Dodajmy swoje trzy grosze do tej kopalni tekstów natchnionych, pomyślałem niezrażony odrzuceniem mojego tekstu przez niejakiego Maćka Kuca (czyżby Q'nia...? :)).

 

Debilizm  rulez

 

Z całym szacunkiem dla nauczycieli, ale w szkole można się natknąć na takie "aparaty pedagogiczne", że głowa mała. W tym arcie obiektem moich wycieczek osobistych będzie pewna nauczycielka W.O.S.-u. Skrót ten, drogie dziatki, odnosi się do przedmiotu szkolnego nazwanego Wiedza o Społeczeństwie. Ta, prowadzona dotąd przez skądinąd miłą kobietę, w roku tym stała się dla mnie prawdziwą udręką i doprowadziła do poważnego zastanowienia się nad inteligencją nowej profesorki, którą nam dostarczono w trybie szybkim.

 

Dzień pierwszy. Oto przychodzę zdezorientowany po obowiązkowej podczas przerwy dawce szaleństw do klasy na W.O.S., gdy nagle dowiaduję się z niejakim zdziwieniem, że kolega mój z ostatniej kartkówki dostał  czwórkę, ale i jedynkę. Pani zapytana, za co owa negatywna ocena została wystawiona, z przekorą godną starej panny odparła, iż kolega mój napisał na niej wyraz "Polska" z małej litery (rzecz rozchodziła się o państwa kandydujące do Unii Europejskiej). Chwilę po oddaniu kartki w roztrzęsione ręce kolegi mojego zestresowanego, okazało się że wyraz ten wbrew pozorom został przez niego napisany z wielkiej litery, poprawnie gramatycznie. Lekko zdezorientowana nauczycielka po wzięciu do łapek kartki i dokładnym jej ponownym przeanalizowaniu uznała, iż powodem dodania do oceny stopnia niedostatecznego było dopisanie do owej listy kandydatów kraju zwanego Mongolią, który nijak w Europie jej zdaniem nie leży.

 

Dwa tygodnie później. Wszedłszy z lękiem na przeklętą już przeze mnie lekcję z nieboską wręcz niecierpliwością oczekiwałem oddania kartkówek kolejnych, albowiem Sz. P. Psorka lubowała się chyba w dręczeniu nas tymi pedagogicznymi wymysłami. Rzecz tyczyła się wówczas zgoła innego kumpla mego, któremu obniżyła ocenę za brak pewnego państwa w liście kandydatów do UE. Co to był za kraj, zapytacie zapewne z trwogą? A i owszem, była to Mongolia. Na wszelkie moje polemiki z nią w związku z ostatnią kartkówką odpowiadała tymi samymi, głupimi "argumentami", a gdy się zagubiła w pętli moich niepodważalnych oskarżeń, rozpoczęła litanię na nowo...

 

Lekcja W.O.S.-u następna. Popisawszy się już swoją nieskończoną konsekwencją pani pedagog kontynuowała swoje przedstawienie. Tym razem pytania ze sprawdzianu wzięła po prostu z pierwszej lepszej gazety codziennej, w której napisano coś o wyborach samorządowych. Posunięcie godne dobrej nauczycielki, nie ma co, szczególnie jeśli się nic na poprzedniej lekcji nie zapowiedziało.

 

Po tym, jak rzeczona nauczycielka jeszcze nieraz popisała się podobnymi zachowaniami, nikt mi nie wmówi, że jest ona profesorką dobrą, pomyślałem. Jednak dlaczego klasa, z którą lekcje prowadziła ona w roku poprzednim wychwalała ją pod niebiosa i była szczerze zdziwiona jej postępowaniem w naszej grupie? Dlaczego, idąc dalej, wspominana wyżej "skądinąd miła kobieta" będąca moją nauczycielką W.O.S.-u rok temu, nagle w roku tym pańskim 2002 okazała się być równie "złośliwa, przebiegła i głupia" jak ta nowa, po której zdrowo przejechałem się powyżej? Dlaczego także inni pedagogowie zmienili, mniej lub bardziej, w stosunku do naszej klasy swoje nastawienie? Nie mógł to być chyba zwykły zbieg okoliczności...

I tak od teraz powoli będzie się Wam wyjawiać przewrotność mojego tekstu. Albowiem zaprawdę powiadam Wam, iż doszedłem do zatrważającego wniosku, że to nie kto inny, lecz my sami - uczniowie - jesteśmy winni temu stanowi rzeczy. Nic się nie dzieje bez przyczyny, i także nie bez powodu owi "znienawidzeni nauczyciele" odnoszą się do nas w taki, a nie inny - lecz w naszym mniemaniu zły i niczym nieusprawiedliwiony sposób. Głębiej zastanowiwszy się nad inteligencją tych osób (o czym mówiłem na początku), doszedłem do nieoczekiwanej konkluzji, iż mają one ją w ilościach nadprogramowych, żeby się tak perfidnie nad nami mścić i dawać nam tym samym do zrozumienia o naszej durnocie. Popatrzmy bowiem na siebie: jak dotąd wszystkie klasy, z którymi miałem (nie) przyjemność obcować okazywały się niegodne nauczycielskiej opieki z powodu naszego zachowania w stosunku do pedagogów. Po prostu chamskie, szczególnie klasy z zakresu edukacji obowiązkowej (podstawówka i gimnazjum).

 

Zastanówmy się więc czasem, kto tu jest głupi - my czy nauczyciele. Każdy ma bowiem granice swej wytrzymałości, każdy ma wady i zalety - być może to paskudny banał, ale prawdziwy. Art ten napisałem wylawszy hektolitry płynów żołądkowych do wiader po obserwacji (i nie mówię tu o AM, ale w ogóle o tzw. społeczności szkolnej) nieskończonej litanii narzekań na ród pedagogiczny. Chciałem nim skonfrontować te opinie z moją, pokazać, że istnieje druga strona. Każdemu należy się szacunek, drogie dziatki, szczególnie osobom starszym, tak samo zrozumienie; zrozumienie motywów działań, zrozumienie potrzeb i wzajemna akceptacja.

Tak więc, debilizm rulez. Wśród uczniów.

Zaskoczeni, nie?

 

wielebny _q_

 

P.S.: Moja playlista (albumowo, tytułami zajęłoby za dużo miejsca:)):

 

   1.    The Seatbelts - "Cowboy Bebop"

   2.    The Seatbelts - "No Disc"

   3.    The Seatbelts - "Blue"

   4.    Joe Hisaishi - "Mononoke Hime OST"

   5.    oraz wiele fajowskich utworów z rozgłośni radiowej "Trójka" (naraz!:))

 

P.S. 2: Jednocześnie z pokorą wycofuję się z mojego wcześniejszego bluźnierczego stwierdzenia , jakoby Microsoft Word był najlepszym edytorem HTML. Przepraszam wszystkich, którzy mogli po przeczytaniu / usłyszeniu podobnych słów ponieść uszczerbek na zdrowiu.:)

 

P.S. 3: Ten tekst może nie był zbyt długi, ale mam nadzieję, że wart przeczytania.