W związku z moim artem pod tytułem "2nd
policzek". dostałem list od Faramira, któremu nie spodobało
się, co tam napisałem. Spróbuję trochę wyjaśnić sens tego
artu, a raczej jego bezsens, bo Wy i tak będziecie walczyć,
prawda?
Kursywą pisze Faramir.
Sie ma Faramir.
Tak zanim zaczniesz czytać, skupiać wzrok i gubić zaraz ostrość może zaczekaj na kolejny AM i przeczytaj mój art "Pokora". Byłoby miło, ale jak już tu jesteś, to spróbuję Ci trochę wyjaśnić. Prześledż mój tok, czytaj dalej, a pokażę Ci, jak głęboka jest królicza nora, idż za nicią do kłębka, a może dojdziesz do prawdy, kto wie?
A więc dobrze. Mówisz, że należy się poddać, że
walka nie ma sensu. Hmmm... jakoś nie mogę się przekonać do
takiego poglądu. Dlaczego? Bo takie "stanie z boku",
olewanie wszystkiego jest mi niemiłe! Nie potrafię sobie
wyobrazić by tak się zachowywać. To nie po ludzku
Nigdzie nie napisałem, że mamy się poddać, ale nie trzeba też
walczyć. Oba wybory są bez sensu i nie twierdzę, że najlepiej
pozostać w stagnacji. Olewanie wszystkiego nie jest rozwiązaniem,
ale może warto trochę stonować? Nie ścigać każdego dresa,
dać sobie spokój? Jeżeli jeżdżę tramwajami to lepiej po
prostu nie brać komórki ze sobą, nie prowokować. A jak cię
skopią za to, że nic nie masz, to nie warto walczyć. Walczyć
i dostać wpierdol od pięciu drechów. Pomyśl: czy to ma sens?
Darmowy wpierdol w autobusie? Za nic? Może wywloką cię nawet i
zajebią gdzieś w lesie? I co będziesz się szarpał, próbował
zmienić los? Gówno, nie pozwolą ci. Nie po ludzku jednak jest
taka postawa, bo jesteśmy także zwierzętami, drapieżnymi
zwierzętami. I nawet ja i nawet ty walczylibyśmy za życie, za
śmierć. Ale zastanów się nad jednym: gdy cię napadną luz,
ale walczyłbyś za obcą osobę, którą ktoś napadł? Nie sądzę.
Jesteśmy tchórzami, gdy jesteśmy sami.
Ale przecież ty mówisz o ludziach coś zupełnie innego.
Co prawda masz co do niektórych rację, ja też nie lubię
takich co leją po mordzie za nic. Nie lubię osób uzależnionych
ale nie można po kilku takich osobnikach oceniać całego społeczeństwa!
Powiesz, może, że to tych ludzi jest najwięcej na świecie? A
ja ci powiem, ze to na pewno nie prawda! Spójrz, wszędzie są
normalni ludzie. Ludzie, którzy sami sobie zapracowują na
chleb, tacy którzy nie upatrują sobie przyjemności w biciu
innych. Tacy ludzie istnieją. I jest ich dużo. Na pewno więcej
od wspomnianych przez ciebie skejtów czy skinów itp. Wcale oni
nie są najsilniejsi, oni z czasem wyginą, taką mam nadzieję...
Ja nienawidzę tych, który leją w mordę za nic. A wiesz
dlaczego czuję do nich coś, za co mogę kiedyś wylądować w
piekle jeśli istnieje? Bo oni depczą. Ja mam gdzieś, że
dostanę w pysk raz, czy dwa. Ale kiedy idziesz z dziewczyną, z
przyjacielem, sam i nie potrafisz ochronić samego siebie i tych
drogich ci ludzi? Co czujesz? Słabość. Zdeptanie. Ktoś uświadomił
ci właśnie, że jesteś niczym, nikim, pyłem na wietrze, który
można zmieść jednym oddechem. Wszystko co osiągnąłeś było
niczym. Łzy same cisną się do oczu. Chcesz być sam i nie
chcesz żeby ktokolwiek pocieszał cię i mówił, że nie twoja
wina. Stoisz sam na placyku przed letniskowym pensjonatem, przed
tobą betonowa wielka donica. W niej zgniłe kwiatki, a przed tobą,
za granicą donicy przestrzeń lasu ,a gdzieś tam morze,
ukochane miejsce dawnych lat. Setki hektolitrów słonej wody, w
której jeśli nawet pływać nie umiesz chcesz się nurzać i
czuć ulgę piasku białego o fakturze pyłu. Chciałeś jej
powiedziećto właśnie tam, że jest piękna i ją kochasz.
Chciałeś skraść swój pierwszy w życiu pocałunek a tu gówno.
Jedno wielkie gówno. Nie chce ci się wtedy rozwalać pięściami
ścian, ale płakać. Stać przed donicą z betonu i płakać.
Bezsilny jesteś, nikim jesteś i na nic nie masz wpływu.
