Prawda o prawdzie

 

 

Normalny człowiek powiedziałby, że tu nic nie jest napisane. Patrzy tylko swoimi czerwonymi od kompa gałami. Bardziej zaawansowany użytkownik życia spróbuje popatrzeć inaczej, odkryć prawdę. Zauważy jeden szczególik, że kursor się zmienia w trakcie przesuwania po tle. Inni, święcie uparci, będą do końca swych dni żyć w przekonaniu, że tam nic nie pisało, i oni mieli rację. I tak jak to było z dwoma gośćmi. „W pewien słoneczny dzień dwóch facetów wyszło na ogród. Jeden spojrzał na niebieski płot i powiedział drugiemu, że słońce jest niebieskie. Drugi zaprzeczył, bo trawa jest zielona, więc słońce też musi być zielone. Tak się spierali, że aż doszło do bójki. Żaden z nich nie popatrzył na słońce (lub w jego kierunku).”

   

Rozdział I (rozwinięcie, czyli standardowa paplanina)

 

Im większą zna się część prawdy, tym trudniej można godzić się z niesprawiedliwością, egoizmem itp. A o pojęciu całej prawdy nie wspomnę, bo jest jak nieskończoność. A kto powiedział, że prawda jest radosna? Tak, odkryto groby masowej egzekucji, poznano prawdę i czym się cieszyć?!

Jesteście blisko prawdy. Lecz czy w ogóle możliwe jest jej poznanie? Teoretyczne, nie praktyczne. Prawda jest jak nieskończoność. Chcesz ją poznać, rozmyślaj nad nieskończonością. W pewnym momencie dojdziesz do tego, że jest ona równa zeru. To będzie największą prawdą. Prawdą, że prawdy nie ma. Tak, bzdury gadam, tego nie da się zrozumieć. Fakt, prawdy nie da się normalnie zrozumieć (chodzi mi o zwykłe, ludzkie rozumienie).

O prawdzie nie przeczytasz w encyklopedii (była zakłamana historia- patrz Katyń, ciepliki- i wielu umarło nie poznając prawy), żaden nauczyciel Ci jej nie przekaże. Lecz jeśli sam do niej dojdziesz, odkryjesz ją. Wyrzeczenie będzie ogromne. Czy się odważysz? Rzeczywiście, możesz poczekać do śmierci, ale po niej nie poznasz całej prawdy, tak po prostu nie osiągniesz wyższego poziomu, nie staniesz się Bogiem. Jednak łatwiej Ci będzie postrzegać rzeczy, gdyż ciało nie będzie przeszkadzać.

Człowiek ma oczy, jednak nie widzi... Jest sposób, aby zmienić świat, lecz NIE DO WYKONANIA. Przekleństwo prawdziwego widzenia. Po co mam oglądać cierpienie innych, skoro nie mogę mu przeciwdziałać? RATUNKU!!! Siostro, gdzie mój kaftan? A, tutaj, dziękuję. Lepiej, gdy nam powiedzą, że to my inaczej widzimy świat. Odetchniemy wtedy z ulgą: „Ufff. A myślałem, że naprawdę jest tak źle. A tu siostra daje mi dziesięć tabletek, i czuję się wspaniale. Wtedy wiem, że wszyscy ludzie są szczęśliwi. Szczęśliwi, bo żyją w nieświadomości. Mają też cudowny lek. Gdy chcą zapomnieć o problemach, piją go i piją. Zapominają, lecz problemy nie znikają.” Wręcz powstają nowe (wypadki drogowe).

          Kiedy patrzysz tylko ze swojej perspektywy, niewiele widzisz. Ile jest ludzi? Kilka miliardów. Tyle też punktów widzenia. Wiele przedmiotów, zdarzeń, widzimy tylko w jednej płaszczyźnie. Myślimy, że inni jakoś dziwnie na to patrzą. Robią to po prostu z innej strony. Spróbuj czasem tylko postawić się w sytuacji innego człowieka. Zastanów się, dlaczego tak zrobił. Obserwuj, nie oceniaj. Patrz wszystkim i z każdej strony. Z prawej pudełko jest zielone, a lewej czerwone, z góry białe. A Ty zajrzyj pod spód, i nie omieszkaj zaglądnąć do środka. Przypominam sytuację na ogrodzie.

