=-=-= Co ty wiesz o życiu... =-=-=
Przechadzając się przez podwórze, oddychając świeżym powietrzem oglądasz stertę rozwydrzonych małolatów, prawie nastolatków, rozkrzyczanych, nieogarniętych, klnących gdzie popadnie i rzucających na ciebie dziwne spojrzenia, gdy się na nich popatrzysz. Wcale ci się to nie podoba, młodzież z biegiem lat staje się zdecydowanie coraz gorsza, wydaje mi się, że i również zbyt pewna siebie. I tak spoglądając na nich spode łba napawa cię od razu kilkadziesiąt myśli, dręczących i dokuczających ci. Ja bynajmniej nie izoluję się od świata, jednak widok dzisiejszych osób młodej daty nie dodaje mi optymizmu, a serce kroi się od żalu z tą nadzieją jednak, że kiedyś - za kilka lat wychylają się w przód, będzie lepiej, nawet chciałbym, żeby poważniej. Pewną część społeczeństaw stanowią tzw. cwaniaki, osoby myslące, że przez wszystko przeszły, przeżyły to, czego inni nie doświadczyli, sami siebie określają jako "wrak" po przejściach. Staje się to często powodem do dumy, taka osoba dla innych staje się autorytetem, każdy podziwia jego dokonania i ówczesne działania, niekoniecznie pozytywne. Z biegiem czasu staje się wyrafinowaną szychą, którą opletła nadzwyczajna pewność siebie i swoich umiejętności co do pewnych sytuacji...
Widok obijających się nawzajem chuliganów powoduje trwogę i lęk przed własnym życiem. PRzylatują nieustanne myśli opasane jakimś dziwnym przeczuciem naszego nagłego pogorszenia samopoczucia. Nie wytłumaczę wam tego, bodajże sami powinniście wiedzieć, co czujecie w takich momentach. Na pewno człowiek się boi, nieliczni tylko stają się odważnymi i stają w obronie innych, kiedy ci "kibice" bezkarnie i bez powodu kogoś zaatakują. Wracając do młodzieży. Widoczny jest osobliwy przejaw i tok myślenia "ja wiem dużo o życiu - jestem dorosły etc." Oglądawszy ostatnio "Szeregowca Ryan'a" utkwiła mi w głowie pewna myśl i szczerze mówiąc zrozumiałem siłę wojny, jej potęgę i moc wobec nas, zwykłych ludzi, niezawiniających nikomu...
Nieuniknione "uroki" wojny
Krew się leje, nad głową i obok ciebie co chwilę słychać huki i wrzaski, koledzy giną w nieustającym gradzie kul, one świszczą ci nad uszami, przelatując koło ciebie zaledwie o kilka centymetrów. Nei wiesz co robić, iśc dalej na pożarcie wroga czy zostać na miejscu i ponieść niechybną śmierć... Twoje życie natychmiast stoi ci przed oczyma, twoje najradośniejsze chwile, najpiękniejsze momenty, to pobyt z dziećmi i zabawa z nimi, to znów własna żona, własna rodzina... Nagle życie stało ci się naprawdę bliskie i jakże cenne, nie oddane za żaden klejnot, żadne złoto, po prostu za nic... Ale jesteś obecnie na wojnie, o niczym innym nie możesz myśleć, twoja rodzina staje się nieważna, masz do wykonania rozkazy, polecenia. Twoje działania idą w parze na rzecz narodu, swojej ojczyzny, dla niej być może zginiesz, przez nią stracisz to, co najcenniejsze - szczęście, miłość, rodzina...