Zapominasz w końcu, ale nie martw się, kiedyś znowu to się
stanie, ktoś ci przypomni. Rozumiesz, że ci normalni ludzie mają
przejebane? Ich życia są pasmem porażek i triumfów o których
nikt nigdy nie usłyszy. Jest ich więcej? Więc dlaczego tak mało
ich spotykam. Dlaczego w ciągu dwóch tygodni trzy razy ktoś
chciał mi zajebać telefon, którego na szczęście już nie
noszę? Tych ludzi jest dużo, ale nic nie robią. Oni wolą żyć
swoim zafajdanym życiem, przychodzić z pracy i oglądać TV.
Jechać do pracy i gapić się w okno, odwracać wzrok. Ale z
drugiej strony, co innego mogą zrobić oni i ja? Mam farta, że
jestem jaki jestem, wychowałem się tu i tu, znam tego i tego,
bo inaczej raczej bym się nie wymknął, że mam gadanego i na
tyle przebiegłości, żeby nosić ze sobą pety, choć sam nie
palę nic nie znaczy. Tylko raz na miech sobie zajaram, po
sprawdzianie z fizy w moim LO. Żeby się uspokoić. Żyję, bo
jestem jaki jestem. Jestem dość silny, żeby dać radę życiu,
ale kiedyś mi się nie uda i ktoś mi przypomni... Aha, i nie
wyginą, wierz mi. We wszystko powyżej wierz mi. Może nie
zrozumiałeś do końca wszyskiego, bo to taki mój wyrzut z
duszy. Sorki za to. Wybacz.
Ale jeżeli nikt nic nie będzie robił to tak właśnie będzie,
nic się nie zdziała. Wiem, że pewnie nie raz to już słyszałeś
ale i tak powiem to raz jeszcze - niech każdy sam próbuje coś
zdziałać a razem w końcu coś się uda. Niech każdy sam
patrzy na siebie, a nie na innych. Bo jaki jest pożytek z tego,
że ty mówisz, że nic sam nie zdziałasz, jeżeli inni również
spojrzą na resztę, w tym i na ciebie, i powiedzą, że oni sami
nic nie zrobią bo to i tak nic nie da. Walcz dalej a w końcu to
zacznie dawać efekty, a inni także może ci pomogą. No właśnie
- tylko może... Ale zawsze jest nadzieja...
Słyszę to pierwszy raz skierowane do mnie. Sam to ja mogę ich
nienawidzić. Nic więcej. Nawet w grupie możemy ich tylko
nienawidzić. Gdybyśmy byli nie wiem jak silni fizycznie,
mielibyśmy broń nic nie zdziałalibyśmy, bo jesteśmy skażeni.
Skażeni przez to dobro w nas. Przez to, że mamy w sobie litość.
Przegraliśmy, stary, nie ma się co oszukiwać. Zastanów się,
czy chcesz mieć dziecko, a może raz w życiu okażesz strach i
nie będziesz miał potomka? Nigdy nie wiesz, czy twój syn nie
zabiję cię, ani kogoś innego za kilka zetów, za telefon.
Nakarm swoją nienawiść i stchórz. Proszę. Bądż tchórzem.
Żyj. Nie walcz, bo to nie ma sensu. Twoja odwaga jest niczym. Możesz
dostać za nią wpierdol. Jeśli inni spojrzeliby na mnie nic by
nie zobaczyli. Mało kto wie cokolwiek o mnie i potrafi zrozumieć
niektóre moje postępki. Nie jestem radosnym, skorym do pomocy
babciom chłopcem. Ja mam skazę i nienawidzić będę aż po
kres. Nadzieja jest matką głupich. Ale każdą matkę trzeba
kochać. Dlatego kocham nadzieję i mam ją, ale prawie nigdy jej
o nic nie poprosiłem. Rzadko w naszym świecie można mieć
nadzieję i poprosić ją o coś.
A ty mówisz by przestać walczyć, by oddać im zwycięstwo
bez żadnej walki. To błąd. To błąd bo jak mówiłem trzeba
walczyć, trzeba walczyć a nie nawoływać do porzucenia broni.
To osłabia, to sprawia, że oni stają się silniejsi, a tacy
jak my słabsi. Więc nie rób tak więcej, jeżeli sam
rezygnujesz z walki to nie podżegaj do tego innych.
Nasza słabość ich siłą? Karmimy ich własnym strachem? Te
skurwysyny, którzy ją zdeptali nie mają prawa żyć. Odbieram
im to prawo. "Prawo ojca" to zajebisty film i ci go
polecam. Wzbudza w człowieku gniew, ale pozostawia to coś. Nie
wiesz, nie masz pojęcia, czy on dobrze zrobił? Miał inne drogi.
Ale wszystkich bandziorów zabił i pozostał bezkarny. Jeżeli
prawo ojca jest takie właśnie, byłoby naprawdę super. A ja i
tak mówię, zaprzestańcie walki. Jak walczyć? Masz jakiś
plan, koleś? Gówno, nie mamy nic. JA nie mam nic. Nie jesteśmy
lekarzami chorych umysłów i tak zostanie wszystko jak było.
Ale jak ja śmiem dawać takie rady? Ja?! Który sam nie
widzę jakiegoś sposobu na walkę. Ja, który już sam wątpię.