 

Rozdział II (Apokalipsa wg świrn. Deficytu Prawdy)

 

To, co było wcześniej - jak powiesz, że to prawda, skoro inni ci powiedzieli. A sam dobrze to pamiętasz? Skąd możesz wiedzieć, co się działo, zanim się urodziłeś?!

Teraz - czy twoje zmysły nie mogą się pomylić? Przecież łatwo je oszukać, wywołać złudzenie, to tylko impulsy...

Przyszłość - znasz ją? Może się zmienić. Ty możesz ją zmienić.

                                   

WIĘC GDZIE WIDZISZ PRAWDĘ???!!!

 

Często człowiek kończy bardzo szybko swoje rozmyślania twierdząc, że zaraz dojdzie to tego, że wszystko nie ma sensu (nic nie ma sensu – forma niepoprawna logicznie; Nie było cię na lekcji? Nie. To znaczy, że byłeś). Gdy w pewnych momentach zaczyna wątpić, że to co robi, że to wszystko co istnieje jest marnością, przerywa rozważania. Jak to czasami słyszę „Nie ma co zastanawiać się nad religią, bo wychodzi, że jedno przeczy drugiemu i nie ma sensu.” Oczywiście na to znajdą się odpowiedzi, że ktoś niepoprawnie rozumuje, gdyż wystarczy 5 promili krwi w alkoholu, walkmen z wykładami ojca Rydzyka, skończony KUL i wszystko staje się proste (Człowiek nie może tego zrozumieć...). Jednak po głębszej analizie wszystkich zagadnień łatwo stracić sens. Szczególnie widząc tyle niesprawiedliwości i własną bezsilność. Nie dla człowieka te sprawy. Po co dowiedzieć się, że się spada, a nie leci? Świat to nie elipsoida, lecz równia pochyła dążąca do samozagłady (mój ulubiony Jeździec to Wojna). Dobrze radzę, choć pewnie dobra materialne, cielesne i duchowe poprowadzą was we właściwą stronę, lecz gdyby - Nie szukaj głębiej, bo tam jest za wysokie ciśnienie. Ono rozerwie ci mózg. I wtedy zrozumiesz.

Jednak, jak głoszą przepowiednie, gdy Prawda nie zostanie objawiona to ciemne masy sprowadzą na siebie zagładę.

Jedyną prawdą jest to, że prawdy nie ma. Każdy zdoła poznać jej część, lecz będzie ona niewystarczająca, aby zmieniła jego życie. Zechcesz poznać prawdę - nigdzie o niej nie przeczytasz, nikt ci nie powie, nie dowiesz się od nikogo. Musisz sam do niej dojść, a wtedy ją zrozumiesz. Lecz co to ci da? Wielki ból wiedzy. Odkryją się przed tobą prawdziwe losy tej planety, zobaczysz jak wszystko jest teraz odwrócone i nie zobaczysz nadziei w dniu jutrzejszym. Jeżeli jesteś wrażliwy na ludzkie uczucia i zobaczysz ten ogrom cierpienia - PRAWDA CIĘ ZNISZCZY. Lecz nie można poddawać się i trzeba walczyć do końca, pocieszając się, że nastąpi on niedługo.