Ale jednak udało ci się, przetrwałeś i cudem wracasz do domu w jednym nienaruszonym kawałku swego ciała z niedobitkami i rannymi. Dostajesz zapewne medale za obronę, za inicjatywę na polu bitwy, za męstwo, odwagę i waleczność. Ale właściwie po co ci to? Ból jest straszny, strasznie się objawia, długo nie znika, a wręcz zupełnie odwrotnie - często nachodzi i atakuje... Ty - 18 letni chłopak wróciłeś z piekielnego terenu wojen, bitew, okrwawionych i zatrutych ziem krwią... wracasz z ziemi nieurodzajnej, przeklętej na długi czas, która pochłonęła setki tysięcy tego świata... Znów wypełza radość z ciebie i masz świadomość, że niczym kropla oceanu, mrówka z mrowiska, jak pojedyncza komórka w ciele człowieka, wróciłeś i dostałeś następną szansę na życie. Taką, której inni na pewno już nie otrzymają, nie będzie im to dane, wystąpił niedobór nieocenionych prezentów, prezentów zwanych "życie"...
Twoja nowa rodzina...
Długi czas przebywałeś na frontach wojennych razem z kilkunastoma kompanami tworzyliście zgraną ekipę nawzajem sobie pomagającą w potrzebie. W chwilach beznadziejnych pojawiała się nutka nadziei, śmiałeś się z nimi, zapominałeś o całej swojej misji. Chwile radości dodawały ci otuchy i chęci życia, ujrzenia na powrót rodziny, teraz bardzo odległej od ciebie, wiele kilometrów za morzem, za górami... gdzieś tam, hen... ale przecież rodzinę również masz na miejscu. To twoi przyjaciele, za których oddałbyś życie. W czasie strasznych wojen oni ci zastępują familię, zawsze masz ich pod ręką, możesz zwrócić się do nich po radę, gdy masz problem, gdy coś cię dręczy... Mimo, iż nie widziałeś ich nigdy w życiu, a dopiero podczas manewrów, mimo tych kilku dni spędzonych razem, czujesz istniejącą emocjonalną więź. Na wojnie poznajesz dopiero zagadki życia, obyczaje świata, reguły panujące - okrutne, ale prawdziwe. Uświadomiłeś sobie dopiero już na miejscu, gdzie musisz w swojej obronie i narodu zabić kilkudziesięciu wrogów, gdzie troska o własne zdrowie i życie narasta wraz z czasem. Oplatające sny, myśli mówią i grzecznie podpowiadają w duszy pytanie, jakie zapewne chciałbyś usłyszeć i dać na nie odpowiedź: Co ty wiesz o życiu?
Niczym kosa zabiera, niczym tornado niszczy i nie oddaje...
Powodziło ci się i miałeś zawsze dostatek, jednak powołanie do wojska na wojnę zahamowało mocno twój dzienny schemat życiowy, twoje obowiązki wobec siebie, kogoś innego... psa, kota, dziecka, teściowej... nienawidzisz śmierci, po prostu czujesz do niej urazę i wrogość, ale wiesz, że dopadnie każdego z nas w różnych okolicznościach. Jest niczym kosa dla źdźbła, rwąca rzeka dla człowieka, kula pistoletu... pochłania, zabiera, nie oddaje... na wojnie ginie twój dobry przyjaciel - twój kompan, z którym od początku miałeś dobry kontakt i razem przechodziliście przez całe zło i piekło, jakie wam było dane ujrzeć a i też uczestniczyć. Serce podchodzi do gardła, nogi uginają pod ciężarem karabinu, głowa wraz z myślami staje się ciężka, a widok konającego przed tobą przyjaciela postrzelonego z karabinu maszynowego przysparza o ból głowy. Wiesz coraz więcej o życiu, o jego zasadach - my strzelać do nich, oni zabić nas i na odwrót. Gniew dodaje ci siły, przerażenie pomaga zebrać siły, chęć zemsty pcha cię do przodu... zginął członek twojej rodziny, którego tak naprawdę kochałeś i zżyłeś się z nim jak ż żoną. On ci ją zastępował a tutaj w szponach okrutnej wojny zabiera go śmierć i już więcej nic do ciebie nie powie, nie pochwali, nie rozśmieszy, nigdy więcej go nie zobaczysz...
Powrót do przeszłości...
