Spod lady


        Chyba każdy, kto chodzi do sklepów spotkał się z problemem, który chcę tu przedstawić. Sklepy. Jest ich wiele, są różnorodne. Jedne duże, inne małe. Ładnie wystrojone, z dużą ilością towaru lub nie. Niektóre nam się podobają, często je odwiedzamy, a do innych nigdy więcej nie wracamy. Faktem jest, że w każdym z nich pracują ludzie, a to jest temat moim zdaniem wart omówienia.
        W sklepach pracują najróżniejsi ludzie. Sytuacja w jednym ze sklepów muzycznych:
Wchodzi klient, przegląda płyty umieszczone na specjalnie do tego celu przygotwanych stojakach , podchodzi do sprzedawcy, by spytać o cenę jednej z nich:
Klient: - Chciałbym spytać o cenę płyty Tangerine Dream pt. "Electronic Meditation"?
Sprzedawca patrzy na niego ze zdziwieniem.
Sprzedawca: - Jakiej płyty?
Klient: - Tangerine Dream "Electronic Meditation"
Sprzedawca dalej nie wie, o jaką chodzi płytę.
Klient wskazując palcem: - O, tam leży.
Sprzedawca wstaje szuka płyty. Znalazłszy ją podaje należną kwotę. Widać, że jest zdziwiony faktem posiadania takiej płyty w swoim sklepie.
        Inny przykład:
Podchodząc do kiosku pytamy o dowolny tytuł czasopisma rzadziej kupowanego. Sprzedawca prawie zawsze dziwnie na nas patrzy, czasami odpowiada przecząco jakoby nie posiadał danego tytułu. Dopiero po dokładnym wskazaniu miejsca położenia podaje nam rzecz o którą prosimy.
        Obydwa przykłady wskazują na słabą znajomość sprzedawanego towaru. Większość sprzedawców zna jedynie towar najbardziej popularny. W sklepach muzycznych są to zazwyczaj płyty z muzyką komercyjną, które dobrze się sprzedają. Gdy chcemy kupić coś innego, budzi to zdziwienie i zamieszanie. W większości kiosków sprzedawcy ograniczają się jedynie do znajomości gazet codziennych. Czasami człowiek chciałby dowiedzieć się o termin w jakim wychodzi dane czasopismo, a kioskarz nawet tytułu gazety nigdy nie słyszał. Przykładem mogą być np. czasopisma komputerowe, których jest mnóstwo na rynku polskim, a tylko niektórzy sprzedawcy coś niecoś się w nich orientują. Sprawa ta dotyczy nie tylko tych dwóch rodzajów sklepów.
        Inne przykłady zdarzeń:
Wchodzi klient do sklepu, pyta:
Klient: - Czy jest możliwość kupienia płyty Klausa Schulze pt. "Irrlicht"?
Widać, że sprzedawca pierwszy raz w życiu słyszy o istnieniu takiego wykonawcy i jego płyty.
Kręci głową, nic nie odpowiadając.
Klient: - Czy można ewentualnie ją zamówić?
Sprzedawca z wyraźną niechęcią: Jeśli jest w katalogu, to tak.
Klient: - Można zobaczyć katalog?
Sprzedawca po dłuższej chwili szukania wręcza katalog.
        W jednej z miejscowości istnieje pewien sklep sportowy. Jest on już dość stary. Ani z zewnątrz, ani od wewnątrz nie wygląda dobrze. Towar przerzedzony, na półkach leżą jakieś resztki. Na ścianach wiszą stare reklamy namiotów, które już dawno wyszły z mody oraz sprzedaży. Wchodzę do tego sklepu, widzę siedzące w kącie dwie sprzedawczynie. Rozmwiają cały czas ze sobą. Chodzę tam i spowrotem czekając na reakcję. Sprzedawczynie nie zwracają na mnie uwagi. W końcu pytam o jakąś rzecz. Sprzedawczynie popatrzyły się przecząco na mnie, po czym z powrotem powróciły do rozmowy.
        W wielu salonach samochodowych, również nikt nie zwraca na nas uwagi. Sprzedawcy dopiero po zadaniu im pytań odpowiadają. Po czym stoją dalej obok nas nic już nie mówiąc. Nie reklamują sprzedawanych towarów. O ofertę cenową również musimy poprosić. Na szczęście nie wszędzie tak jest.
        W niektórych kioskach ruchu gazety są dokładnie pochowane w najróżniejszych zakamarkach. Ktoś, kto kupuje czasopismo tylko dla płytki dołączonej do niego, nie wiedząc nawet kiedy ukazuje się ono w kiosku, jak ma obejrzeć to czasopismo, skoro przez szyby go nie widać? Ktoś taki nie widząc czasopisma nie kupi go, gdyż czasem w ogóle go nie zna, a poza tym nie wie, co jest na płytce dołączonej do niego. Czy takie gazety i czasopisma nie leżące na wystawie przeznaczone są jedynie dla stałych klientów? No to wobec tego czsopismo nie zdobywa nowych klientów, a kiosk nie zarabia. Czyni szkody sobie i wydawcy. Nie wierzę w to, że nie ma miejsca na wystawie. Widziałem wiele kiosków doskonale radzących sobie z tym problemem. Są w nich wszystkie gazety i czasopisma na wystawach. Dzięki temu w kiosku sprzedają się np. mangi, a tylko za sprawą tego, że leżą na wystawie i przez to ściągnęły osoby, które je czytają. Osoby te stały się nowymi klientami i co pewien okres czasu kupują dane tytuły. Sprzedawca w kiosku, klient (dzięki kioskowi może kupić swoje ulubione mangi we własnym mieście) oraz wydawnictwo mang na tym zyskują.
        W podanych kolejnych czterech przykładach sprzedawcy w ogóle nie wykazują się zainteresowania klientem. Wchodząc do ich sklepów czujemy się jakbyśmy byli wrogami, jakby sprzedawcy robili łaskę sprzedając nam towar. Czy nie zależy im na zysku, własnej reklamie? Jak oni wyglądają w naszych oczach. A może nie są śwy sprzedawca powinien, nie, nie powinien, on musi znać się na towarze, którym handluje. Ten, kto sprzedaje farby musi odróżniać farbę emulsyjną od farby olejnej. Co z tego, że jest człowiekiem wykształconym, skoro nie wie co sprzedaje, albo co ma w danej chwili na stanie.



PS1. Sorki za poważny styl arta
PS2. Ciekawe ilu z Was słyszało o tytułach i autorach płyt które wystąpiły w arcie?
PS3. Pisząc arta słuchałem el-muzyki oraz muzy z różnych ulubionych anime (NOIR :))


  _Keitaro_