Znamy tajemnicę, jednak jej nie rozumiemy, więc myślimy, że to musi być inna tajemnica. Przyjmujemy tylko to, co jest dla nas zrozumiałe, łatwe do przyjęcia przez prymitywny mózg. Nie wierzymy w prawdę, bo trudno ją zobaczyć. Nie pragniemy wyrzeczeń ani cierpienia. Zabraniają nam zastanawiać się nad wieloma sprawami, tylko każą przyjmować je bez namysłu takie, jakie są. Dlaczego rozwiązywać zagadki, skoro inni znają odpowiedzi? Ale nikt nie wpadł na to, że ci inni mogli się pomylić. Lepiej samemu obliczyć. My wiemy, że mamy rację. Ale w księgach zapisano wynik innych. Nasz jest nieprawidłowy. Staramy się udowodnić, że to wcześniej się pomylili i nikt tego nie sprawdził. Dostajemy w kość, bo śmiemy podważać najprawdziwsze teorie i kłamstwa. Nikt nie będzie liczył po raz kolejny, skoro gmatwa się w przekształceniach, nie potrafi, nie chce mu się. Wynik zna, jest prosty, więc kiedy po próbach znowu poddaje się, wraca do nieprawidłowego wyniku. „Jak nie da się policzyć, to widocznie niewłaściwe obliczenia. Tylko chorzy psychicznie mogą zaprzeczać temu, co zostało dawno udowodnione. Są to źli ludzie, bo źle liczą. Ich matematyka jest zła.” Traktując wszystko z góry nie można dojść do właściwych wniosków. Wiesz, że 5 do potęgi 7 to 78125. Liczysz sam, coś ci nie wychodzi. Rzucasz całe obliczenia w połowie, bo znasz już wynik. A jak myślisz, czy 78125 to prawdziwy wynik? A może jest to 15625? A zwykły kalkulator myli się – (10/3)*3 nie równa się 10. Nowsze już nie popełniają tego błędu, ale wszystko jest omylne. Czy w szkole nauczyciel nigdy się nie myli i uczniowie go nie poprawiają? Gdyby nikt nie poprawił ktoś święcie przekonany o racji nauczyciela mógłby wkuć nieprawdę. I do końca życia mógłby o tym się nie dowiedzieć, a co gorsza przekazać to dalej. Po dłuższym czasie wszyscy zdążą zapomnieć o tym, że coś jest niewłaściwe. Przyzwyczają się, zaakceptują, wyjaśnienie niektórych spraw nie jest im potrzebne. A jak humaniści, artyści i znawcy natury mają zajmować się matematyką! Znają już wyniki... Słońce krąży wokół Ziemi, tak się uczmy razem, to wszyscy nas okłamują, zdjęcia satelitarne są spreparowane. Część spraw sama wyjaśnia się z czasem. A reszta zostaje, i ludzie umierają nie wiedząc, co tak naprawdę jest grane. Dla nich lepiej, bo ta świadomość nie dałaby im normalnie żyć.

 

Rozdział III (Przenośnie – hiperłącza umysłu)

 

-Pasterzu, wiesz gdzie idziemy? –krzyczę. 

-To, że jestem ślepy, nie oznacza, że również głuchy –odpowiada.

-No więc gdzie?

-O tam, do przodu.

-Można wiedzieć dokładniej?

-Gdybym to ja... Ach, nie martw się. Wkrótce zobaczysz. Wszyscy zobaczymy.

-Czy będzie to piękny widok?

-Jeśli tylko otworzę oczy i ujrzę, z pewnością będzie piękny.

-A teraz nie jest cudownie?

-Cóż ja, ślepiec, będę ci mówić o kolorach?

-Na pewno coś widziałeś, może o tym nie wiesz?

-Skąd masz pewność, że kiedy słońce świeci nad twoją głową, to jest właśnie dzień?

-ONI tak mówią.

-Rozumiem, ONI. Wyłączność na prawdę. Oślepnąć można od niczego innego jak światło. Gdyby ono nie odbijało się od przedmiotów nie mielibyśmy o nich pojęcia. Chyba, że po potknięciu o takowy.

-A dotyk? Przecież masz parę rąk, nóg?

-Kto uczy patrzeć czymkolwiek innym niż oczy? Kto to potrafi? Najpierw wydłubują im oczy, później programują, jak co wygląda. Nawet, jeśli ktoś dotknie dziury, wzrok jest w sądach dominujący. Nie widzisz jej, nie ma. Słyszałeś o czymś takim jak hologram?

