Tekst ten dotyczy Marka Kotańskiego
- jedynego człowieka w Polsce który zajął
się zbłąkanymi ludźmi naprawdę i za
darmo.
Przez całe moje życie często słyszałam
nazwisko Kotański. Wiedziałam kto to
jest i co mniej więcej robi, ale nie
zdawałam sobie z tego do końca sprawy.
Później jako małolata sięgałam po książki
o narkomanach, np.
„Ćpun”, „Dzieci z dworca ZOO”, czy
„Pamiętnik narkomanki”, w której też często
powtarzało się nazwisko Kotana.
Media nie poświęcały zbyt wiele uwagi
Markowi i jego pracy. W Wiadomościach
pokazywali tylko zbulwersowane dewoty
wypowiadające się na temat
Kotańskiego - Szatana rozdającego na
ulicach prezerwatywy, ewentualnie
mitingi Marka, np. Łańcuch czystych
serc.
Gdy dowiaduję się że ktoś umiera, staram
się dowiedzieć jak najwięcej o tej
osobie. Tak było i w przypadku Marka.
Zaczęłam szukać w gazetach artykułów
o Nim, w radiu słuchałam audycji w
których Go wspominano i oglądałam filmy
dokumentalne, np. „Guru”.
Z każdą nową informacją byłam coraz
bardziej zszokowana. Przecież ten
człowiek był aniołem na Ziemi! Uratował
życie wielu osobom. Ratował
narkomanów, alkoholików, przygarniał
bezdomnych, chodził po dworcach i
rozmawiał z „lumpami”. On czuł się
jednym z nich. Nie udawał
lepszego i dlatego tyle osób Go kochało.
Jednak wielu ludzi nienawidziło
Kotana, a ja nie mam pojęcia dlaczego.
Przecież domy Markotu i Monaru
przyszli mieszkańcy budowali sami.
Sami tworzyli nawet cegły. Kotan prosił
tylko spółki energetyczne żeby zaczekały
z odcięciem prądu za niespłacone
rachunki.
Metody terapeutyczne Marka mogły być
trochę szokujące (np. ubliżanie i
krzyki) ale czasami inaczej nie można.
Najpiękniejszą rzeczą w Monarach są
dzwony. W każdym Monarze jest metalowy
dzwonek. Gdy tylko ktoś z mieszkańców
poczuje się zagrożony (czuje że chce
wziąć narkotyk) dzwoni dzwonem i
wszyscy pozostali mieszkańcy rzucają
to co robili, żeby porozmawiać i
uspokoić „zagrożoną” osobę.
Kilka tygodni po śmierci Marka Kotańskiego
wybrano nowego prezesa Monaru i
Markotu. Została nim jakaś kobieta,
ale na jej szczęście nie pamiętam
nazwiska. Na jej szczęście, bo strasznie
mnie ta kobieta irytuje. Obwieszona
złotem i ubrana w najnowszy żakiet
z Galerii Centrum mówi jak będzie pomagać
bezdomnym. Ciekawa jestem tylko czy
będzie chodzić po dworcach, kanałach i
innych miejscach w których żyją bezdomni.
Założę się że nie - przecież
kostium sobie ubrudzi.
Marek Kotański powiedział kiedyś: „Tylko
nie spieprzcie tego jak mnie
zabraknie.” Patrząc na tą kobietę mam
smutne przeczucie że już
wszystko spieprzone...
Aurinko
mirielka@poczta.onet.pl