Potęga książki



KSIĄŻKA – dla niektórych dwie grube „kartki” ( potocznie zwane okładkami :-P ), pomiędzy którymi znajduje się bardzo dużo cieńszych kartek zapełnionych literkami, które z kolei trzeba koniecznie przeczytać, bo inaczej będzie krucho. A dla innych… zarwane noce, zapomniane sprawdziany, setki poznanych i pokochanych bohaterów, tysiące odwiedzonych miejsc i bez liku przeżytych przygód.

Część z Was pewnie nie wyobraża sobie świata bez książki ( tak samo jak ja ) i każdą dostępną chwilkę poświęca na czytanie – „byle do końca rozdziału”, „jeszcze kilka stron” , „ale ja muszę wiedzieć co się stanie” – skąd ja to znam? Biega się po kolegach, bibliotekach czy księgarniach byle tylko znaleźć kolejną książkę Pratchetta, Tolkiena, Clancy' ego czy Bułhakowa. To już mi zakrawa na uzależnienie, ale na całe szczęście uzależnienie to nie zbyt szkodliwe, no chyba, że się czyta w skrajnie niesprzyjających warunkach, wtedy wzrok może ucierpieć. Trudno się mówi ;-). Ale tekst ten chciałbym raczej skierować do tych, którzy czytanie „lubią inaczej”, bo przecież czytających nie trzeba do niczego przekonywać.

Zacznę od powodów raczej praktycznych, które mogą przekonać Was do czytania. Zacznijmy od małej ankiety. Ilu z Was w szkole uczy się języka polskiego? Ilu z Was chciałoby mieć lepszy stopień z tegoż przedmiotu? Ile osób z Waszej klasy/grupy lubi czytać książki? Ile z nich ma kłopoty z pisaniem wypracowań czy wysławianiem się? Jeśli dobrze się zastanowicie i przeanalizujecie te pytanka to wyniki powinny mówić same za siebie. Nikt chyba nie chce „jechać” cały czas na dopuszczających i wiecznie użerać się z nauczycielami czy rodzicami. Uwierzcie mi na słowo, książki naprawdę poszerzają słownictwo i wiedzę ( czasem aż do przesady – np. elementy fizyki kwantowej w podróżach w czasie, lecz to tylko i wyłącznie wyjątki ). Nieważne czy to historia, fizyka czy matematyka, każdy znajdzie coś dla siebie.

Często słyszę narzekania, że nie ma czasu na takie nudy, tyle jest rzeczy do robienia. Nikt nie wymaga żeby ktoś spędzał 24h przy książkach, a poza tym powiedzcie szczerze, ile razy siedzieliście w domu łażąc z kąta w kąt, nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić? Czy nie lepiej usiąść na chwilę i zanurzyć się w któryś z milionów fantastycznych ( czy może jak najbardziej prawdziwych ) światów i po prostu zapomnieć się śledząc z zapartym tchem akcję książki? Byliście kiedyś w Moskwie? Nie, tak samo jak ja, ale dzięki Bułhakowowi spacerowałem jej uliczkami, podziwiałem zabytki i poznawałem ludzi.

Każdy z nas miał chyba kiedyś jakieś problemy miłosne, rodzinne, a może z używkami i przeważnie w takich sytuacjach nie mamy zielonego pojęcia, co robić. I tu na ratunek, po raz kolejny, mogą przyjść książki, których treść może nam dać jakże cenne rady. Muszę jeszcze zaznaczyć, że nie chodzi mi tu o różnej maści poradniki, których wysyp można obserwować ostatnimi czasy. Książki mogą być inspiracją do działania lub walki ze swoimi słabościami, doskonałym przykładem takiej książki może być „Alchemik” Paulo Coelho. Poza tym książki poszerzają horyzonty, otwierają na świat, pokazują nowe spojrzenia na stare sprawy i uczą życia.

Nie wymieniłem oczywiście wszystkich plusów czytania, zostało ich jeszcze bez liku i mam nadzieję, że Wy sami je odnajdziecie. Ale jak ze wszystkim, i z książkami nie można przesadzać czy ufać im na ślepo, przecież najważniejsze doświadczenia to nasze własne, a tych żadna książka nie zastąpi…

Qbuś
jnqbus@poczta.onet.pl