-Czytałem w Świętej Encyklopedii. Jest to obraz, który istnieje, lecz nie jest prawdziwy. Nasza nauka go wyklucza, gdyż jeśli coś widać, musi to istnieć. Jest używany jako przykład do otumaniania przez partyzantów. Ci terroryści robią takie pranie mózgu, że ludzie po tym mają przywidzenia. Wtedy są to halucynacje. Widzą, że np. urzędnik jest zły, co nie jest prawdą. Według naszej nauki, jeśli widzi się coś, czego nie ma, obraz jest nieprawdziwy i wynika z wady umysłu. Zamykamy wtedy ludzi w „lepszych dla nich” miejscach. Do czego zmierzasz?

-Pomyślałeś kiedyś, że jest zupełnie odwrotnie?

-To niemożliwe! Ktoś na pewno przez tyle setek lat zauważyłby to. Prawda się nie zmienia.

-Tak, ale może zmienić się sposób patrzenia na nią. Mam nadzieję, że ludzie kiedyś ewoluują, nie będą wisieć do góry nogami, staną na gruncie tak jak trzeba, i zobaczą. Lecz ktoś musi usunąć iluzję lawy pod drzewami, na których wszyscy wiszą. Obalić zakaz stawania na nogach. Nauczyć chodzić.

-Kto to jest?

-To chyba nie człowiek, bo się nie urodzi.

-To jak powstanie? Z niczego?

-A czy to „nic” jest czymś, czy niczym nie jest?

-Nie wiem.

-Jest wszystkim.

 

Nie można nikogo rozpuszczać. Tylko uczyć chodzić po twardej ziemi, trudnym życiu. I kazać stopami mocniej ubijać grunt. Delikatne stopy nie poradzą sobie, ale też nie zdepczą nikogo, nie utrudnią drogi komuś innemu. A wszyscy idą, idą i idą, patrzą pod nogi, by nie wywrócić się. Podążają za dźwiękiem czegoś, co niby pragną. Nikt nie podniesie głowy, nie zobaczy, że ta droga nie ma końca, że chodzi się wciąż w kółko, albo kończy się przepaścią. I od razu „łatwiej” się idzie, kiedy wie się, że do niczego się nie dojdzie. Pozostali tylko krzyczą na ociągającego się „Na pewno nigdzie nie dojdziesz, skoro nie chce ci się iść!” I zaraz wszyscy hop, do przepaści. Jeden zatrzymał się, ale go zepchali. Ci tylko „aby do przodu.” Inny stanął w połowie i zastanawiał się „Do czego my tak w końcu dążymy?” Nadszedł tłum i zdeptali go. Ktoś chciał cofnąć się i naprawić jakiś błąd, ale jak wiadomo, niełatwo iść pod prąd. Zginął. Całkiem inna grupa, jacyś wyznawcy, nie zważali na to, co pod nogami, nie patrzyli na wprost, tylko wyciągali ręce do góry (czekając na linkę z nieba) i wołali. Nie podobało im się zachowanie pozostałych, ale nadal kroczyli tą samą drogą. Od samego patrzenia na niebo tam się nie trafi. A w piasku też można ugrząźć, mimo, że przyjemnie się po nim chodzi. Gdy jacyś ludzie odkryli, jak dana trasa się kończy, zrobili blokadę. Ale przyjechał walec i w imię Bożej Sprawiedliwości usunął złych. Droga stała się przejezdna, a w historii to zapisano.

 

 

EPILOG

 

A gdzie się dojdzie, jeśli zaczyna się tam, gdzie się kończy? Skończy się tam, gdzie się zaczyna. Czyli? Koniec zawsze pozostanie końcem, nawet, jeśli będziemy się zawsze cofać (ludzie cofają się w rozwoju – niekoniecznie intelektualnym, ale psychologiczno-społecznym, ale czy Ziemia stanie się wielkim wysypiskiem śmieci czy też utopią nie zmieni jej końca. Najwyżej przyśpieszy go o tylko 5 miliardów lat...)