Zastanawiasz się, dlaczego los cię tak ukarał i twój udział w wojnie stał się rzeczywistościa, faktem. Dlaczego?! Czego akurat ja? JA chcę żyć, jestem młodym chłopakiem, a tyle musiałem już zobaczyć, poznać prawdę życiową, na własne oczy oglądać krwawe zbrodnie i śmierć ludzi od kul... jesteś człowiekiem po przejściach, uświadczyłeś na własnej skórze okrutnej rzezi, jeszcze do dziś czujesz klimat niepewności na polu bitwy, ciągle masz wrażenie, jakbyś uczestniczył w dalszych działaniach wojennych i kłębił się gdzieś między ciałami zabitych a niesprzyjające i dokuczające powietrze ciągle ci doskwierało. Będąc w tym wieku pojąłeś znaczenie słowa "śmierć", zdefiniowałeś ją jako najgorsze z możliwych, nienawidzisz tego słowa, nienawidzisz tych, co zabijali. Ty też zabijałeś, pod przymusem... Mogłeś zginąć w tam młodym wieku nie kąpiąc się dalej w urokach życia - tych pozytywnych. Mogłeś nie pójść z rodziną na spacer, nie podziwiać krajobrazów natury i jej przeistoczenia, nie oglądać telewizji, nie korzystać z niczego. Tyle rzeczy mogłeś naraz stracić z powodu wyolbrzymionej błahostki - wojny... Każdą wolną chwilę próbował będziesz wykorzystać jak najlepiej, czerpać z tego satysfakcję, nie zamykać się we własnym świecie. Lecz nie zapomnisz nigdy przeszłości i krzywd jakie ci wyrządzono... Ale przeżyłeś to, czego wielu się nie udało. Ominąłeś bez znaczących szkód wojnę i ona w koalicji ze śmiercią przybraną pod postacią karabinów, nie zabrała cię na ten drugi świat, dla ciebie jeszcze owiany tajemnicą... Wróciłeś z dalekiej podróży, jak mawiają ludzie. Ciesz się życiem, ciesz się przetrwaniem. Widocznie sprzyja ci szczęście, które było potrzebne wielu innym osobom, a jednak jako jeden z niedobitków dostałeś najcenniejszy skarb i dar prosto z nieba - dostałeś przepustkę na nowe życie...
Cwaniaki - małolaci - szpanerzy... Co wy k*** wiecie o życiu... Tak naprawdę nie litujcie się nad sobą a dziękujcie, że wojna nie spadła na was i nie musicie w niej uczestniczyć w młodym wieku, kiedy pełnia życia przed wami i całe jej uroki, huragany radości i tornada szczęścia... powinniście komuś podziękować, że możecie w spokoju starzeć się z czasem, a nie narzekać na swój los, mimo zapewne kilku mniejszych drobnostek jakie uświadczyliście... Dzisiaj dumnie możesz chodzisz w spodniach Adidasa bądź Nike, nie musisz się o nic martwić, wszystko masz pod ręką, po prostu za dobrze ci jest, ale chcesz jak najdłużej trwać w tym stanie, nieprawdaż? Ty jeszcze nie poczułeś i pojąłeś znaczeń "szczęście", "miłość", "rodzina" i "życie"... Obyś nigdy nie uczestniczył w wojnie i z całego serca ci tego życzę - cwaniaku "po przejściach"... Nie odgrywajcie roli bohaterów na siłę, gdyż zakłamujecie samych siebie, a wasza wiedza na temat tego, co człowiek może przejść jest znikoma. Przyjdzie w niedalekim okresie czas, kiedy na kolanach z krzyżem w rękach będziesz prosił i dziękował za to, że dostałeś drugą szansę jako nieliczny. "Zmień siebie, nim zmienisz ten świat" - śpiewa Ala Janosz. Radziłbym ci nad tym pomyśleć, gdyż może ci to dać w przyszłości wiele efektów.
sly
slyther@o2.pl
God Save Tatu * Me * All People - Good People *
Największym prezentem jest życie, wojna odbiera wszelakie dary.