Apokalipsa – jestem ZA, a nawet PRZECIW

 

 

            Tym razem przedstawię swoje poglądy na temat zawarty w tytule. Aczkolwiek nie będzie to moja wypaczona wizja końca, ale głos w referendum o zagładzie.
            Oczekuję Armageddonu z niecierpliwością z dwóch powodów. Są to: powód osobisty i powód globalny. Najpierw omówię ten drugi. Więc koniec świata powinien nastąpić niedługo, aby przerwać całą Tradycję Zła i unicestwić go na zawsze. Nawet biblijne dzieło wyklucza możliwość zniszczenia zła nie niszcząc Ziemi. Planeta przestanie istnieć a wraz z nią cała niesprawiedliwość, egoizm, nienawiść i głupota, winni zostaną ukarani a męki uczciwych zakończą się. Nikt już nikogo nie zabije dla kilku złotych, nikt nie rozpocznie wojny, nikt nie będzie wykorzystywać innych, nikt nie będzie cierpieć. Lecz zagłada nie nastąpi tak nagle i nie powie – „Oto jestem i przybywam, aby zakończyć to, co się zaczęło.” Nie będzie fajerwerków na niebie, gwiazdy nie zaczną spadać. Istnienie człowieka jest wystarczającym końcem świata, jego działalność na ziemi jest wystarczającą apokalipsą, nikt obcy nie musi skazywać ludzi na cierpienie, wywoływać kataklizmy. Człowiek sam na siebie spuszcza karę, sam wysyła ciągle Jeźdźców. Kiedy robi testy na broniach biologicznych – woła Zarazę: „Przyjdź.” Kiedy rozpoczyna działania wojenne, czy polegające na wysadzaniu się czy też bombardowaniom – woła Wojnę: „Przyjdź.” Kiedy samolubność i skąpstwo pochłania rynek, wojna gospodarcza każe niewinnych, którzy tracą środki do życia – woła Głód: „Przyjdź.” Kiedy wykonuje wszystkie powyższe rzeczy oraz własnoręcznie lub za pośrednictwem zabija ludzi – woła Śmierć: „Przyjdź.” Czas końca (i jego długość) nigdzie nie jest podana i nikt nie wie, czy Apokalipsa nie czyni się na Ziemi od kilkuset lat...
            Kolejny powód jest moim osobistym stosunkiem do otaczającej rzeczywistości. Rzadko kiedy człowiek daje mi nadzieję, że jest godzien swojego istnienia i wolności. Po prostu ludzie mnie rozczarowują. I nie chodzi mi tylko o ich stosunek do mnie samego, ale i do pozostałych istot chyba rozumnych. Ile razy już wzywałem Niszczyciele, aby się pośpieszyły. Wiedząc, że koniec miałby nastąpić teraz musiałbym sam też zginąć, ale to raczej zagłada ma mnie wybawić. Nie chcę już siedzieć w tym niedoskonałym ciele, nie stroniącym od chorób i uszkodzeń. Nie musiałbym czekać: "Ile jeszcze?!", szukać okazji na śmierć, chcieć popełnić samobójstwo. Samobójstwo jest też zabójstwem, więc już odpada. Nikt nie zginie z mojej przyczyny. Ale chociaż mały kataklizm, abym był usprawiedliwiony przed rodziną, że chciałem żyć. Nie chcę zranić bliskich osób, że już sam, z własnej woli nie chciałem z nimi być. No cóż, czekamy. Może los się odmieni, ale kto go odmieni???
            Lecz gdybym miał moc wyboru między zakończeniem istnienia rodzaju ludzkiego a jego dalszym żywotem, w tym momencie dałbym człowiekowi szansę. Nie wszyscy nie zasługujący na śmierć zginęli, oni nie mają widzieć tych strasznych rzeczy, które się staną.

 

PS.
Uwaga, uwaga. Tu mówi wasz terrorysta i mistrz wraz miom Mułłem Keldornem. Ten tekst jest zaszyfrowany. Rzućcie zaklęcia Rozproszenie, Wykrycie zła, Prawdziwe widzenie oraz wskazana byłaby obecność kogoś ze zdolnością Infrawizji. A więc na antenie telewizji El-Jaheira (czyt. El-dżazira) apeluję do wszystkich Inmomnenów (czy jak im tam) o wstrzemięźliwość od przyzywania rozumu (mniejszego) w chęci napisania teksu. Otóż ten rozum (mniejszy), może zbuntować się przeciwko przywołującemu i zniszczyć go. Śmierć wysyła sługę, by zabijał.

Slavik

Slavik_1@wp.pl