Ja, który...Ale się nie poddam! Choćbym miał walczyć po
cichu, skrycie to jednak to zawsze jest coś. I trzeba wierzyć...
Naoglądałeś się filmów z Costnerem, stary. Ale to tylko
ruchome obrazki. Nic z tego co tam pokazali nie istnieje naprawdę.
Nie ma czegoś takiego jak otarcie łez i stanie na szczycie góry
z zaciśniętymi pięściami, a w tle biją pioruny i słychać
naokoło twoje myśli o tym, że zwyciężysz, nigdy się nie
poddasz. Taka góra nie istnieje. A co do wiary... Uwierz w
siebie. Wspomnij Kazika i "Uwiąd starczy". Wierzył,
że całą swą wiarą, całą żarliwością, góry będzie mógł
przenosić z dziecinną łatwością...
WierzYŁ. W przeszłości. Potem życie wyplenia w nas wiarę.
Pokazuje kim jesteśmy. Zanim ktoś cię zdepcze myślisz, że
jesteś górą. Potężnym szczytem wśród chmur, na który próbują
się wspinać jakieś kukiełki, ale ty je z łatwością
spychasz i zabijasz. Jesteś Bogiem. Ale nastaje taki ranek,
budzisz się w nieświadomości i patrzysz, a obok ciebie góra
wyższa jeszcze. Wtedy czujesz się jak zdruzgotany mały pagóreczek,
którego nic nie może już wydżwignąć. Potem rośniesz,
doganiasz górę, jesteś coraz potężniejszy i znowu zaczynasz
się uważać za kogoś, kto ma prawo zrzucać te kukiełki z
siebie. I co kilka lat, które wydają się chwilą dzielącą
wczoraj od dziś, budzisz się i ta pieprzona góra jest znowu wyższa
od ciebie. Znowu zapomniałeś, że nad górą zawsze jest inna,
jeszcze wyższa.
No i to byłby koniec tych wyjaśnień. Mam nadzieję, że nie
zmieniłeś zdania na moje, bo nie taki był cel tej odpowiedzi.
Mam nadzieję, że dalej będziesz walczył. Przegrasz, ale
walcz, jeśli taka twoja wola. Ja już nie chcę. Uprzejmie dziękuję.
Jedyna moja bitwa odbędzie się może kiedyś za miłość. Może
będzie mi dane umrzeć z miłości. Nie na krześle i nie w dzień,
ale z miłości. Żebym mógł opuścić świat ze świadomością
dobrej śmierci. Ale ogólnie żyje mi się dobrze. Czego więcej
chcieć? Czystego świata, przyszłości dla naszych dzieci? Nie.
To one będą go kształtować. Ale spójrz, gdzie się będą
wychowywać. Świat jest pełen bezmyślnego zła. W każdej
szkole, na każdej ulicy czychają na nie niebezpieczeństwa. Nie
potrzebujemy wcale wybuchu jądrowego, potopu, ani apokalipsy, żeby
zrobić ze świata Madmax. Zobacz, ilu wśród twoich rówieśników
jest ludzi, którzy naprawdę mogą o coś zawalczyć. Mało.
Kiedy nawet państwo nie może sobie z tym poradzić. Z tą falą
głupoty i bezmyślności, co my możemy? Tworzymy to państwo
jasne, ale z kim je dzielimy. Powiesz: tak jest wszędzie. Masz
rację, tak jest wszędzie, gdzie dasz radę splunąć w życiu.
Nie uciekniesz, poddaj się, po co ten stres? Bierz życie jakim
jest. Nie zrobisz nic przeciwko drechom, skinom i innym
skurwysynom. Zajmij się własną edukacją, życiem, uczuciami,
ulepszaj swój charakter. Zostań dziennikarzem, prawnikiem,
policjantem albo prezydentem i niech o tobie usłyszę. Będę
gotowy, bo ja teraz robię to co napisałem wyżej. Wtedy przyłączę
się do ciebie albo ty do mnie. Będziemy mieć szanse, jeżeli
przeżyjemy pięć pierwszych zamachów. Luzik, co nie?
W świecie pełno jest faszystów, a wszystkich zabić
rady nie dasz, więc nie mów, nie mów nigdy mi, że
nienawidzisz. Odłóż pistolet, bo amuletem on jest żadnym,
jest talizmanem, który raczej jak piorunochron koncentruje to zło.
Walka nie ma sensu, przestań bić się samotnie. Bądż
pozytywnym wojownikiem, zajmij się życiem własnym, kup kwiaty
dziewczynie i łączmy się w pary, kochajmy się, ale nie mów
nigdy mi, ale nie mów nigdy mi, że nienawidzisz i walczyć
chcesz. Poddaj się i obyś nie umarł ze starości.
A jeszcze tylko jedno - rób po przecinku spację - będzie
się lepiej czytało:)
Zauważyłem i możesz podziwiać już kilka moich tekstów po
metamorfozie przecinkowej.
Pozdrowionka Faramir i wszyscy nieumiejętni partyzanci