Postępująca Standaryzacja Bezsensu
Zalecenia: przed przeczytaniem poznaj "2nd policzek", może jeszcze "Pokorę", wspomnij Woody Allena, filmy z Costnerem, szczególnie "Wysłannik przyszłości". Dzięki z góry.



W związku z moim artem pod tytułem "2nd policzek". dostałem list od Faramira, któremu nie spodobało się, co tam napisałem. Spróbuję trochę wyjaśnić sens tego artu, a raczej jego bezsens, bo Wy i tak będziecie walczyć, prawda?
Kursywą pisze Faramir.

 

Sie ma Faramir.

Tak zanim zaczniesz czytać, skupiać wzrok i gubić zaraz ostrość może zaczekaj na kolejny AM i przeczytaj mój art "Pokora". Byłoby miło, ale jak już tu jesteś, to spróbuję Ci trochę wyjaśnić. Prześledż mój tok, czytaj dalej, a pokażę Ci, jak głęboka jest królicza nora, idż za nicią do kłębka, a może dojdziesz do prawdy, kto wie?

A więc dobrze. Mówisz, że należy się poddać, że walka nie ma sensu. Hmmm... jakoś nie mogę się przekonać do takiego poglądu. Dlaczego? Bo takie "stanie z boku", olewanie wszystkiego jest mi niemiłe! Nie potrafię sobie wyobrazić by tak się zachowywać. To nie po ludzku
Nigdzie nie napisałem, że mamy się poddać, ale nie trzeba też walczyć. Oba wybory są bez sensu i nie twierdzę, że najlepiej pozostać w stagnacji. Olewanie wszystkiego nie jest rozwiązaniem, ale może warto trochę stonować? Nie ścigać każdego dresa, dać sobie spokój? Jeżeli jeżdżę tramwajami to lepiej po prostu nie brać komórki ze sobą, nie prowokować. A jak cię skopią za to, że nic nie masz, to nie warto walczyć. Walczyć i dostać wpierdol od pięciu drechów. Pomyśl: czy to ma sens? Darmowy wpierdol w autobusie? Za nic? Może wywloką cię nawet i zajebią gdzieś w lesie? I co będziesz się szarpał, próbował zmienić los? Gówno, nie pozwolą ci. Nie po ludzku jednak jest taka postawa, bo jesteśmy także zwierzętami, drapieżnymi zwierzętami. I nawet ja i nawet ty walczylibyśmy za życie, za śmierć. Ale zastanów się nad jednym: gdy cię napadną luz, ale walczyłbyś za obcą osobę, którą ktoś napadł? Nie sądzę. Jesteśmy tchórzami, gdy jesteśmy sami.

Ale przecież ty mówisz o ludziach coś zupełnie innego. Co prawda masz co do niektórych rację, ja też nie lubię takich co leją po mordzie za nic. Nie lubię osób uzależnionych ale nie można po kilku takich osobnikach oceniać całego społeczeństwa! Powiesz, może, że to tych ludzi jest najwięcej na świecie? A ja ci powiem, ze to na pewno nie prawda! Spójrz, wszędzie są normalni ludzie. Ludzie, którzy sami sobie zapracowują na chleb, tacy którzy nie upatrują sobie przyjemności w biciu innych. Tacy ludzie istnieją. I jest ich dużo. Na pewno więcej od wspomnianych przez ciebie skejtów czy skinów itp. Wcale oni nie są najsilniejsi, oni z czasem wyginą, taką mam nadzieję...
Ja nienawidzę tych, który leją w mordę za nic. A wiesz dlaczego czuję do nich coś, za co mogę kiedyś wylądować w piekle jeśli istnieje? Bo oni depczą. Ja mam gdzieś, że dostanę w pysk raz, czy dwa. Ale kiedy idziesz z dziewczyną, z przyjacielem, sam i nie potrafisz ochronić samego siebie i tych drogich ci ludzi? Co czujesz? Słabość. Zdeptanie. Ktoś uświadomił ci właśnie, że jesteś niczym, nikim, pyłem na wietrze, który można zmieść jednym oddechem. Wszystko co osiągnąłeś było niczym. Łzy same cisną się do oczu. Chcesz być sam i nie chcesz żeby ktokolwiek pocieszał cię i mówił, że nie twoja wina. Stoisz sam na placyku przed letniskowym pensjonatem, przed tobą betonowa wielka donica. W niej zgniłe kwiatki, a przed tobą, za granicą donicy przestrzeń lasu ,a gdzieś tam morze, ukochane miejsce dawnych lat. Setki hektolitrów słonej wody, w której jeśli nawet pływać nie umiesz chcesz się nurzać i czuć ulgę piasku białego o fakturze pyłu. Chciałeś jej powiedziećto właśnie tam, że jest piękna i ją kochasz. Chciałeś skraść swój pierwszy w życiu pocałunek a tu gówno. Jedno wielkie gówno. Nie chce ci się wtedy rozwalać pięściami ścian, ale płakać. Stać przed donicą z betonu i płakać. Bezsilny jesteś, nikim jesteś i na nic nie masz wpływu. Zapominasz w końcu, ale nie martw się, kiedyś znowu to się stanie, ktoś ci przypomni. Rozumiesz, że ci normalni ludzie mają przejebane? Ich życia są pasmem porażek i triumfów o których nikt nigdy nie usłyszy. Jest ich więcej? Więc dlaczego tak mało ich spotykam. Dlaczego w ciągu dwóch tygodni trzy razy ktoś chciał mi zajebać telefon, którego na szczęście już nie noszę? Tych ludzi jest dużo, ale nic nie robią. Oni wolą żyć swoim zafajdanym życiem, przychodzić z pracy i oglądać TV. Jechać do pracy i gapić się w okno, odwracać wzrok. Ale z drugiej strony, co innego mogą zrobić oni i ja? Mam farta, że jestem jaki jestem, wychowałem się tu i tu, znam tego i tego, bo inaczej raczej bym się nie wymknął, że mam gadanego i na tyle przebiegłości, żeby nosić ze sobą pety, choć sam nie palę nic nie znaczy. Tylko raz na miech sobie zajaram, po sprawdzianie z fizy w moim LO. Żeby się uspokoić. Żyję, bo jestem jaki jestem. Jestem dość silny, żeby dać radę życiu, ale kiedyś mi się nie uda i ktoś mi przypomni... Aha, i nie wyginą, wierz mi. We wszystko powyżej wierz mi. Może nie zrozumiałeś do końca wszyskiego, bo to taki mój wyrzut z duszy. Sorki za to. Wybacz.

