Ja też ci się dziwię, koleś. Ty tak bardzo wierzysz w tę swoją
religię, że w ogóle nie myślisz! A zaręcz mi że to wieczne potępienie
istnieje, moze zacznę się go bać! A jak nie chcesz zaręczyć, to pozwól
mi wierzyć w co chcę.>>>
Koniec zabawy w ateistę. niektóre wątki z arta Jacka celowo pominąłem,
gdyż nie chodziło mi o kompletną analizę jego wypowiedzi, tylko o to,
żeby wykazać, które argumenty zacietrzewiony zdeklarowany niewierzący
może z łatwością obalić. Pominąłem też prawie całkowicie kwesite ewo-
lucji, gdyż na ten temat chyba już wszystko zostało powiedziane. Widać
więc, że niektórzy czytelnicy skreślą autora od razu, przypinając mu
łatkę "ciemnogrodzianina".I po części będą mieli rację, bo Jacek opisuje
prawie wszystkie zagadnienia z jednego utartego punktu widzenia,
wprawdzie dopuszcza do siebie myśl, że istnieją ludzie, którzy sądzą
inaczej, ale swoją postawę raczej wykłada niż stara się przekonywać,
myśli że owo przekonywanie jest zbyteczne. Jeśli naprawdę chce nakłonić
kogoś do swoich racji, raczej nie tędy droga, tym bardziej że nie
ma takiego daru przekonywania jak np. Pasibrzuch.
Teraz popatrzmy na niektóre kwestie z tekstu Jacka oczami ani zdekla-
rowanego ateisty ani wojującego katolika, kogoś kto ma własny pogląd
ma daną sprawę. W tym celu sam sobie posłużę za królika doswiadczalne-
go i postaram się wyłożyć swój punkt widzenia.
Na początek może ewolucja. Nie przechodźcie od razu do następnego
akapitu z grymasem na twarzy, postaram się być oryginalny. Jacek
w swoim arcie prosił nas o wybór między dwiema teoriami - stworze-
nia świata przez Boga i teorią ewolucji. W pierwszej klasie liceum
miałem religię z jednym mądrym księdzem, według którego ewolucja mogła
być zamiarem bożym, to Bóg ruszył cały proces tworząc pierwszą komórkę.
Sam przychylam się do tego stanowiska, genialny stwórca mógł mieć
genialny zamysł posłużenia się do swoich celów wielce skomplikowanym
i złożonym, przez co tak fenomenalnym procesem. (BTW: Pasibrzuch w
swoim sławetnym tekście o ewolucji nie wykluczał takiego rozwiązania,
ale masa adwersarzy jakoś tego nie zauważyła, obśmiewając go za to,
że sądzi iż zycie na Ziemi stworzył Bóg "tak po prostu")
Druga sprawa to sens życia. Wierzący twierdzą, że to wiara nadaje
życiu sens, ateiści mogą mówić, że życie będzie miało sens w zależ-
nosci od tego, jakim się będzie człowiekiem i czego się w życiu do-
kona. Przyjrzyj się teraz Czytelniku, czy punkt widzenia wierzących
nie jest konkretyzacją zapatrywań ateisty? I w drugą stronę, czy
owo skonkretyzowanie w przypadku wierzących nie sprawia, że życie
ma większy, głębszy, pełniejszy sens? Jeśli ktoś głęboko wierzący
wybierze życie w odosobnieniu, np. w zamkniętym klasztorze, to
według mnie ten wybór ( i takie życie) ma sens, gdyż ów ktoś głęboko
wierzy w to co robi, wierzy że takie zycie doprowadzi go do zbawienia,
dla niego sens istnienia wynika po prostu z wiary. Jeśli ktoś jest
porządnym i uczciwym człowiekiem, kochającym meżem i ojcem, sumien-
nym pracownikiem, również można powiedzieć że widzi w tym jakiś
cel czy powołanie, czyli również wierzy w to co robi. Do takiej
postawy nie trzeba być katolikiem, a życie i tak bedzie miało sens.
Oczywiście może zdarzyć się ktoś, kto będzie dobrym pracownikiem,
rodzicem, człowiekiem itp. bo tak nakazują mu prawdy jego wiary.
podsumowując: mozna widzieć sens życia w samej wierze jak i przez
pryzmat tej wiary, mozna także dopatrywać się go w innych żródłach.
Osobiście mam mocny kregosłup moralny wynikający z wiary jak też
ze zwykłego ludzkiego poczucia przyzwoitości i słuszności (BTW:
czy ono dzisiaj jest takie "zwykłe" czy już zanika... ale to temat
na odrębny art.)
Może wypada, abym, skoro szeroko nawiązuję do tekstu Jacka, usto-
sunkował się do pewnych kwestii wynikających bezpośrednio z wiary.
Czy wierzę w objawienia? Katolik nie musi wierzyć w objawienia, na-
tomiast musi wierzyć w to, co jest zapisane w Pismie Świętym. Sądzę,
że skoro są świadkowie tych zdarzeń, którzy mówią o licznych cudach,
skoro nawet postronne osoby widziały pewne fakty związane z obja-
wieniem (np. dwa słońca w Fatimie), mogę je przyjąć na wiarę.