Prawda nie polega na dostrzeganiu tylko złych cech u wielkich autorytetów, usprawiedliwiania terrorystów, tylko na obiektywnym dostrzeganiu zalet i wad wszystkiego, obu stron monety. Z jednej strony może pisać 100$, a z drugiej: "Falsyfikat." Nie Ty masz oceniać, kto tu jest dobry a kto zły, bo i tak każdy ma swoją punktację i Twój najgorszy może być czyimś najlepszym, niczyja lista nie jest lepsza, wiarygodniejsza. Może ma się wprowadzić system punktacji - kto jest najwięcej razy na ostatnim trafia na ogólną listę na ostatnie? To byłoby demokratyczne. Władza ludu i większości. Lecz demokracja ma charakter bardziej arystokratyczny, a częściej bogatymi stają się ludzie dopiero po tzw. układach. I strajkują: "Wolimy umrzeć z głodu i zimna jako bezrobotni, bezdomni, ale wolni, niż żyć szczęśliwi pod przymusem." I bez skojarzeń, bo o komunę mi nie chodzi, to nie był ustrój idealny. Chodzi o to, że człowiek jest za głupi na wolność. Robi wtedy co mu się podoba, nie zważając na innych i konsekwencje. Nie każdy, ale i nie żaden. "Ale ja nie, ja tylko zwolniłem 30 tys. osób, to dla dobra firmy, gospodarki polskiej, to nie moja sprawa. Za darmo nic nie dostaną." Może wszystkich monopolistów należałoby przekształcić w spółki charytatywne, lub po grecku bogatszym dać władzę, a ich pieniądze wspierałyby biedniejszych. I miejsca pracy by się znalazły, gdyby chciano wielkie rzeczy stworzyć. Nowe, wspaniałe instytuty naukowe, dla ludu, a nie machlojek i rządu. Wybieram cywilizację wzrost naukowy zwiększony o 20%, tańsze technologie, krótszy czas opracowywania, nowe jednostki. Przede wszystkim nauka. Pieniądz pokazał, że jest zgubny i jego gromadzenie może przysporzyć więcej kłopotów niż korzyści. Niech człowiek dąży do doskonałości w mądrości i miłości, a nie bogactwie i egoizmie, wielkim sprycie, jak wykończyć tą konkurencję. Może odbiegłem od tematu (jak sprinter długodystansowy), ale mnie poniosło (i zrzuciło ze skały na głowę). Powrót do tematu.

Nie twierdzę, że fakty nie są prawdą, lecz je podważam, bo one prawdą być nie muszą. Ile zginęło ludzi? Każda stacje TV poda inną liczę. Około... Na wydarzenia obecne oraz na historię staram patrzeć się z dystansem. Nie słucham i nie powtarzam jak pozostałe gąski (bądź pingwiny) TAK, TAK, TAK, tylko sam analizuję, szukam alternatyw, oceniam prawdopodobieństwo, a na końcu wydaję najbardziej indywidualny osąd, wyłącznie swoją opinię – z obserwacji. Jestem wiecznym obserwatorem, nie zmieniam niczego, nie oceniam (kiedy złym dodaję pozytywne cechy lub odwrotnie staram się zrównoważyć sytuację i sprawić, by patrzono z każdej strony, nie sądząc z góry). Patrzę się i tylko walę głową w mur. „Jak można takie rzeczy czynić!?” Toż to Homo sapiens, niekoniecznus myślatus (człowiek rozumny, niekoniecznie myślący). Czyż zło nie jest inteligentne? Homo egoistus, Homo egoistus egoistus. Skoro człowiek ma możliwość wykorzystania czegoś dla siebie, dlaczego ma postąpić inaczej? Instynkt przetrwania, instynkt stadny (kultura masowa, masmedia).

 

 

 

PS. Moja prawda jest wartością subiektywną. Żaden człowiek nie ponosi odpowiedzialności za przyczyny pisania moich tekstów. Za skutki spowodowane czytaniem moich tekstów (samobójstwa, zakrztuszenie się podczas śmiechu, histeria itp.) odpowiedzialność ponosi autor [cząstkową czytający, gdyż teksty nie mają certyfikatu UE, znaczku jakości Q oraz są obdarzone symbolem czarnego sześciokąta (czerwony kwadracik) – zagrożenie dla komórek mózgowych, tylko dla NIEumiejących czytać / zmarłych w chwili przybycia].

 

 

Slavik

Slavik_1@wp.pl