Ale jeżeli nikt nic nie będzie robił to tak właśnie będzie, nic się nie zdziała. Wiem, że pewnie nie raz to już słyszałeś ale i tak powiem to raz jeszcze - niech każdy sam próbuje coś zdziałać a razem w końcu coś się uda. Niech każdy sam patrzy na siebie, a nie na innych. Bo jaki jest pożytek z tego, że ty mówisz, że nic sam nie zdziałasz, jeżeli inni również spojrzą na resztę, w tym i na ciebie, i powiedzą, że oni sami nic nie zrobią bo to i tak nic nie da. Walcz dalej a w końcu to zacznie dawać efekty, a inni także może ci pomogą. No właśnie - tylko może... Ale zawsze jest nadzieja...
Słyszę to pierwszy raz skierowane do mnie. Sam to ja mogę ich nienawidzić. Nic więcej. Nawet w grupie możemy ich tylko nienawidzić. Gdybyśmy byli nie wiem jak silni fizycznie, mielibyśmy broń nic nie zdziałalibyśmy, bo jesteśmy skażeni. Skażeni przez to dobro w nas. Przez to, że mamy w sobie litość. Przegraliśmy, stary, nie ma się co oszukiwać. Zastanów się, czy chcesz mieć dziecko, a może raz w życiu okażesz strach i nie będziesz miał potomka? Nigdy nie wiesz, czy twój syn nie zabiję cię, ani kogoś innego za kilka zetów, za telefon. Nakarm swoją nienawiść i stchórz. Proszę. Bądż tchórzem. Żyj. Nie walcz, bo to nie ma sensu. Twoja odwaga jest niczym. Możesz dostać za nią wpierdol. Jeśli inni spojrzeliby na mnie nic by nie zobaczyli. Mało kto wie cokolwiek o mnie i potrafi zrozumieć niektóre moje postępki. Nie jestem radosnym, skorym do pomocy babciom chłopcem. Ja mam skazę i nienawidzić będę aż po kres. Nadzieja jest matką głupich. Ale każdą matkę trzeba kochać. Dlatego kocham nadzieję i mam ją, ale prawie nigdy jej o nic nie poprosiłem. Rzadko w naszym świecie można mieć nadzieję i poprosić ją o coś.

A ty mówisz by przestać walczyć, by oddać im zwycięstwo bez żadnej walki. To błąd. To błąd bo jak mówiłem trzeba walczyć, trzeba walczyć a nie nawoływać do porzucenia broni. To osłabia, to sprawia, że oni stają się silniejsi, a tacy jak my słabsi. Więc nie rób tak więcej, jeżeli sam rezygnujesz z walki to nie podżegaj do tego innych.
Nasza słabość ich siłą? Karmimy ich własnym strachem? Te skurwysyny, którzy ją zdeptali nie mają prawa żyć. Odbieram im to prawo. "Prawo ojca" to zajebisty film i ci go polecam. Wzbudza w człowieku gniew, ale pozostawia to coś. Nie wiesz, nie masz pojęcia, czy on dobrze zrobił? Miał inne drogi. Ale wszystkich bandziorów zabił i pozostał bezkarny. Jeżeli prawo ojca jest takie właśnie, byłoby naprawdę super. A ja i tak mówię, zaprzestańcie walki. Jak walczyć? Masz jakiś plan, koleś? Gówno, nie mamy nic. JA nie mam nic. Nie jesteśmy lekarzami chorych umysłów i tak zostanie wszystko jak było.