Druga sprawa to aborcja. Jakieś dwa lata temu, w moim pierwszym
arcie do AM (tym który Smuggler zjechał z góry na dół, za co
mu z perspektywy owych dwóch lat dziękuję :)) wypowiedziałem się
na ten temat. Dzisiaj nadal twierdzę, że aborcja to w każdym
przypadku zło, ale czasem może być złem mniejszym. Kiedy ją za
takie uznać i co wtedy uczynić - pozostawiłbym sumieniu każdego
człowieka. Jacek w opisywaniu objawień i w kilku słowach nad
kwestią aborcji zaznacza wyraźnie swój pogląd, co nie służy temu,
żeby, tak jak zamierzał, kogoś przekonać. Moje spojrzenie na
te wybrane kwestie wiary może być błędne, wiadomo - błądzić jest
rzeczą ludzką, jednego jestem pewny - kocham Boga, dlatego mogę
nazywać się Chrześcijaninem. Czy Katolikiem? Tego nie wiem, gdyż nie
z każdą nauką Kościoła w pełni się zgadzam.
Kwestię Radia Maryja i księdza Rydzyka zostawię bez głębszego komen-
tarza, i tu wszystko na łamach AM zostało powiedziane. Na pewno nie
jest święty a sposób w jaki prowadzi swoją rozgłośnię ma się nijak
do tego, jak powinny wygladać katolickie media.
Tekst Jacka Stojanowskiego, w formie takiej jak został napisany,
nie ma większych szans na przekonanie niewierzących i wątpiących
do poglądów w nim zawartych. Jest jednak wart przemyślenia, ze
względu na to, iż autor zawarł w nim pełen obraz swoich zapatrywań.
Zawarł to w podsumowaniu, które brzmi:
"Zaręczam wam również, że ludzie z Ciemnogrodu są w życiu o wiele
bardziej szczęśliwi niż ateiści. Wiedzą bowiem, że życie ma sens,
mają nadzieję, prawidłowy system wartości, zakładają liczne rodziny,
a więc mogą cieszyć się sukcesami swoich dzieci i wnuków, nie są
samotni."
Popatrzmy na tę pointę zapatrywań autora z szerszego punktu widzenia:
On uważa, że tylko katolicy wiedzą że życie ma sens. A czy ateista nie
może tak uważać? Nie może odnaleźć owego sensu w czym innym, na przyk-
ład w tym, co sobie w życiu założy i jak będzie chciał je przeżyć?
Wówczas on też będzie miał nadzieję, zbuduje sobie system wartości
(który, o ile nie będzie zakładał krzywdzenia drugiego, będzie prawi-
dłowy), założy rodzinę, nie będzie samotny, nic nie będzie mu przeszka-
dzało cieszyć się sukcesami dzieci i wnuków. Moim zdanem u podstaw
sporu między wierzącymi a ateistami leży chęć udowodnienia jednym
przez drugich, że to ich droga jest prawidłowa. A czy obie obrane
drogi nie służą jednemu celowi - przeżycia własnego życia w zgodzie
z samym sobą? Wniosek może wydać się zbyt ogólny a mój punkt widzenia
za szeroki, ale jeśli tak jest, to ów spór przypomina znaną z dzie-
cinnego wierszyka kłótnię dwóch niedźwiedzi - brunatnego i polar-
nego, z których pierwszy utrzymywał że kamień jest czarny, drugi-
że biały. Kłóciły sie, kłóciły aż w końcu się pobiły i : "Bęc głowami
w kamień ...szary". Jeśli więc ktoś przyjmie postawę taką, jaką
markowałem w pierwszej cześci tekstu, art Jacka zupełnie go nie
przekona, a gdy ktoś głębiej go przemyśli, może dojść do wniosków
zaskakujących, na przykład takich, że to całe branie się za łby jest
śmieszne i nie ma sensu.
Tekst Jacka Stojanowskiego komentował i własne poglądy i spostrzeżenia
dodał:
Donald
27-11-2002
PS. Od pewnego czasu chciałem zabrać głos w powyższych sprawach. Czyta-
łem teksty Pasibrzucha pisane mądrze i przekonująco, ale jednostron-
nie, czytałem niezliczone z nim polemiki i inne arty o podobnej tematy-
ce i planowałem napisać swój komentarz, ale nie wiedziałem w jaki
sposób się do niego zabrać. I własnie pojawił się art Jacka, który
jakby w pigułce ujmuje to, co Pasibrzuch i reszta opisywali przez
długie miesiące. Uznałem więc, że najlepszym sposobem przedstawienie
tego, co w danej sprawie myślę, będzie właśnie taki komentarz, w którym
starałem się ukazać że prawda leży pośrodku.
PS2. Jeszcze jedna uwaga: posługując się przykładem z mafiosą w pier-
wszej cześci tekstu nie porównywałem go z księdzem Rydzykiem, nie
chciałem tez nikogo urazić, wskazałem jedynie na nieprawidłowość
danego sposobu myślenia, tj że nie można, chcąc ukazać czyjś pełny
wizerunek przedstawiać tylko zalet przemilczając wady.