Ale jak ja śmiem dawać takie rady? Ja?! Który sam nie widzę jakiegoś sposobu na walkę. Ja, który już sam wątpię. Ja, który...Ale się nie poddam! Choćbym miał walczyć po cichu, skrycie to jednak to zawsze jest coś. I trzeba wierzyć...
Naoglądałeś się filmów z Costnerem, stary. Ale to tylko ruchome obrazki. Nic z tego co tam pokazali nie istnieje naprawdę. Nie ma czegoś takiego jak otarcie łez i stanie na szczycie góry z zaciśniętymi pięściami, a w tle biją pioruny i słychać naokoło twoje myśli o tym, że zwyciężysz, nigdy się nie poddasz. Taka góra nie istnieje. A co do wiary... Uwierz w siebie. Wspomnij Kazika i "Uwiąd starczy". Wierzył, że całą swą wiarą, całą żarliwością, góry będzie mógł przenosić z dziecinną łatwością...
WierzYŁ. W przeszłości. Potem życie wyplenia w nas wiarę. Pokazuje kim jesteśmy. Zanim ktoś cię zdepcze myślisz, że jesteś górą. Potężnym szczytem wśród chmur, na który próbują się wspinać jakieś kukiełki, ale ty je z łatwością spychasz i zabijasz. Jesteś Bogiem. Ale nastaje taki ranek, budzisz się w nieświadomości i patrzysz, a obok ciebie góra wyższa jeszcze. Wtedy czujesz się jak zdruzgotany mały pagóreczek, którego nic nie może już wydżwignąć. Potem rośniesz, doganiasz górę, jesteś coraz potężniejszy i znowu zaczynasz się uważać za kogoś, kto ma prawo zrzucać te kukiełki z siebie. I co kilka lat, które wydają się chwilą dzielącą wczoraj od dziś, budzisz się i ta pieprzona góra jest znowu wyższa od ciebie. Znowu zapomniałeś, że nad górą zawsze jest inna, jeszcze wyższa.

No i to byłby koniec tych wyjaśnień. Mam nadzieję, że nie zmieniłeś zdania na moje, bo nie taki był cel tej odpowiedzi. Mam nadzieję, że dalej będziesz walczył. Przegrasz, ale walcz, jeśli taka twoja wola. Ja już nie chcę. Uprzejmie dziękuję. Jedyna moja bitwa odbędzie się może kiedyś za miłość. Może będzie mi dane umrzeć z miłości. Nie na krześle i nie w dzień, ale z miłości. Żebym mógł opuścić świat ze świadomością dobrej śmierci. Ale ogólnie żyje mi się dobrze. Czego więcej chcieć? Czystego świata, przyszłości dla naszych dzieci? Nie. To one będą go kształtować. Ale spójrz, gdzie się będą wychowywać. Świat jest pełen bezmyślnego zła. W każdej szkole, na każdej ulicy czychają na nie niebezpieczeństwa. Nie potrzebujemy wcale wybuchu jądrowego, potopu, ani apokalipsy, żeby zrobić ze świata Madmax. Zobacz, ilu wśród twoich rówieśników jest ludzi, którzy naprawdę mogą o coś zawalczyć. Mało. Kiedy nawet państwo nie może sobie z tym poradzić. Z tą falą głupoty i bezmyślności, co my możemy? Tworzymy to państwo jasne, ale z kim je dzielimy. Powiesz: tak jest wszędzie. Masz rację, tak jest wszędzie, gdzie dasz radę splunąć w życiu. Nie uciekniesz, poddaj się, po co ten stres? Bierz życie jakim jest. Nie zrobisz nic przeciwko drechom, skinom i innym skurwysynom. Zajmij się własną edukacją, życiem, uczuciami, ulepszaj swój charakter. Zostań dziennikarzem, prawnikiem, policjantem albo prezydentem i niech o tobie usłyszę. Będę gotowy, bo ja teraz robię to co napisałem wyżej. Wtedy przyłączę się do ciebie albo ty do mnie. Będziemy mieć szanse, jeżeli przeżyjemy pięć pierwszych zamachów. Luzik, co nie?
W świecie pełno jest faszystów, a wszystkich zabić rady nie dasz, więc nie mów, nie mów nigdy mi, że nienawidzisz. Odłóż pistolet, bo amuletem on jest żadnym, jest talizmanem, który raczej jak piorunochron koncentruje to zło. Walka nie ma sensu, przestań bić się samotnie. Bądż pozytywnym wojownikiem, zajmij się życiem własnym, kup kwiaty dziewczynie i łączmy się w pary, kochajmy się, ale nie mów nigdy mi, ale nie mów nigdy mi, że nienawidzisz i walczyć chcesz. Poddaj się i obyś nie umarł ze starości.

A jeszcze tylko jedno - rób po przecinku spację - będzie się lepiej czytało:)
Zauważyłem i możesz podziwiać już kilka moich tekstów po metamorfozie przecinkowej.

Pozdrowionka Faramir i wszyscy nieumiejętni partyzanci

moralizatorski, ale prawdziwy Piccolo